Chcę rezygnować z pracy ale..

Forum » Kawiarenka - pogaduszki o wszystkim
Witam Was, Przychodzę tutaj żeby opisać swój problem osobom, które najlepiej mnie zrozumieją i doradzą. Jest to moja pierwsza praca, taka poważna. Pierwszy raz też pracuję jako zawodowa Niania w oparciu o umowę uaktywniającą. Ukończyłam studia pedagogiczne. I wcześniej zajmowałam się dziećmi ale dorywczo. U obecnej rodziny pracuję od maja zeszłego roku. Nie miałam doświadczenia dlatego wiele rzeczy było dla mnie nowych.Na początku wszystko wyglądało dobrze. Ustaliliśmy zasady. Miałam przede wszystkim zajmować się dzieckiem i raz w tygodniu prasować jego ubranka. Byłam zadowolona. Z czasem sprawy zaczęły wyglądać inaczej. Wydaję mi się, że rodzice zobaczyli , że jestem spokojną i wyrozumiałą osobą i zaczęli trochę to wykorzystywać. Pewnie wina tkwi też po mojej stronie bo przecież mogłam się im postawić, powiedzieć swoje zdanie ale zwyczajnie się bałam.. Moi pracodawcy notorycznie się spóźniają. Czasami też muszę przychodzić wcześniej ( nie mam za to wszystko płacone dodatkowo). Zdarzały się przypadki kiedy idąc do pracy dostawałam smsa od rodziców z zapytaniem czy mogę kupić im świeże pieczywo.. Kiedyś jak zaspali i to ja ich dopiero obudziłam poprosili żebym poszłam im po drobne zakupy na śniadanie zanim się ogarnął.. Ostatnio zostałam też poproszona o rozwieszenie prania. Jak mały był chory to z jego tatą chodziłam z nim do lekarza, gdzie mam siedziała w domu. Jakieś kontrole, badania też jestem na nich i towarzyszę jego mamie i oczywiście wtedy też zostaję w pracy dłużej. Dodam że jak młody był chory i miał 4 stopni gorączki to musiałam tez z nim chodzić na spacery. Było to polecenie mamy. Albo leżałam z nim w domu i przykładałam okład. A mama siedziała w innym pokoju. Mama małego czasami pracuje w domu. Wtedy mój podopieczny popisuje się, jest niegrzeczny, nie słucha się mnie. Cały czas próbuje zwrócić na siebie uwagę mamy. Nigdy nawet nie puści mnie wcześniej, zawsze trzyma mnie do ostatniej chwili. Zdarza się tak, że rozmawia przez telefon kiedy ja już powinnam wychodzić, ale ona wtedy ma bardzo ważną rozmowę. O ich urlopie dowiaduję się ostatnia. Wtedy też muszę ja sobie coś zaplanować. Termin nie jest ustalany wspólnie ze mną.Kiedyś nawet była sytuacja, że wrócili z urlopu jednak wcześniej i napisali czy nie mogłabym przyjść.. Za wszystkie dni kiedy rodzice mnie nie potrzebują nie dostaje wynagrodzenia.. Nie wspomnę o zwracaniu mi uwagi, jak mam coś zrobić, jak nałożyć rękawiczki, jak namalować laurkę. Chodzę też po pieluchy czy inne rzeczy jak się skończą. Jak przychodzę rano mały jest w pampersie z nocy. Chyba czeka się aż ja przyjdę. Uczyłam go siadać na nocniczku, ale rodzice tego nie pociągnęli więc i ja przestałam się starać. Chodzę z małym na zajęcia dodatkowe. Chociaż moim zdaniem lepiej jakby uczęszczał na nie z rodzicami. To byłby ich wspólny czas. Mam też specjalny zeszyt w którym muszę robić notatki z każdego dnia. Pisa o której porze, co robiłam. Były też parę razy sytuacje gdzie zostawiali na wierzchu pieniądze. Myślę, że chcieli mnie sprawdzić czy je wezmę. Normą jest spóźnianie się z wypłatą. Albo sama się muszę o nią dopominać. Co wcale nie jest przyjemne.. Wciągu całego czasu mojej pracy tylko raz wzięłam wolne z powodu choroby. Nie raz przychodziłam zakatarzona, kiedy źle się czułam ale nigdy nikt nie puścił mnie do domu. Ale raz byłam w takim tragicznym stanie. Miałam 39 stopni i ledwo widziałam na oczy. Zadzwoniłam powiedzieć że nie dam rady przyjść. Usłyszałam "w porządku, proszę wracać do zdrowia". Codziennie później były telefony czy już dobrze się czuję i przyjdę do pracy. Kiedy po paru dniach wróciłam usłyszałam " Tak długo Pani nie było, już nie wiedzieliśmy jak mamy sobie poradzić. Proszę nas więcej tak nie zostawiać" dodane z uśmiechem. Ciężkie były sytuacje w Święta, kiedy to każdy chcę jak najszybciej być w domu, ma jakieś plany, przygotowania. A ja byłam trzymana do ostatniej chwili.. Przepraszam Was za tak długą listę moich żali.. ale musiałam to komuś powiedzieć.Ogólnie w tej pracy czuję się bardziej jak służąca. Mam wrażenie, że rodzice myślą, że nie mam żadnego życia poza tą pracą. Nie szanują mnie i mojego czasu. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad odejściem. Jestem sfrustrowana i już nie daje mi takiej radości ta praca. Czuję, że chodzę tam z przymusu. Wiadomo jest jakaś stabilizacja, wiem, że dostane wypłatę, ale ile można. Chciałabym czegoś więcej. Chciałabym czuć się spełniona. Ale potrzebuję chyba takiego kopa od kogoś. Kopa żebym się ruszyła. Wzięła sprawy w swoje ręce. Boję się jak zareagują rodzice. Że zaczną mi wypominać, że dali mi szanse itd. Nie wiem jak ma wyglądać takie wypowiedzenie, jak zacząć rozmowę. Jak wziąć się w sobie i to zrobić. Jestem strasznie strachliwą osobą. Będę wdzięczna za każde słowo   
15.08.2016 18:31
ja też byłam w podobnej do Ciebie sytuacji. idealnie opisałaś moją pracę. z tym,że ja nie prasowałam ubranek dzieci, ale skaldałam je do pudełek na ubranka bo nie bylo gdzie sie z dziećmi podziać. o samo. raz nie było pileuch to mama kazała misobie radzić. Gdyby nie to że ejsteś z Warszawy pomyślałbm ze traflaś do tej samej szalonej rodziny co ja. Z zakupami było t W domu balagan- brudne wszytsko w koło. A mama wymagała zeby umyć ręce bo to takie higieniczne. Jak dziecko zwymiotowało (a działo sie to mniej wiecej co drugi dzień) do pudełka z zabawkami to to pudełko stało sobie w łazience 2-3 tygodnie i tu nie było problemu ze jest niehigienicznie. Rodzina mieszkała z jedną z babć. Ta babcia-potrafiła jedną szmatą umyć kibelek i potem szła do kuchni myć tą samą szmatą naczynia. Owa babcia, trzymała produkty spożywcze w swoim pokoju pod stołem- potrafiła np dać dzieciom owoce, które zaczeły pleśnieć- no bo przecież to tylko w tym jednym miejscu. Dzieci miały 2 lata i cągle jadły papki - bo tak było wygodne dla rodziców. ogólnie atmosfera w domu straszna, krzyki wyzwiska miedzy rodzicami i babcią. Wg. mnie dlatego też dzieci nie jadły ze stresu. Jedno z dzieci karmiło sie prz każdym oknie, wannie- wmuszanie na siłę bo są normy.... straszne to było.... wytzrymałam 7 miesiecy.... o wiele za długo. Pewnego dnia mama wrócila z drogi do pracy i zauważyła ,ze wylałam śniadanie dla młodszego- ( on nie mógł już tej ilości zjeść.. poza tym kaszka boovita czy jakas tam jest już słodka mama jeszcze to dosładzała... wiec w sumie sie nei dziwie ze dziecko nie mialo ochoty na taką kaszkę) stwierdzila,że krzywdze jej dziecko. Tego samego dnia zrezygnowałam z pracy sama- traktując to jako zwolnienie dyscyplnarne. Powiem,że w życiu nie znałam takiej rodziny, w której dzieci sa w tak ochydny sposob trakotwane przez rodziców, rodzice, ktorzy siebie w ten sposób traktują i babica, ktora życzy sobie coś i od razu tak musi być. Asiu jeśli czujesz sie żle w tej sytuacji napsiz wypowieżyczedzenie zgodnie z umowa i już. nie musisz sie tłumaczyć. masz prawo do wypowiedzenia. Zycze Ci abyś znalazła rodzinę nomalną.. która bedzie szanowała to co robisz.
15.08.2016 19:49
Ja też miałam różne sytuacje,ostatnio co prawda niby nie wymagali ale był taki brud że cokolwiek musiałam ogarnąć np,lepiąca się podłoga zabawki dzieci porozwalane wszędzie pampersy z zawartością kładzione gdzie się da ,nawet na stół czy stoliczek dziecka.Cały czas problem z jedzeniem tzn pusta lodówka.Przynosiłam rano pieczywo ale tylko dla dzieci.Problem był z wypłatą(tygodniówki)przez mamę,często zostawałam też z drugim dzieckiem 10 lat pyskate próbowało robić ze mnie służącą na dodatek skakało z rekami.W końcu po miesiącach nauczyłam i rodziców jako takiego porzadku i dzieci szacunku do siebie.Chociaż starsze dziecko nadal mówiło mi na Ty.Niby stali za mną w wychowaniu dzieci ale nie umieli ustawić ciotki która przychodziła kazdego dnia(mieszkali w jednym domu)pouczała ich, mnie, dzieci chodziły z nerwicowane i my też.Dodam że ta ciotka sama ani ugotowac ani nic nie umiała,wymyślała sobie diety np ze trzebajeść wszystko surowe,bo reszta to trucizna chciała by i dzieci tak jadły.Nic do niej nie docierało.Skutkiem tych wszystkich wydarzeń i ciągłego stachu czy dostanę pieniądze było moje podupadnięcie na zdrowiu.Napiszę szczerze jakbym nie musiała tobym tam nie chodziła ale musiałam zadbać o swoją rodzinę,mąż wtedy pracy nie miał.Powiem tak jesteś młodą wykształconą kobietą poszukaj normalnej pracy,bo zniszczą Ci zdrowie a to chyba jest najważniejsze.
16.08.2016 08:27
Dodam jeszcze jedno do niektórych ludzi nie dotrzesz i dla niektórych nie warto się starać.
16.08.2016 08:29

katarzyna C.Ja też miałam różne sytuacje,ostatnio co prawda niby nie wymagali ale był taki brud że cokolwiek musiałam ogarnąć np,lepiąca się podłoga zabawki dzieci porozwalane wszędzie pampersy z zawartością kładzione gdzie się da ,nawet na stół czy stoliczek dziecka.Cały czas problem z jedzeniem tzn pusta lodówka.Przynosiłam rano pieczywo ale tylko dla dzieci.Problem był z wypłatą(tygodniówki)przez mamę,często zostawałam też z drugim dzieckiem 10 lat pyskate próbowało robić ze mnie służącą na dodatek skakało z rekami.W końcu po miesiącach nauczyłam i rodziców jako takiego porzadku i dzieci szacunku do siebie.Chociaż starsze dziecko nadal mówiło mi na Ty.Niby stali za mną w wychowaniu dzieci ale nie umieli ustawić ciotki która przychodziła kazdego dnia(mieszkali w jednym domu)pouczała ich, mnie, dzieci chodziły z nerwicowane i my też.Dodam że ta ciotka sama ani ugotowac ani nic nie umiała,wymyślała sobie diety np ze trzebajeść wszystko surowe,bo reszta to trucizna chciała by i dzieci tak jadły.Nic do niej nie docierało.Skutkiem tych wszystkich wydarzeń i ciągłego stachu czy dostanę pieniądze było moje podupadnięcie na zdrowiu.Napiszę szczerze jakbym nie musiała tobym tam nie chodziła ale musiałam zadbać o swoją rodzinę,mąż wtedy pracy nie miał.Powiem tak jesteś młodą wykształconą kobietą poszukaj normalnej pracy,bo zniszczą Ci zdrowie a to chyba jest najważniejsze.

Sama prawda... ja też bardzo podupdłam na zdrowiu przez te 7 miesiecy. teraz już chociaz normalnie śpię i jem. toprawda dla takich jak "twoja" rodzina i moja nie warto bąka puścić. u mnie też były pieluchy z zwartością, za kanapą, miseczki z resztami jedzenia w pokoju dzieci- zostawione nawe od piatku. Jeśli dziecko zrobiło kupe przed moim przyjściem to czekali aż ja przyjde bo oni sie brzydzili. Wszędzie brud i to taki ze głowa mała. W kuchni wszytsko się lepiło. w lodówce śmierdzialo trupem.... stosy jedzeabica mienia przeterminowanego... bo kupowano dużo jedzenia Babcia mieszkająca z nimi miala swoje teorie na temat wszytskiego i nie dala sie przeklonać ze teraz jest nieco inaczej. poza tym jak ktos ma pojęcie o wychwaniu dzieci to powinno sie go posłuchac.. no ale na niektorych nie ma żadnego sposobu
16.08.2016 20:43
A ja Ci kochana powiem tak: Z wlasnego doświadczenia wiem że robia z nami to na co im pozwalamy i tyle.Tak to funkcjonuje. Ja na Twoim miejscu juz jutro bym zlozyla wymowienie i nie ma ze boli .Koniec. Jak bys chciala pogadac(nie cierpie pisac maili) to daj swoj numer zadzwonie pogadamy.mam Ci sporo do przekazania-tez kiedys bylam taka strachliwa.Rodziców trzeba sobie wychowac-i tyle.bo jak nie-na leb Ci wsiada.
16.08.2016 21:15
A czy taka umowa na zasadzie "między nami" może coś zmienić? Jest prawomocna, czy nikt nie może jej "użyć" w razie innych zasad, niż wcześniejsze ustalenia? Ps. Co byście zrobiły, gdyby rodzic dawał dziecku klapsy?
18.08.2016 14:42
Niestety takie akcje się zdarzają i będą.Nie którzy zapominają kto to jest niania.To nie robol który posprząta brudne gacie pozmywa ugotuje jeżeli w ogłoszeniu jest niania to rozumiem że zajmuję sie tylko dzieckiem i podawaniem mu posiłków bez gotowania bo na to nie ma czasu .Byłam na kilkunastu rozmowach zaczynało sie słodko a po chwili już byłam kuchtą na cały etat. Jeśli nie postawimy się rodzicą to każdego dnia będą dokładać nam tyle że w pewnym momęcie nie damy rady .Jak najszybciej rozwiąż umowę z okresem wypowiedzenia 2tyg i uciekaj od nich szanuj się i przy kolejnej rozmowie zapytaj czy z jakiś czas nie dojdą ci jakieś obowiązki.powodzenia
20.08.2016 22:50
Na Twoim miejscu już dawno bym zrezygnowała. Zerwij z nimi umowę w końcu to z ich winy. Do tego jawnie Cię wykorzystują a Ty niestety się na to godzisz. Na prawdę jest wiele uczciwych rodzin, szanujących swoją nianią i traktującą ją jak członka rodziny.
21.08.2016 16:28
Dziękuje za wszystkie odpowiedzi. Utwierdziły mnie one w przekonaniu, że muszę zmienić pracę i właśnie będę do tego dążyć. Macie rację, że ta rodzina mnie wykorzystuje, a ja sama na to pozwalam..Niestety to prawda. Najgorsze jest to w jaki sposób oni to robią. Są w tym wszystkim bardzo kulturalni, grzecznie mnie proszą żebym dłużej została albo coś zrobiła.. Robią to w taki sposób żebym nie mogła się doczepić że mnie źle traktują, że są niemili. Wszystko odbywa się że tak powiem w białych rękawiczkach z kulturą.
10.09.2016 14:04
Jestem w szoku po przeczytaniu Waszych postów. Powiem Wam, że nigdy nie spotkałam się z takimi sytuacjami jakie opisujecie. Owszem miałam w przeciągu 9 lat „nianiowania” dwa patologiczne przypadki, ale bardziej dotyczyły przemocy psychicznej, a nawet w jednym przypadku dodatkowo przemocy fizycznej w stosunku do mojej osoby. Z natury jestem ugodowcem, ale w tych dwóch przypadkach to była „krótka piłka”. Powiedziałam rodzicom, że zarówno im tak i mnie zależy na dobru dziecka, a z tym wiąże się również atmosfera panująca w rodzinie, że jeżeli nie spełniam ich oczekiwań to czas aby się rozstać.....i dałam wypowiedzenie. Z tego co tu czytam na forum, nianie oprócz tych wszystkich kursów, wyższych studiów powinny ukończyć szkolenie w zakresie asertywności. Nie ma nic lepszego jak pozytywna reakcja na to co nas nęka....i działać od razu, a nie czekać aż problem urośnie do granic możliwości. Wydaje nam się, że rozmowa wstępna , podpisanie umowy jest gwarantem dobrej współpracy, ale potem życie pisze różne scenariusze i trzeba wiedzieć czy się jest drugoplanowym aktorem marnej sztuki czy też reżyserem filmu na miarę Oskara.
10.09.2016 19:56

Asia K.Dziękuje za wszystkie odpowiedzi. Utwierdziły mnie one w przekonaniu, że muszę zmienić pracę i właśnie będę do tego dążyć. Macie rację, że ta rodzina mnie wykorzystuje, a ja sama na to pozwalam..Niestety to prawda. Najgorsze jest to w jaki sposób oni to robią. Są w tym wszystkim bardzo kulturalni, grzecznie mnie proszą żebym dłużej została albo coś zrobiła.. Robią to w taki sposób żebym nie mogła się doczepić że mnie źle traktują, że są niemili. Wszystko odbywa się że tak powiem w białych rękawiczkach z kulturą.

MANIPULACJA!
10.09.2016 20:07
Dokładnie. To, że ktoś zna zwroty grzecznościowe to jeszcze nie znaczy, że ma dobre intencje.
10.09.2016 20:14

Bożena R.Jestem w szoku po przeczytaniu Waszych postów. Powiem Wam, że nigdy nie spotkałam się z takimi sytuacjami jakie opisujecie. Owszem miałam w przeciągu 9 lat „nianiowania” dwa patologiczne przypadki, ale bardziej dotyczyły przemocy psychicznej, a nawet w jednym przypadku dodatkowo przemocy fizycznej w stosunku do mojej osoby. Z natury jestem ugodowcem, ale w tych dwóch przypadkach to była „krótka piłka”. Powiedziałam rodzicom, że zarówno im tak i mnie zależy na dobru dziecka, a z tym wiąże się również atmosfera panująca w rodzinie, że jeżeli nie spełniam ich oczekiwań to czas aby się rozstać.....i dałam wypowiedzenie. Z tego co tu czytam na forum, nianie oprócz tych wszystkich kursów, wyższych studiów powinny ukończyć szkolenie w zakresie asertywności. Nie ma nic lepszego jak pozytywna reakcja na to co nas nęka....i działać od razu, a nie czekać aż problem urośnie do granic możliwości. Wydaje nam się, że rozmowa wstępna , podpisanie umowy jest gwarantem dobrej współpracy, ale potem życie pisze różne scenariusze i trzeba wiedzieć czy się jest drugoplanowym aktorem marnej sztuki czy też reżyserem filmu na miarę Oskara.

Bożeno- praca niani to dziećmi przede wszytskim praca z dziećmi i dla dzieci. To one są tu najważniejsze. Pracując w szkole masz 30 dzieci i nie możesz sobie wybrać, dzieci , ktore są w porzadku. Jako niania możesz. Ale czasami jest tak ze nie masz chwilowo wyjścia , nie wszytsko widać od razu- jak w zwiazku.
12.09.2016 07:38
Marto, jak dla mnie to najważniejsi w rodzinie są rodzice. Jeżeli rodzice są szczęśliwi to i dziecko będzie szczęśliwe. „Ale czasami jest tak ze nie masz chwilowo wyjścia , nie wszystko widać od razu- jak w zwiazku.”....i tu się z Tobą zgadzam. Dopiero po pewnym czasie człowiek zauważa, że coś tu jest „nie halo”, ale też uważam, że nie należy tkwić w takiej toksycznej sytuacji, bo z tego nic dobrego nie wynika. Oczywiście nie doradzam zerwania współpracy z dnia na dzień. Kiedy ja dałam wypowiedzenie, rodzice poprosili mnie abym została do momentu, aż znajdą sobie nową nianię i byłam tam jeszcze..... trzy miesiące!!! O co chodzi z tym wyborem dzieci? Nie bardzo rozumiem. Bożena R. edytowała ten post 12.09.2016 18:02
12.09.2016 18:00

Bożena R. Marto, jak dla mnie to najważniejsi w rodzinie są rodzice. Jeżeli rodzice są szczęśliwi to i dziecko będzie szczęśliwe. „Ale czasami jest tak ze nie masz chwilowo wyjścia , nie wszystko widać od razu- jak w zwiazku.”....i tu się z Tobą zgadzam. Dopiero po pewnym czasie człowiek zauważa, że coś tu jest „nie halo”, ale też uważam, że nie należy tkwić w takiej toksycznej sytuacji, bo z tego nic dobrego nie wynika. Oczywiście nie doradzam zerwania współpracy z dnia na dzień. Kiedy ja dałam wypowiedzenie, rodzice poprosili mnie abym została do momentu, aż znajdą sobie nową nianię i byłam tam jeszcze..... trzy miesiące!!! O co chodzi z tym wyborem dzieci? Nie bardzo rozumiem.

Bożeno nie wiem czy miałaś okazję pracować w szkole /przedszkolu. Tam jest grupa dzieci i jest ich 25-30 i nie mozesz powiedzieć ze Ewe masz gdzieś bo jest niegrzeczna itp.... mozesz lko z pracy.... tylko czy to mam sens? jeśli chodzi o prace w charakterze niani.... czy rodice sa najważniejsi? niekoniecznie.... ale masz racje szczesliwi rodzice z poukładanymi relacjami miedzy nimi to skarb bo wtedy i z dzieckiem/ dziećmi łatwiej sie pracuje. 3 miesiace czekalas az rodzice znajda nową nianie..... to długo..... Czasami jest tak jak w mojej sytuacji ,ze nie chce sie nie można już dłużej funkcjonować w toksycznej rodzinie po prostu nie. i to jeszcze w takije gdzie jesteś kolejną nianią, która nie pasuje rodzinie bo nie godzi sie na pomiatanie sobą. wtedy po prostu odchodzi sie od juz..... i tyle. wtedy mniej boli i ciebie i dzieci,ktore w jakiś sposób sie z tobą zwiazaly
12.09.2016 21:42
Trudny to temat, rozumiem Twoje rozgoryczenie. Wytrzymałam kolejne 3 miesiące, bo zaczęłam sobie zadawać pytania i szukałam odpowiedzi w literaturze. Dlaczego rodzice, którzy z takim trudem szukali odpowiedniej opiekunki nagle zaczęli traktować ją jak „chłopca do bicia”. Początkowo starałam się ich usprawiedliwiać, że stres, że szybkie tempo życia, ogrom obowiązków itp , ale z czasem zrozumiałam, że mobbing to stan umysłu, zarówno po jednej jak i po drugiej stronie, im już nie pomogę bo nie taka moja rola, muszę sama ustawić się w tej sytuacji. Zrozumienie, dlaczego w pewnym monecie stałam się ofiarą, bo tak to trzeba nazwać, pozwoliło mi w spokoju zakończyć współprace. Odejście z pracy z dnia na dzień niczego nie zmienia w Twoich relacjach z innymi rodzinami. Kolejna rodzinka może być jeszcze bardziej toksyczna i co wtedy? Znowu odejdziesz? Bardzo ważna w naszej pracy jest KOMUNIKACJA. Każdy pojawiający się problem należy od razu rozwiązywać, rozmawiać i właśnie tu się przydaje asertywność, postawa, która, pozwoli funkcjonować w toksycznych układach i nie zrobi z Ciebie ofiary lub jak piszesz pomiotła.
13.09.2016 19:56

Bożena R.Trudny to temat, rozumiem Twoje rozgoryczenie. Wytrzymałam kolejne 3 miesiące, bo zaczęłam sobie zadawać pytania i szukałam odpowiedzi w literaturze. Dlaczego rodzice, którzy z takim trudem szukali odpowiedniej opiekunki nagle zaczęli traktować ją jak „chłopca do bicia”. Początkowo starałam się ich usprawiedliwiać, że stres, że szybkie tempo życia, ogrom obowiązków itp , ale z czasem zrozumiałam, że mobbing to stan umysłu, zarówno po jednej jak i po drugiej stronie, im już nie pomogę bo nie taka moja rola, muszę sama ustawić się w tej sytuacji. Zrozumienie, dlaczego w pewnym monecie stałam się ofiarą, bo tak to trzeba nazwać, pozwoliło mi w spokoju zakończyć współprace. Odejście z pracy z dnia na dzień niczego nie zmienia w Twoich relacjach z innymi rodzinami. Kolejna rodzinka może być jeszcze bardziej toksyczna i co wtedy? Znowu odejdziesz? Bardzo ważna w naszej pracy jest KOMUNIKACJA. Każdy pojawiający się problem należy od razu rozwiązywać, rozmawiać i właśnie tu się przydaje asertywność, postawa, która, pozwoli funkcjonować w toksycznych układach i nie zrobi z Ciebie ofiary lub jak piszesz pomiotła.

masz racje kolejna rodzina może być jeszcze bardziej toksyczna.... ale myśle ,ze w tym pzypadku ta rodzina osiągneła już maksimum toksyczności. Poza tym asertywność to też dbanie o siebie.... bo jesli ja będę żle się czuła w danej rodzinie to dzieci bedą na tym tracić. nie ma nic gorszego niż pracowac na siłę.Ja też usprawiedliwiałam mamę dzieci że boi, ze ojciec zabierze dzieci, że nie bedzie miala wystarczająco duzo siły aby walczyć... ale jak zaczelam sie przyglądać, obserwowac to doszłam do wniosku ze jej jest tak dobrze. Wiele razy pokazywałam podsuwalam pomysły jak sobie poradzić z pewnymi zachowaniami dzieci.... ale google to był jedyny wiarygodny autorytet dla tej pani plus teściowa, ktora miala ponad 80 lat ; mama dzieci niecale 40.Ile razy mozna mówiić,ze tak sie z człowiekiem niepostępuje,,,, że w necie piszą różne bzdury..... . Masz rację mobing , poddanie sie czyjejś jedynie słusznej ideologii to stan umysłu. A rozmowy to tylko moje bla bla bla.... i tak zrobimy jak powie wujek google albo babka. dlatego w takiej sytuacji odejście z dnia na dzien to jedyna słuszna decyzja. Tym bardziej,ze teraz wiem ze to była słuszna decyzja- zaczełam spac i jeśc normalnie...... to jednak o czymś swiadczy.
13.09.2016 21:04
Marto, czasami bywa tak, że nie ma innego wyjścia jak wyjście. Dobrze, że zdrowie Ci wróciło. Powodzenia.
13.09.2016 21:29
Moja też dobra rada nabyta z doświadczenia warto określić ściśle liczbę dzieci ,którymi mamy się opiekować.Ja za 10 zl za godzinę opiekowałam się 6 dzieci . U kobiety tudzież nie najbiedniejszej,która uznała że to za dużo.Po czasie aby nie zbiednieć ( ta szóstka dzieci to jej dzieci i jej szwagra) dała mi dzieci jeszcze dzieci swojej siotry.W tym było dwa dwulatki.Jak zaraziłam się od jej córki to uznała że to nie od niej i za ten dzień wynagrodzenia nie dostałam.Od tej pory 2 dzieci to max .Jeszcz uważała ze kase dostaje za nic
14.09.2016 09:59
Pomijam kwestię finansową. Kompletny brak wyobrażni, a tym samym odpowiedzialności, po jednej i po drugiej stronie.Niech żyje głupota!
14.09.2016 10:44
Głupota nie zwalnia od myślenia. Czytając powyższe wypowiedzi dochodzę do wniosku,że to jednak najbardziej ciemiężona grupa zawodowa jest ...na własne życzenie. Same nieszczęścia. Zastanawiam się też , po co i dla kogo jest to forum. Dorośli ludzie i sprawni umysłowo nie potrafią się na tym rynku pracy odnaleźć. A to toksyczne rodziny,wykorzystywanie a to pomiatanie?? co to znaczy.. ? i etc ! Kobiety, róbcie swoje, jeśli faktycznie jesteście wartościowymi opiekunkami bez kompleksów i innych bojaźni. Ta praca, jak żadna inna. polega na dobrej komunikacji , szczerości i otwartości . Nikt nikogo na siłę nie zatrudnia ,przecież same decydujecie o współpracy. Jeśli coś uwiera trzeba odejść z godnością.. Po co , zatem ten lament na forum ? Ja tego nie jestem w stanie zrozumieć. .
14.09.2016 16:27
Absurd, goni absurd. Jakbym czytała Mrożka.
14.09.2016 16:32
10 zł za opiekę nad 6 dzieci? i to za dużo? a ta pani wie jak to odpowiedzialne zajęcie zajmowanie sie nawet jednym dzieckiem? boszzz
15.09.2016 07:36
Oglądałam ostatnio /po raz któryś zresztą / „Zaklęte rewiry”. Polecam wszystkim.
15.09.2016 15:27
« Powrót do listy tematów