Co robi niania gdy mama jest w domu.

Forum » Od czego zależą poszukiwania

SUPER CIOCIA WARSZAWA

joanna i.
jezeli taka jest reakcja matki to dlaczego nie zglosi tego Pani ojcu albo odpowiendim sluzbom? Przeklenstwa to rowniez forma przemocy. pomijajac juz fakt, ze wspolczuje matce Rodzicow, ktorzy prywatne sprawy corki roztrzasaja z obca osoba, ktora jak widac nie zatrzymuje tych informacji dla siebie.

Wszystkie tutaj opisujemy rozne sytuacje, rozne rodziny i rozne dzieci. bez opisania sytuacji nie byloby wiadomo o co chodzi ! Ale nikt nie wymienia nazwisk, imion, adresow wiec chyba troszke przesadzasz.

Słuszna uwaga.
08.03.2010 13:44
nie sadze, zebym przesadzala. Kazdy ma inny poziom trzymania jezyka za zebami. O swoim pracodawcy nie pisze w necie w zadnym tonie    i nie chcilabym, zeby o mnie ktos pisal. Ze nie wspomne o rozliczaniu mnie z mojej choroby. Interent nie chroni naszej prywatnosci i ustalenie o kim pisze dana niania nie jest problemem. Mnie nie podoba sie to co napisala Marta (?) o swojej pracodawczyni. i dziwie sie, ze szukajac pracy pozwala sobie na uwagi, ktore moga ja zdyskredytowac w oczach potencjanego pracodawcy.
08.03.2010 13:53

joanna i.
nie sadze, zebym przesadzala. Kazdy ma inny poziom trzymania jezyka za zebami. O swoim pracodawcy nie pisze w necie w zadnym tonie    i nie chcilabym, zeby o mnie ktos pisal. Ze nie wspomne o rozliczaniu mnie z mojej choroby. Interent nie chroni naszej prywatnosci i ustalenie o kim pisze dana niania nie jest problemem. Mnie nie podoba sie to co napisala Marta (?) o swojej pracodawczyni. i dziwie sie, ze szukajac pracy pozwala sobie na uwagi, ktore moga ja zdyskredytowac w oczach potencjanego pracodawcy.

Nie powiem by podobalo mi sie to co napisala Marta, ale z tego co zrozumialam nie bylo to rozliczanie mamy z choroby, ale z baraku zainteresowania wlasnym dzieckiem czy oddtracania od siebie dziecka w niewybredny sposob.
08.03.2010 13:57

joanna i.
nie sadze, zebym przesadzala. Kazdy ma inny poziom trzymania jezyka za zebami. O swoim pracodawcy nie pisze w necie w zadnym tonie    i nie chcilabym, zeby o mnie ktos pisal. Ze nie wspomne o rozliczaniu mnie z mojej choroby. Interent nie chroni naszej prywatnosci i ustalenie o kim pisze dana niania nie jest problemem. Mnie nie podoba sie to co napisala Marta (?) o swojej pracodawczyni. i dziwie sie, ze szukajac pracy pozwala sobie na uwagi, ktore moga ja zdyskredytowac w oczach potencjanego pracodawcy.

Oczywiście, są pewne granice. Należy o tym pamiętać, ale to już sprawa taktu i osobistej kultury.
08.03.2010 14:02
szkoda tylko że nie podnosi sie taki lamento o prywatność niań kiedy to z taka łatwością matki dzieci opisują rożne sytuacje.
Marta za argumentowała swoja wypowiedz i to wszystko.
08.03.2010 14:19

Beata .
szkoda tylko że nie podnosi sie taki lamento o prywatność niań kiedy to z taka łatwością matki dzieci opisują rożne sytuacje.
Marta za argumentowała swoja wypowiedz i to wszystko.

Zapomniałam dodać, że obowiazuje to obie strony( nas nianie i rodziców).
08.03.2010 14:52
Szanowna Pani Joanno, nie bardzo rozumiem Pani oburzenia. Nie napisałam żadnych danych itp, nawiązałam tylko do tematu aby przedstawić swoją sytuację pracy z mamą w domu.
Piszmy tu o plusach i minusach, jedne Nianie piszą, iż mamy ich są super bo doradzą itp, a moja jest taka jaka jest i napisałam to dlatego, żeby pokazać, że nie zawsze to jest OCH wspaniale.

Bardzo mnie boli kiedy robimy coś razem z dziewczynkami, czy znajdziemy jakiś koralik nawleczemy je na niteczkę i chcą dać mamie w prezencie, a ona spojrzy na to powie o jakie piękne i obojętnie odłoży w kąt. Dzieci też to czują i to mnie w jakiś tam sposób martwi.
08.03.2010 15:12
idąc tokiem rozumowania niektórych osób to to forum nie powinno istnieć. Bo przecież opisujemy różne historie ( dobre i złe) czyli w ten sposób naruszamy prywatność. Ja uważam inaczej, powinnyśmy dzielić się własnymi doświadczeniami, przeżyciemi, radzić sobie nawzajem, przecież nikt tu nie wymienił nikogo z imienia i nazwiska...
08.03.2010 15:30

Marta J.
Szanowna Pani Joanno, nie bardzo rozumiem Pani oburzenia. Nie napisałam żadnych danych itp, nawiązałam tylko do tematu aby przedstawić swoją sytuację pracy z mamą w domu.
Piszmy tu o plusach i minusach, jedne Nianie piszą, iż mamy ich są super bo doradzą itp, a moja jest taka jaka jest i napisałam to dlatego, żeby pokazać, że nie zawsze to jest OCH wspaniale.

Bardzo mnie boli kiedy robimy coś razem z dziewczynkami, czy znajdziemy jakiś koralik nawleczemy je na niteczkę i chcą dać mamie w prezencie, a ona spojrzy na to powie o jakie piękne i obojętnie odłoży w kąt. Dzieci też to czują i to mnie w jakiś tam sposób martwi.

Na podstawie takich wypowiedzi, dowiadujemy się, że sa różni rodzice. z tym trzeba sie liczyc. Niekoniecznie powodem takich zachowań jest choroba. W każdym razie, Pani Marta miała dobre intencje  
08.03.2010 15:30
moja znajoma zajumuje sie 3 letnia dziewczynka gdzie jej mama jest w domu-wogole nie pracuje ,odpoczywa w domu  
mowi ze nigdy w zyciu sie nie zgodzi na taki uklad ,dziecko caly czas biega do mamy, nie chce siedziec w swoim pokoju z opikunka tylko mama i mama jesli dziecko zaplacze mama od razu leci do pokoju jak by cos jej sie dzialo,krepuje sie zjesc napic bo ona patrzy, zalezy u jakich ludzi sie pracuje , bo akurat co ja tutaj opisalam nie chciala bym sie znalesc na jej miejscu
08.03.2010 15:41
Ja opiekuję się 7 miesięczną dziewczynką podczas gdy mama pracuje przy komputerze w drugim pokoju   W ogóle nie czuję się skrępowana, śpiewam małej, piszczymy razem, opowiadam bajeczki lub mówię do niej co widać za oknem, itp. A drzwi od pokoi są otwarte na oścież ;p Czasami się trochę boję, czy to nie przeszkadza mamie w pracy, ale myślę, że bardziej się cieszy z tego, że córeczka jest zadowolona   Oczywiście czasami zdarza się niewyobrażalny płacz, szczególnie gdy ubieramy się na spacer, bo mała tych przebieranek nie cierpi, ale mama w żaden sposób nie ingeruje w to co robię   jedynie mam powiedziane, by przynieść niunię mamie co 3-4 godziny na karmienie. To jedyny kontakt małej z mamą podczas mojej obecności   
08.03.2010 16:42
Ja tak pracowałam. Są plusy jak i minusy. Ale gdybym mogła wybrać między mamą pracującą w domu, a mamą pracującą poza domem - wybrałabym tę drugą   
moja sytuacja była taka, że przychodziłam o 8, dziecko mi przekazywano, następnie drzwi od sypialni się zamykały i mieliśmy być cicho do godziny 11 jak wstawali rodzice   
dla mnie bylo to troszkę uciążliwe bo mały miał swój pokoik zaraz za ścianą a w salonie przeważnie był straaaaaaaszny bajzel, wszystko leżało na podlodze więc zanim zabawa się rozpoczeła trzeba bylo to wszystko z podlogi popodnosić.
Nie podobalo mi się również to że rodzice mieli pracować w sypialni, a ja miałam mieć do dyspozycji salon i małego pokój (3 na 3 metry ...). Niestety wyszło na to że rodzice siedzieli w salonie, a ja miałam tylko małego pokój. Do sypialni miałam zabronione wchodzić, a kuchnia łączyła się z salonem. Było to bardzo uciążliwe bo gdy było zimno to cale dnie siedziałam z nim w tym pokoiku i nie wychodzilismy na dwor, ani krzesła, ani kanapy, siedzieliśmy na małym dywanie. Przeważnie musielismy wychodzic na dwor na okolo 5 godzin. od 9 bawilismy sie w piaskownicy, potem on zasypial w wozku do okolo 14 spał i jak sie maly budzil szlismy do domu.
powiem wam że to bylo męczące. jadlam drożdzowki na lawce i marzłam. chciałam go przynosic do domu ale bylo to tez uciązliwe bo mama chciala zebym go przynosila jak mi uśnie a mieszkali na 4 piętrze... na początku jak byl szczuplejszy dawalam rady, ale potem zawsze mi się budzil na ostatnich schodach   
nie bylo latwo.
08.03.2010 16:59
Też miałam kilka takich przygód, dlatego teraz jestem zdecydowanie za mamą poza domem. Nie to, że obecnej mamy nie lubię. Wręcz przeciwnie. Super się dogadujemy, poruszamy różne tematy, nie tylko związane z maluchem. Ale w momencie, gdy mały płacze, a mama jest w domu, mam wrażenie, że ma do mnie pretensje o to, że pozwalam mu wyładować swoją złość. Nie wiem... takie mam odczucia.
Zresztą mało ważne. Plusy takiego układu? Maluchy na pewno czują się bezpieczniej, pewniej, my też możemy nawiązać bliższą relację z mamami.
Minusy?
Z racji mojego stanowiska dostrzegam ich więcej, niż pozytywów.    Wszystkie są w sumie już wyżej umieszczone.    Wszystkiego najlepszego kobietki   
08.03.2010 19:15

Klaudia Z. Ale w momencie, gdy mały płacze, a mama jest w domu, mam wrażenie, że ma do mnie pretensje o to, że pozwalam mu wyładować swoją złość. Nie wiem... takie mam odczucia.


Takie same miałam odczucia. Mały po 3 godzinach siedzenia w tym małym pokoiku chciał wyjść, więc wychodziłam ale widziałam że rodzice nie bardzo byli zadowoleni z tego że biega koło nich i ich zaczepia, więc starałam się jak najdłużej go zabawić w jego pokoju, czasami jak zaczynał płakać to czułam że mama ma pretensje.
troche sie dołowałam, ale ludzie mnie pocieszali że półrocznego dziecka nie da rady trzymać 9 godzin w pokoju 3 na 3 metry.
Potem mama znalazła sposob- dawala malemu cukierki i ten przestawal, ja jej mowilam ze bedzie miala potem klopot z tym. ze tak nie mozna go uczyc. no i byl problem. czasami potrafil tak plakac za slodyczami ze sąsiedzi mysleli ze nie wiadomo co mu robimy.
a plusy no wiadomo ze są, dziecko czuje się bezpiecznie, rodzice widzą jak i w co się bawie z dzieckiem, czego go ucze, czy jestem dobrą nianią.

Mnie to tez motywowało że rodzice są obok, lubiłam skakać, tańczyć, śpiewać i turlać się i nie przejmowałam się ich obecnością.
Aha, no i wiadomo minusem było jedzenie - nigdy nic nie jadłam w pracy ciepłego bo nie chciałam rodzicom przeszkadzać, zresztą było mi głupio gotowac np. jajko albo coś. A wiadomo jak się pracuje od 8 do przeważnie 18 to ciężko tak na kanapkach...
A gdy małemu robiłam jeść to latał między nimi od taty do mamy, więc również jechał na kanapkach "bo szybciej"  
08.03.2010 19:54

Joanna P.
Ja tak pracowałam. Są plusy jak i minusy. Ale gdybym mogła wybrać między mamą pracującą w domu, a mamą pracującą poza domem - wybrałabym tę drugą   
moja sytuacja była taka, że przychodziłam o 8, dziecko mi przekazywano, następnie drzwi od sypialni się zamykały i mieliśmy być cicho do godziny 11 jak wstawali rodzice   
dla mnie bylo to troszkę uciążliwe bo mały miał swój pokoik zaraz za ścianą a w salonie przeważnie był straaaaaaaszny bajzel, wszystko leżało na podlodze więc zanim zabawa się rozpoczeła trzeba bylo to wszystko z podlogi popodnosić.
Nie podobalo mi się również to że rodzice mieli pracować w sypialni, a ja miałam mieć do dyspozycji salon i małego pokój (3 na 3 metry ...). Niestety wyszło na to że rodzice siedzieli w salonie, a ja miałam tylko małego pokój. Do sypialni miałam zabronione wchodzić, a kuchnia łączyła się z salonem. Było to bardzo uciążliwe bo gdy było zimno to cale dnie siedziałam z nim w tym pokoiku i nie wychodzilismy na dwor, ani krzesła, ani kanapy, siedzieliśmy na małym dywanie. Przeważnie musielismy wychodzic na dwor na okolo 5 godzin. od 9 bawilismy sie w piaskownicy, potem on zasypial w wozku do okolo 14 spał i jak sie maly budzil szlismy do domu.
powiem wam że to bylo męczące. jadlam drożdzowki na lawce i marzłam. chciałam go przynosic do domu ale bylo to tez uciązliwe bo mama chciala zebym go przynosila jak mi uśnie a mieszkali na 4 piętrze... na początku jak byl szczuplejszy dawalam rady, ale potem zawsze mi się budzil na ostatnich schodach   

Bardzo współczuje Tobie takiej sytuacji. Jak można kazać niani i dziecku siedzieć w
małym pokoiku i z niego nie wychodzić ? Przecież dzieci potrzebują przestrzeni,a nie siedzenia w klatce . Nadal tam pracujesz ?
BN
09.03.2010 11:20

a w salonie przeważnie był straaaaaaaszny bajzel, wszystko leżało na podlodze więc zanim zabawa się rozpoczeła trzeba bylo to wszystko z podlogi popodnosić.


I nie rozumiem dlaczego przychodząc do pracy miałaś sprzątać salon ? Przecież to na pewno nie Ty z dzieckiem zrobiliście ten bałagan ?
09.03.2010 11:22
A ja odpowiem troszkę inaczej, że dużo zależy od charakteru dziecka. Ja nie wyobrażam sobie opiekować się konkretnie moim podopiecznym w obecności jego mamy. A to dlatego, że przy mamie jest on zupełnie innym dzieckiem. Przekonałam się o tym wielokrotnie, gdy na przykład mama przyjeżdżała po małego wcześniej i czekała u mnie na tatę dziecka bo pojechał jeszcze coś załatwić. Mały się zmieniał w mgnieniu oka, dosłownie jakby ktoś nacisnął jakiś guzik. Siedział wtulony w mamę, z byle powodu wpadał w histerię, oakazywał niechęć do mojego syna, mimo, że gdy jesteśmy sami dzieci świetnie się bawią. W ogóle gdy nie ma mamy mały jest super. Wesoły, rozbrykany, a przy mamie zamienia się w marudzącą, ciepłą kluchę   Aż sama jestem w szoku, że rodzic tak może działać na własne dziecko. Jakby taka sytuacja miała trwać przez 5 dni w tygodniu i po 8 godzin, to chyba bym zrezygnowała, bo po co mam działać wspólnie z moim synkiem na nerwy czyjemuś dziecku. Nie jest to z resztą tylko moje zdanie, tata chłopca widzi sytuację podobnie.
09.03.2010 13:55

Emilia Łuczyk

Calkowicie przyznam racje ze dzieci zmieniaja sie nie do poznania w zaleznosci pod czyja sa opieka. Przy niani sa inne, przy rodzicu sa inne, ale przy niani i rodzicu sa jeszcze inne (z zasady zachowanie zmienione na duzo gorsze)
09.03.2010 14:11

SUPER CIOCIA WARSZAWA

Emilia Łuczyk

Calkowicie przyznam racje ze dzieci zmieniaja sie nie do poznania w zaleznosci pod czyja sa opieka. Przy niani sa inne, przy rodzicu sa inne, ale przy niani i rodzicu sa jeszcze inne (z zasady zachowanie zmienione na duzo gorsze)


Nie wydaje mi się żeby tak było. Często zostajemy sami z moim podopiecznym i nie widzę zmiany zachowania.   

Zależy od dziecka...
09.03.2010 18:56
Aleksandra S. ja czasami siedząc w tym pokoiku dostawałam głupawki (a co dopiero taki maluch), dosłownie mieściły się dwie osoby dorosłe siedząc z wyciągniętymi nogami. Dlatego też wolałam wyjść na dwór przy każdej okazji (mimo iż marzłam) tzn. rodzice i tak mi kazali i to na bardzo długo ale przynajmniej nie musieliśmy się dusić w pokoju.
Nie pracuje już, tak wyszło że psychicznie nie wytrzymałam. byłam zmęczona tym wszystkim.
A co do zmiany dziecka to tamto dziecko przy mamie było baaaaaaaardzo marudne i w ogóle krzyczało, biło, drapało i gryzło (ją, mnie na szczęście nie)
a przy tacie super.
09.03.2010 19:13
wszytsko zalezy ile sobie pozwolisz, przy mnie dziecko nie ma pozwolone na kopanie, plucie , bicie mnie ale zdarzyło się pracować mi u rodziny gdzie takie coś było na porządku dziennym. U mnie są zasady wiec takiego zachowania nie ma   
09.03.2010 22:48

Joanna P.
Aleksandra S. ja czasami siedząc w tym pokoiku dostawałam głupawki (a co dopiero taki maluch), dosłownie mieściły się dwie osoby dorosłe siedząc z wyciągniętymi nogami. Dlatego też wolałam wyjść na dwór przy każdej okazji (mimo iż marzłam) tzn. rodzice i tak mi kazali i to na bardzo długo ale przynajmniej nie musieliśmy się dusić w pokoju.
Nie pracuje już, tak wyszło że psychicznie nie wytrzymałam. byłam zmęczona tym wszystkim.
A co do zmiany dziecka to tamto dziecko przy mamie było baaaaaaaardzo marudne i w ogóle krzyczało, biło, drapało i gryzło (ją, mnie na szczęście nie)
a przy tacie super.


Ja sobie nie wyobrażam siedzieć z dzieciakami w małym pokoiku, dzieci potrzebują przestrzeni ... Takie jest moje zdanie. Nie dziwie Ci się, że psychicznie nie wytrzymałaś, chyba nikt by tego nie wytrzymał. Nawet nie chcę doszukiwać się przyczyn dlaczego dziecko było takie wobec matki , bo nasuwa mi się tylko jedna myśl.

Znam sytuację gdzie matka dawała klapsy w pupę rocznemu dziecku bo się wiercił przy zmienianiu pieluchy  
10.03.2010 08:09

Mania N.
wszytsko zalezy ile sobie pozwolisz, przy mnie dziecko nie ma pozwolone na kopanie, plucie , bicie mnie ale zdarzyło się pracować mi u rodziny gdzie takie coś było na porządku dziennym. U mnie są zasady wiec takiego zachowania nie ma   


Oooo....   
To widzę, że u Ciebie tak samo jak u mnie.
Trzeba mieć zasady i nie dać się tak traktować.   
10.03.2010 19:45
U mnie zarówno w poprzedniej pracy jak i w obecnej istnieje zasada - Jak niania jest w domu to niania decyduje (oczywiście w sprawach dotyczących M.). Dotyczy to absolutnie wszystkiego i cała rodzina się do tego stosuje. Ja w domku mam nie tylko mamę czy tatę ale też dziadków i pradziadków    wszyscy oni mieszkają blisko - na jednym podwórku więc codziennie się widujemy. Mamy z M. ustalony plan dnia, którego się trzymamy i który zna cała rodzinka. Nie mam problemu z tym aby M. uciekał w stronę bliskich, jak chce się przytulić czy "pogadać" z kimś z rodziny to idziemy i spędzamy czas z daną osobą.
Podsumowując - Bardzo sobie cenię to, że w ciągu dnia mam kogoś pod bokiem i uważam, że w żadnym wypadku nie przeszkadza mi to w pracy.
10.03.2010 21:00
w dwóch poprzednnich pracach mamy były w domu.
W pierwszej mam fatalne doświadczenia. Mama nie pracowała i jak była w domu to dzieci wogóle mnie nie słuchały i generalnie dzień był stracony. W dodatku podważała moje "wyroki" w różnych kwestiach więc bywało ciężko. Kiedy jej nie było dzieci stosowały się do moich zasad, były grzeczne(przy mamie piekiełko o wszystko) i mieliśmy świetny dzień.
W ostatniej pracy mama pracowała w domu i naprawdę świetnie mi się pracowało. Ja i A, mieliśmy swój plan dnia i pomysły na szalone zabawy a mama w drugim pokoju pracowała i cieszyła się, że sobie świetnie dajemy radę. Raz na jakiś czas mały przytulał się do mamy i było ok. Po południu zawsze włączał mu się kierunek "mama", ale o prostu musiałam bardziej się wykazać wymyślając zabawy. Małym zajmowałam się do 14 miesiąca życia.
Podsumowując moim zdaniem wszystko zależy od mamy. Jagoda L. edytowała ten post 12.03.2010 21:43
12.03.2010 21:42
« Powrót do listy tematów