|
magdalena d. Karolina W. Doradziłabym więcej asertywności nie wyślę córki na wakacje, bo nie ma teraz na to pieniędzy, a mniej więcej w tych okolicach będziemy w wakacje, więc nie ma to sensu. Nie można się wyłamywać? Owszem, można i Pani ma do tego pełne prawo. Spotkanie z panią Muzyką, rozumiem (choć moim zdaniem za drogie), ale paczki za 36 złotych?? Komedia, bo ja za tyle często nie dostawałam nawet w domu. Jeśli już paczka w szkole, to symboliczna, my kupowaliśmy drobiazgi za około 5zł. Co mogło to być? Kostka Rubika, paczka z czekoladkami, popularny komiks, tańsze kolczyki, a także własnoręcznie wykonany drobiazg w klasie córki znajomej tez były takie "genialne" pomysły, na szczęście znalazło się kilka kobiet, które postawiło sprawę jasno: albo paczki będą tańsze albo one się wyłamią. Udało im się... może i Pani spróbuje chociaż znaleźć jakichś sprzymierzeńców? A już w ogóle rozbawił mnie dywan. Rozumiem, że nowe ławki, segment i tablicę również sponsorują uczniowie? To może jeszcze niech w zakresie rodziców będą podwyżki dla nauczycieli... i dyrektora? Proponuję szczerze i prosto z mostu powiedzieć nauczycielce, że nie będzie Pani płacić za pewne "atrakcje", bo zwyczajnie nie ma Pani na to pieniędzy. A jeśli będzie przypominać, powiedzieć głośno i wyraźnie "Ja już mówiłam rano, że nie zapłacę". Nauczyciel też człowiek, w dodatku zabiegany (kilka godzin z dwudziestą- trzydziestką maluchów potrafi wymęczyć ). Niestety, często zdarza się, że to właśnie rodzice nakręcają te wydatki. W Polsce nadal dominuje zasada "Zastaw się, a postaw się" i mamusie za wszelką cenę próbują pokazać, że mają pieniądze, inwestują w dziecko i potrafią wydać na niego mnóstwo pieniędzy. Na szczęście można spotkać i inne podejście, szkoda, że tak rzadko niestety odnoszę wrażenie że jestem oceniana po wyglądzie jak i równiez moje dzieci.4 lata temu sie rozwiodłam, mąż mieszka w crewe w anglii, dzieci dostały od niego ubrania, obuwie itp. ale to że dzieci chodza w butach nike nie zmienia faktu że jedna córka buty dostała nówki od taty a druga ma z lumpa kola we wrocławiu za 4 zł.i to samo ze mną.do tej pory, tj 2 lata dziecko jezdziło do szkoły autobusem szkolnym.w tym roku mój tata kupił sobie nowe auto( i żeby nie było ze mam bogatych rodziców którzy powinni pomóc-tata 15 lat na auto odkładał)a mi dał stare.dogadałam sie z rodzicami i byłą tesciowa ze pomoga z ubezpieczeniem, a paliwo na cały miesiąc wożenia do szkoły kosztuje 100 zł.do szkoły mam 2 km.no wiec nauczycielki zobaczyły że mamuśka wozi sie autkiem(pełnoletni passat wszystko po to żeby dziecko nie musiało 0 7 25 do szkoły jechać 3 min a potem pól g czekac na lekcje , no i w zimie masakra bo jakie dziecko pamieta o czapce?gdyby nie to olałabym auto bo do tej pory radziłam sobie bez niego.no i pewnie na tej podstawie wywnoiskowały że chyba w totka wygrałam i moje uwagi spływaja jak po kaczce.dodam ze mam na utrzymaniu mieszkanie i 2 dzieci zarabiam 976 zł.na ręke.moze faktycznie przesadzam i powinnam za wszystko płacić? tylko z czego?no i patrza na mnie jak na idiotkę. aha w zeszłym roku ja robiłam za mikołaja i chodziłam po klasach i rozdawałam paczki.dzieciaki miału ubaw po pachy, paczki były w klasie darii po 15 zł, sklepowa u nas na wsi porobiła wszystkim dzieciom takie same paczki.były super, bo nawkładała mnóstwo słodyczy.dla dzieci liczy sie to ze ten mikołaj wogóle był i cos dał.moje długo w głowe zachodziły gdzie była mama jak chodził mikołaj?
|