Nie bójcie się dojeżdżających niań! :)

Forum » Od czego zależą poszukiwania

Drodzy rodzice!

Widzę, że potencjalna niania, która ma dojechać, jest dyskwalifikowana często jeszcze przed ocenieniem jej kwalifikacji i podejścia do dziecka.

Przykre to (;

Ja rozumiem, że ktoś mógł mieć doświadczenia spotkań z niepunktualnymi osobami, ale, po co od razu generalizować?

Warszawa jest takim miastem, w którym często trzeba sporo dojechać, aby coś załatwić.

Dajcie szansę dojeżdżającje niani!

No, chyba, że nie spełnia Waszych merytorycznych oczekiwań...

15.11.2013 18:02

Jeśli rodzice mieszkają tam gdzie wrony zawracają, to pewnie nie patrzą na to, że niania dojeżdża, bo z każdego niemal miejsca do nich daleko. Ale jeśli mieszkają w dobrym miejscu, to moga trochę 'przebierać' w nianiach. I raczej nie chodzi o to czy niania jest punktualna czy nie, bo można się spóźnić mieszkając na tej samej ulicy w domu obok. To chodzi o to, że w razie, jak to mi wyjaśniała mama, u której pracowałam, że w razie nagłego opadu śniegu niania nie będzie miała problemu z dotarciem do pracy.

15.11.2013 18:48

Aniu! tak na marginesie, ja mieszkam tam, gdzie wrony zawracają! Ale jest spokój, cisza i nie ma sąsiadów. Są sarny z koźlątkami i inne mniej chciane zwierzęta np. dziki. Ale jak szukałam pracy to ważna dla mnie była logistyka.  

15.11.2013 20:26

Napisałam 'pewnie' a nie 'napewno'.   

I dla mnie, jako niani też jest ważna logistyka, więc zanim zgłoszę się do jakiś rodziców, to najpierw przemyślę trasę.

15.11.2013 20:41

Też tak robię.Smile

15.11.2013 21:30

A ja powiem jako rodzic i jako PRACOWNIK, że jednak dojazdy mają olbrzymie znaczenie. Po prostu wiem, że jak się szuka pracy to się bierze wszystko jak leci. Ale potem jak człowiek ma 1,5h w jedną stronę + 10h jako niania to już nie ma życia i zapewne będzie szukał nowej pracy.  Tego chcą uniknąć rodzice.

Sorry, ale jak Pani ma 10 min bo mieszka przystanek to jej robota to 10h20min, a twoja 13...

Pozdrawiam

I.

21.11.2013 00:02

A my i tutaj się spotykamy na dyskusji, Pani Izo  
Powiem tak: Jak dostałam moją pracę na Targówku, mieszkałam na Białołęce. W jedną stronę dojazdu łącznie z dojściem miałam 25min. Minął zaledwie miesiąc mojej pracy u tej rodziny, jak musiałam się nagle wyprowadzić. Wylądowałam... w Sulejówku. Wtedy zapytałam rodziców, czy nie chcą zrezygnować, bo ja będę dojeżdżać. A oni mi powiedzieli tak: "Prosimy rozważyć, czy dla Pani fakt, że będzie Pani wychodzić z domu godzinę wcześniej i wracać do niego godzinę później, nie jest przeszkodą. My jesteśmy otwarci." Krótka piłka! Oczywiście, że, jak już założę własną rodzinę np., to będzie to dla mnie miało większe znaczenie. Ale, jeśli teraz jestem dyspozycyjna, to, skąd dyskwalifikacja? To chyba mój wybór, ile będę jechała do pracy... Rozumiem sytuacje, kiedy jest np. samotna mama i potrzebuje, by niania była na zasadzie: mama dzwoni, że potrzebuje jej za dziesięć minut i niania się stawia. Ale to są rzadkie sytuacje.

21.11.2013 16:30

Dodam, że z tego Sulejówka na Targówek dojeżdżałam na czas  

21.11.2013 16:31

Jak był strajk na kolei, to wiedziałam o tym wcześniej, więc rano odpowiednio wcześniej wyszłam.

No, chyba, że jakaś awaria by się zdarzyła, to może... Ale to Sulejówek-tam dojeżdżało się wyłącznie pociągiem, więc faktycznie, jak jeden stanął na torach, to następny nie przejechał.

Teraz mieszkam w Wawrze. Komunikacja jest super. Jak autobus nie przyjedzie, za pięć minut będzie następny, a ludzie i tak się boją...

21.11.2013 16:33

Ale jak ktoś ma wybrać Nianie z okolicy, a nianie dojeżdzającą mające podobne kwalifikacje to wiadomo, że wybierze tą mieszkającą bliżej. I to prawda, że na poczatku każdy gotowy jest dojezdzac, a jak jest okazja pracować bliżej to ucieka, albo się męczy. Niestety zimą i latem dojazdy nie są przyjemne. Raz podjęłam się pracy, do której musiałam dojeżdzać ok 1-1,5 h. powiedziałam, że nigdy więcej!

21.11.2013 18:42

Kiedyś gdy musiałam dojeżdżać do pracy godzinę nie stanowiło to dla mnie problemu. Mieszkałam na stancji i nie miałam żadnych obowiązków. Jeśli mi się chciało to ugotowałam obiad, jeśli nie chciało, to bez obiadu się obyło. Sprzątanie mieszkania co jakiś czas, bo się dzieliłam tym obowiązkiem ze współlokatorkami.Nie było problemu w zarwaniem nocy, bo organizm to dobrze znosił, wystarczyła kawa rano.

Z czasem się jednak to zmieniło i wolałabym nie dojeżdżać tyle czasu. Ale też wiele zależy, o której zaczyna i kończy się pracę. Bo jednak, nawet jak się nie ma dzieci, to by się chciało czas spędzić z partnerem, ze znajomymi, coś załatwić. Nie wyobrażam sobie kończenia pracy o 18h nawet jeśli praca byłaby w moim bloku. Nic nie można już załatwić.

 

21.11.2013 19:03

Tak, Aniu, ale to Twój wybór.
Chodzi mi o to, by, JEŚLI NIANIA JEST GOTOWA DOBROWOLNIE DOJEŻDŻAĆ, rodzice jej nie skreślali z góry.
Ja pracowałam do 18.00, potem 1,5h wracałam do domu; rano jechałam na 6.45 lub 7.30 i nie przyszło mi do głowy rezygnować, bo wiedziałam, że mam najlepszą pracę, jaką mogę mieć. Pracowałam aż mała poszła do przedszkola.
Może kiedyś takie dojazdy staną się dla mnie kłopotliwe. Ale, póki nie są, dlaczego rodzice skreślają mnie z góry? Z góry, to znaczy nie dają nawet szansy rozmowy i porównania mnie i moich kompetencji z innym kandydatkami. Po prostu jest tak: "Wawer? Odpada!". 

21.11.2013 20:08

Iwona pewnie dlatego tak jest, ponieważ rodzice Cie nie znają i nie wiedzą czy za jakiś czas nie zrezygnujesz, a po co mają ryzykować jeśli mają kogoś bliżej?!

21.11.2013 20:27

Dojeżdzalam z Żukowa do Wrzeszcza autobusem około godz i nigdy sie nie spozniłam,a wiec jak się chce to mozna byc na czas.Pozdrwiam Ewa.

22.11.2013 08:52

Znam bardzo dużo przypadków, gdy spóźniają się ludzie, którzy mają blisko. "A bo to tylko 5 minut to zaraz wyjdę"    A jak się mieszka daleko to trzeba wyjść o konkretnej godzinie, bo następny autobus jets np za 30 minut   

22.11.2013 09:20

Iwonka, trafiłaś w sedno.  

22.11.2013 10:31

JA znam przypadki, ze ludzie jezdza do Warszawy z Łodzi czy Radomia. Ale w tym wypadku ryzyko, że jakiś środek transportu zawiedzie, jest olbrzymie. I co z tego, ze ci blisko sie spozniaja? Kolej nawala regularnie, busy maja wypadki czy trafiaja na korki. Jak jest dzwon na drodze staje cala wielka atreria. Dziwicie sie, ze rodzice wola jak ktos ma jak najmniej skomplikowany transport?

22.11.2013 10:56

Ewa W.

Dojeżdzalam z Żukowa do Wrzeszcza autobusem około godz i nigdy sie nie spozniłam,a wiec jak się chce to mozna byc na czas.Pozdrwiam Ewa.

Ja się czasem zastanawiam - czemu rodzice boją się dojeżdżajacej niani i pytają się ile czasu zajmuje pani dojazd.
Jestem osobą odpowiedzialną i zawsze biorę poprawkę na komunikację więc wolę jechać wcześniejszym autobusem czy tramwajem aby się nie spóźnić. Zwykle jestem te 15-20 min. szybciej aby móc jeszcze porozmawiać z mamą jeśli ma mi coś do przekazania. Nigdy się nie zdażyło abym przyszła do pracy a mam od razu wychodziła z domu.

22.11.2013 11:44

Jeżeli mam być na 8 jestem na 8 a nie na 7:45. Mama chyba powinna brać poprawkę na to, że jeszcze ma mi coś do przekazania    nie rozumiem takiego przychodzenia wcześniej niż się umawialiśmy. Mój czas tak jak i czas rodziców jest cenny.

Co do dojeżdżania- sama szukam ofert pracy tylko i wyłącznie w obrębie swojej dzielnicy bądź na linii metra. Praca pracą ale pracując po 9h i tracąc jeszcze 2h dziennie na dojazdy nie ma się żadnego życia. Człowiek wraca do domu i idzie spać. Nie jestem robotem   

22.11.2013 11:53

Witajcie wszystkie nianie-jestem pierwszy raz na forum,zgadzam sie ztym ze niektorych rodzicow przeraza czas dojazdu niani do podopiecznego,ale to wszystko mozna pogodzic-wychodzil sie troche wczesniej i juz.Ja kieedys dojezdzalam poza Bydgoszcz i zawsze bylam na czs,wszystko mozna pogodzic to zatezy od nas samuch.

22.11.2013 13:21

Karolino, jesteś formalistką  

22.11.2013 16:58

Jestem człowiekiem ceniącym swój i cudzy czas    A życie nie składa się tylko z pracy ale i z przyjemności. A warto na nie znaleźć czas   

22.11.2013 17:08

To racja! Powiem szczerze, że nie spotkałam się z jawną dyskryminacją niań dojeżdząjących. To, że ktoś decyduje się tracić czas na dojazdy, może być decydujące dla rodziców, którzy wymagają nagłych dyspozycyjności

Co do niań, tak bardzo punktualnych, że zjawiają się przed umówioną godziną - jestem zdecydowaną przeciwniczką. Miałam tak przez pierwszych kilka dni pracy w jednej z rodzin. Kiedy zjawiałam się 10-15 minut przed czasem, zastawałam totalny, poranny kipisz, łącznie z trzema (dwóch małych, jeden dorosły) facetami ganiającymi w gaciach. Widok może i śmieszny, ale krępujący i dla nich i dla mnie.

22.11.2013 17:33

Ja przychodziłam zawsze punktualnie. Jeżeli mama się spieszyła to mówiła w locie- jadł, robił kupę, spał/nie spał ewentualnie "za godzinę do Ciebie zadzwonię". To żaden problem    za to widok roznegliżowanych rodziców jest krępujący   

22.11.2013 17:38

Ja też zawsze przychodziłam punktualnie, chociaż jeździłam wcześniejszym autobusem. Zwykle, jak nie było korka, wysiadałam przystanek wcześniej i szłam spacerkiem 10 minut, albo kręciłam się koło domu podopiecznych (obok był park). Ale w zimie powiedziałam rodzicom, że mam 2 możliwości: przyjść chwilę wcześniej, jeśli autobus będzie jechał szybko albo się parę minut spóźnić, jeśli następny będzie stał w korku (oczywiście, jeśli nie będzie w korku to będę normalnie na czas). Wyjaśniłam rodzicom, że autobusy mają takie godziny, a jest zimno. Nie było problemu, powiedzieli, żebym robiła jak mi wygodniej, bo z dziewczynkami i tak siedzieli bracia (kiedy ja byłam zwykle też).
Dodam jeszcze, że ja przyjeżdżałam koło 17, więc na latanie w majtkach były małe szanse   
Ale czułam się lepiej uprzedzając rodziców, bo nie lubię się spóźniać a i głupio mi przychodzić wcześniej bez uprzedzenia... 

22.11.2013 18:35
« Powrót do listy tematów