Problem z wyjściem rodzica do pracy!

Forum » Zabawy i gry dla dzieci
Witam może ktoś miał kiedyś podobną sytuację.Od jakiegoś czasu chłopczyk którym się zajmuje Hubert(2,5 roku)strasznie reaguje na wyjścia swojej matki do pracy.Jak ona się ubiera to się do niej przykleja i płaczę żeby ona nie szła ja jestem praktycznie bezradna.Jest mi głupio w tym momecie.Nie pomaga odwrócenie uwagi ani małe przekupstwa w sensie że jak mame póścisz to cos dostaniesz.Proszę o radę
19.01.2010 21:26
A jak długo już opiekujesz się chłopcem?
19.01.2010 21:28
chłopca pilnuje od kiedy skończył 2 lata a te problemy mam od 2 tygodni
19.01.2010 21:29
wcześniej normalnie odwitywał sie z rodzicami i nie miałam wogóle problemu
19.01.2010 21:30
Nie da się ukryć, 2-3 latka to szalony roczek ;P
Spróbuj przeanalizować wasze relacje. Może coś sie zmieniło, może jesteś bardziej konsekwentna , wymagająca?
19.01.2010 21:34
Ja też tak miałam z dwulatkiem. To jest typowy lęk separacyjny. Nie oznacza, że dziecko np. Cię nie lubi, tylko nie chce żeby mama wychodziła. Bardzo ważne jest, żebyś w trakcie nieobecności mamy dużo mu o niej mówiła. Często podkreślaj, że mama go bardzo kocha, że tęskni, opowiadaj mu co robi, kiedy jej nie ma. Dzwońcie do mamy zawsze, jak tylko mały zatęskni, jak uzna, że chce z Nią porozmawiać ( posłuchać Jej głosu ). Proponuj mu taką rozmowę. Ustal z mamą, że jak mały się stęskni to na chwilkę zadzwonicie. mama też mogłaby do niego zadzwonić w ciągu dnia. nie do Ciebie a do Niego, żeby czuł, że o Nim myśli, że jest ważny.
W tych chwilach, kiedy mama wychodzi, kiedy płacze nie staraj się go przekupić ani uspokoić. to nic nie da. Niech się wypłacze. Mama powinna go przytulić, ucałować i wyjść, bez dodatkowych ceregieli, choćby darł się w niebo głosy, tupał nogami itd... A Ty zamknij za Nia spokojnie drzwi i zaproponuj małemu, że go przytulisz. Jeśli nie zechce powiedz, że zawsze może się przytulić do Ciebie, kiedy tylko poczuje taka potrzebę i nie bierz go na siłę na ręce, nie podnoś z podłogi. Niech się wypłacze i uspokoi. Bądź po prostu przy nim, ale go nie ruszaj. Kiedy przestanie szlochać ponów pytanie, czy chce się przytulić i zrób jakiś gest w jego stronę ale nie nachalnie.
takie stany są przejściowe a czasem napadowe. Zdarza się, że dziecko akceptuje już wyjścia mamy i nagle z dnia na dzień sytuacja wraca. To normalne.
19.01.2010 21:37
dziękuję bardzo za radę spróbuję mam nadzieję że to poskótkuję
19.01.2010 21:46
Aniu, czy tak samo smyk reaguje na wyjscie Taty z domu? Ja bylam swojego czasu z chlopczykiem i wlasnie w wielu ok. 2 lat tak bardzo emocjonalnie byl zwiazany z Mamusia ze nawet Tata zostajacy w domu go "nie urzadzal"... wazne bylo tylko to ze Mama wychodzi i czy ze mna zostawal czy z Tata konczylo sie to jednakowym placzem. Oczywiscie trwalo to kilkanascie minut maksymalnie i w ciagu dnia bylo juz wszystko w jak najlepszym porzadku. Jak poszedl do przedszkola to pierwsze miesiace rowniez Tata go musial odprowadzac bo od Mamy nie dal sie odkleic a wlasciwie nie chcial przekraczac progu przedszkola... z Tata sie zegnal i bylo OK bo ogolnie to wspanialy i samodzielny chlopczyk.
19.01.2010 21:59
dziecko od najwcześniejszego okresu, z reguły jest przyzwyczajone, że tata wychodzi. To najczęściej mamy są z maluszkami non stop. Dlatego ten problem dotyczy głównie wychodzenia mamy z domu. Najnormalniejsza reakcja dwulatka. Nie ma w tym nic niepokojącego.
Przez moje ramiona przewinęło się już 11 dwulatków i u każdego w mniejszym bądź w większym stopniu ten lęk separacyjny był. Agnieszka K. edytowała ten post 19.01.2010 22:20
19.01.2010 22:18

Najtrudniej się w życiu czeka... Sprawiam, że ten czas mija bez łez...
dziecko od najwcześniejszego okresu, z reguły jest przyzwyczajone, że tata wychodzi. To najczęściej mamy są z maluszkami non stop. Dlatego ten problem dotyczy głównie wychodzenia mamy z domu. Najnormalniejsza reakcja dwulatka. Nie ma w tym nic niepokojącego.
Przez moje ramiona przewinęło się już 11 dwulatków i u każdego w mniejszym bądź w większym stopniu ten lęk separacyjny był.

...chodzilo mi glownie o to zeby Ania nie myslala, ze Ona zle postepuje i stad placz u dziecka... niania50 . edytowała ten post 20.01.2010 07:23
20.01.2010 00:09

Anna
Witam może ktoś miał kiedyś podobną sytuację.Od jakiegoś czasu chłopczyk którym się zajmuje Hubert(2,5 roku)strasznie reaguje na wyjścia swojej matki do pracy.Jak ona się ubiera to się do niej przykleja i płaczę żeby ona nie szła ja jestem praktycznie bezradna.Jest mi głupio w tym momecie.Nie pomaga odwrócenie uwagi ani małe przekupstwa w sensie że jak mame póścisz to cos dostaniesz.Proszę o radę

--------------------------------------------------------------------------------------
To nie jest Twoja wina Aniu i domyslam sie ze to krepujaca sytuacja.To jest zadanie rodzica wytlumaczyc dziecku dokad mama sie wybiera i kiedy wroci.Pozatym te wylewne pozegnania mam z dzieckiem to przesada.Przeciez nie wyjezdza na zawsze a tylko na kilka godz.Tylko od rodzica zalezy jakie bedzie wyjscie poranne z domu.
20.01.2010 08:28
Mam identyczna sytuacje od tygodnia.Chlopiec ma 2,5 roku opiekuje sie nim dlugo od 1,5roku..tez mi glupio i mam nadzieje ze przejdzie  
20.01.2010 11:00
Też byłam w takiej sytuacji. Opiekowałam się chłopcem od ukończenia przez Niego 18 miesięcy. Gdy mały miał ok. 2-2,5 roku zaczęły się sceny jak mama wychodziła z domu, nie pomagały tłumaczenia i prośby. Pomogło ustalenie pewnego rytuału; otóż codziennie jak mama szykowała się do wyjścia, odprowadzaliśmy mamę ro windy, mały wciskał przycisk przywołujący windę, a mama czekając na windę recytowała fragment z ulubionej książeczki "Koncert byka" - "patrzy w lewo, patrzy w prawo.... czemu nikt nie bije brawo?" i w tym momencie wszyscy klaskaliśmy, po zamknięciu się windy, czekaliśmy aż winda zjedzie na dół i wracaliśmy do mieszkania. Pomogło. Sceny się skończyły.
Mój obecny maluszek również płakał jak mama wychodziła. W tym przypadku skróciliśmy moment żegnania mamy, zamykamy za mamą drzwi i wyglądamy przez okno, żeby zrobić mamie papa, też pomaga.
20.01.2010 11:34
Ja mialam kiedys taką sytuacje, zostałam zwolniona ,za to wlasnie ze dziecko płakalo jak mama wychodzila na zajęcia ,bo nawet to nie byla praca, tylko studia.Pracowalam tam krótko, nie wiem może z 1,5 miesiąca i też bylo to dla mnie bardzo nieprzyjemne ,jak mama mojej podopiecznej( dziewczynka 1,5 roku) wychodzila na uczelnie, a mała w krzyk i płacz.Młoda mama (lat 23) wytłumaczyła sobie to w ten sposob, że pewnie podczas jej nieobecnosci jak terroryzuje dziecko,podczas gdy sytuacja byla taka że jak mama wychodzila fakt że mała jeszcze troszkę popłakala, ale doszlam z nią do okna pokazalam z daleka ze mama idzie do auta i pozniej juz wszystko bylo w ok, w najlepszym porządku ,mala normalnie się bawila ze mną ,pokazywala mi zabawki,przytulała się do mnie przed snem popoludniowym,chodzilysmy na spacery.No ale mama byla innego zdania ,jak to się mówi podswiadomosc dziala i pewnego dnia zadzwonila do mnie żebym nie przychodzila następnego dnia do pracy, gdyż ona ma jakis dzien wolny i posiedzi z małą,no ok następnego dnia przed godz 22 sytuacja podobna, telefon do mnie ze babcia się zajmie małą gdyż ma wlasnie dzien wolny i chcialaby go poswięcic wnuczce.Kolejnego dnia telefon żebym przyjechala się rozliczyć ,bo wlasnie od kilku dni mają nową opiekunkę.Nic dodać nic ująć,zostalam tak potraktowana, pomimo moich szczerych i dobrych chęci i tłumaczeń młodej osobie nota bene samej wychowującej to dziecię że jest to kwestia czasu ,że mała jest bardzo przywiązana do mamy ,ale żeby dać tez czas dziecku na przyzwyczajenie do mnie nowej opiekunki nowej sytuacji( z tego co wiem przede mną byla Pani ktora zajmowala się dzieckiem praktycznie od urodzenia i ktora tez zostala zwolniona bo ponoc nie wychodzila z malą na spacery).Nic to mam nadzieje ze takich niedojrzałych osóbek jest wsrod rodziców mało albo wcale nie ma   
20.01.2010 13:20
Dla nas mam to też jest koszmarna sytuacja, kiedy trzeba zostawić dziecko w rozpaczy...
20.01.2010 14:26

Ewa S.
Dla nas mam to też jest koszmarna sytuacja, kiedy trzeba zostawić dziecko w rozpaczy...


Mój syn ,obecnie 15 latek ,ale jak pamiętam gdy wychodzilam nawet plakal przy babci ktora opiekowala się nim na co dzien, praktycznie od urodzenia ,szedl pod drzwi i po naszym wyjsciu stal i plakal, z czasem gdy byl co raz starszy i mądrzejszy się to zmienilo,ale cóż trzeba bylo isc do pracy i tyle, to co z tego powodu mialam zmienić babcie ??   to samo może nas spotkać w przedszkolu ,żłobku a tam jeszcze gorzej bo jest więcej dzieci niż jedno i niestety ale Pani nie poswięci wtedy uwagi tylko jednemu jak placze parę w tym samym momencie.
20.01.2010 14:33
Ja absolutnie nie obwiniam za tą sytuację Niani, bo mała protestuje niezależnie od tego z kim zostaje, mówię tylko, że to dla mnie jest bardzo przykre. Dla Niani niewątpliwie też.
20.01.2010 14:47
Też uważam, że to nie jest Twoja wina, więc jeśli trafiłaś na mądrych rodziców, to na pewno nie mają do Ciebie pretensji. Mój podopieczny jest przywożony do mnie i gdy tylko przekroczy próg domu zaczyna się histeria. Od samego początku tak jest, taki ma charakter i jak na razie nic nie skutkuje. Jednak ten płacz trwa tylko przy rodzicach i dosłownie 3 minuty po ich wyjściu, po czym dziecko zapomina i do końca jest super, a potem popołudniu nie chce ode mnie wyjść gdy po niego przyjeżdżają   Rodzice na początku też bardzo przeżywali, szczególnie mama. Zaproponowałam, aby po wyjściu poczekali jeszcze troszkę pod drzwiami i posłuchali, przekonali się, że ich dziecko się szybko uspokaja i zaczyna bawić jak gdyby nigdy nic. Nie skorzystali jednak z tego pomysłu, chyba mi ufają i znają swoje dziecko, bo gdy zostaje z babcią jest tak samo. Uszy do góry i trzymaj się.
20.01.2010 15:19

Ewa S.
Dla nas mam to też jest koszmarna sytuacja, kiedy trzeba zostawić dziecko w rozpaczy...

Ale mamy często nie ułatwiają własnemu dziecku tych rozstań    Zamiast normalnie wyjśc, urządzają sceny pożegnalne jakby wyjeżdżały na rok...

Trzeba zrozumieć mechanizm, jak to działa i z czego wynika a nikt się nie będzie dziwił, obwiniał niań itd... No i mamy muszą nad sobą pracować, jeśli chcą żeby sytuacja uległa zmianie. Agnieszka K. edytowała ten post 20.01.2010 15:31
20.01.2010 15:29

   Zamiast normalnie wyjśc, urządzają sceny pożegnalne jakby wyjeżdżały na rok...


Dokładnie, im dłużej takie pożegnanie trwa, tym bardziej dziecko płacze i potem trudniej je uspokoić. Wiem na własnym przykładzie gdy jako dziecko nie chciałam chodzić do przedszkola, mimo, że żadna krzywda mi się tam nie działa. Mama tylko raz popełniła ten błąd, że żegnała się ze mną przez 15 minut, przypłaciła to podartą spódnicą  
20.01.2010 15:34
Osobiście nie urządzam żadnych scen tylko staram sie wyjść jak najszybciej i jak najsprawniej. A skoro tłumaczenia nie pomagają to najlepiej tak żeby córka mojego wyjścia nie zauważyła - wtedy z relacji Niani rozpacz jest najkrótsza (kiedy się zorientuje że wyszłam). I jestem przekonana, że każda mama stara się to pożegnanie tak zorganizować żeby było jak najmniej bolesne - dla każdej ze stron.
20.01.2010 15:39

Ewa S.
I jestem przekonana, że każda mama stara się to pożegnanie tak zorganizować żeby było jak najmniej bolesne - dla każdej ze stron.

I tu sie mylisz   jest bardzo wiele mam do ktorych nic nie dociera, przedkladaja "rozpacz" dziecka nad rozsadek.
20.01.2010 15:55
Pożegnanie powinno być bardzo krótkie a powitanie długie i wylewne. Rodzice nagminnie odwracają te sytuacje. Znam taką mamę, która potrafiła się wrócić do domu, gdzie zostawiła płaczące dziecko, żeby je jeszcze raz ucałować ( chyba, zeby od nowa zacząć histerie ).
20.01.2010 16:04
A ja mialam multum podopiecznych w roznym wieku,ile nie napisze,bo trudno uwierzyc biorac pod uwage moj wiek  Wchodzi tak wiele,bo czesto byly rodzenstwa   Dodam jednak,ze kazdym dzieckiem zajmowalam sie minimum rok. No i do tej pory NIGDY nie mialam sytuacji,ze dziecko nie chce puscic matki do pracy-wrecz przeciwnie,dzieci(w roznym wieku) olewaly to, szalenczo cieszac sie na moje przyjscie lub (strasze) wypychaly mame za drzwi...       Sceny placzu byly za to przy MOIM wyjsciu. Jeden chlopiec juz na spacerze(powrot ze spaceru byl w czasie gdy mama przychodzila z pracy) deklarowal, ze "mamy nie, domu nie"       Widzac mame bil ja pielucha:/...
Obecna mala podopieczna(zajmuje sie nia 2,5 tygodnia) za to czasem placze, kiedy widzi,ze mama wychodzi,dlatego organizujemy wszystko tak,by nie widziala   Ja przychodze,mala sie ze mna bawi,a mama wymyka sie do roboty   Moze tez tak robcie?  

Generalnie wg. mnie wszytko zalezy od dziecka, kazde ma inna osobowosc,wiec sie nie przejmuj sytuacja  
Powiem Ci tylko,ze lepsza juz atmosfera jest,gdy dziecko placze,ze Cie widzi,niz gdy dziecko placze,ze widzi mame  Ni e zycze Ci stanac twarza w twarz z zazdrosna matka   mi sie to nie raz zdarzylo,na tym przewaznie konczyly sie nasze dobre relacje....choc wina moja w tym zadna..."Winne" byly po prostu ich malo zwiazane z mamami,smiale,towarzyskie dzieci.
20.01.2010 17:10

liv 23
A ja mialam multum podopiecznych w roznym wieku,ile nie napisze,bo trudno uwierzyc biorac pod uwage moj wiek  Wchodzi tak wiele,bo czesto byly rodzenstwa   Dodam jednak,ze kazdym dzieckiem zajmowalam sie minimum rok. No i do tej pory NIGDY nie mialam sytuacji,ze dziecko nie chce puscic matki do pracy-wrecz przeciwnie,dzieci(w roznym wieku) olewaly to, szalenczo cieszac sie na moje przyjscie lub (strasze) wypychaly mame za drzwi...       Sceny placzu byly za to przy MOIM wyjsciu. Jeden chlopiec juz na spacerze(powrot ze spaceru byl w czasie gdy mama przychodzila z pracy) deklarowal, ze "mamy nie, domu nie"       Widzac mame bil ja pielucha:/...
Obecna mala podopieczna(zajmuje sie nia 2,5 tygodnia) za to czasem placze, kiedy widzi,ze mama wychodzi,dlatego organizujemy wszystko tak,by nie widziala   Ja przychodze,mala sie ze mna bawi,a mama wymyka sie do roboty   Moze tez tak robcie?  

Generalnie wg. mnie wszytko zalezy od dziecka, kazde ma inna osobowosc,wiec sie nie przejmuj sytuacja  
Powiem Ci tylko,ze lepsza juz atmosfera jest,gdy dziecko placze,ze Cie widzi,niz gdy dziecko placze,ze widzi mame  Ni e zycze Ci stanac twarza w twarz z zazdrosna matka   mi sie to nie raz zdarzylo,na tym przewaznie konczyly sie nasze dobre relacje....choc wina moja w tym zadna..."Winne" byly po prostu ich malo zwiazane z mamami,smiale,towarzyskie dzieci.


a moim skromnym zdaniem ani jedna ani druga sytuacja mila nie jest ,nie chcialabym stanąć oko w oko z zazrosną matką ,ale też nikomu nie życzę stanąć oko w oko z mamą ktorej wydaje się ze bog wie co dzieje się po jej wyjsciu ,skoro dziecko reaguje placzem na jej wyjscie do pracy lub na uczelnie,obydwie sytuacje są bardzo bardzo przykre.
20.01.2010 17:41
« Powrót do listy tematów