|
Rozumiem, że Panie preferują koedukację - zgoda. Są w ZHP druzyny koedukacyjne. Wracam do wniosku, że różnorodnośc organizacji to dobra rzecz, a nie dowód na ich partyjność. Są też jednak racje, że wychowanie w drużynach "jednopłciowych" jest skuteczniejsze. Chodzi zwłaszcza o kwestie dyscypliny, kar i nagród. Szkoła działa inaczej niż harcerstwo. Pani nauczycielka ma takie same "srodki przymusu" jak pan nauczyciel, a i tak jest oczywiste, że chłopcy szybciej reagują na polecenia mężczyzny (z wyjątkiem totalnych ciamajd). Jeśli w grę wchodzi grupa prawie rówieśnicza, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Inne są sposoby budowania autorytetu w druzynie męskiej i supełnie inne w żeńskiej. Obóz to naprawdę zupełnie inna sytuacja niż zielona szkoła. I śmiem twierdzić, że panie nauczycielki zielone szkoły prowadzą raczej jak drużyny żeńskie. I męskośc na tym cierpi. Jeśli jestem za brakiem koedukacji w harcerstwie, to również dlatego, że szkoły są koedukacyjne. Dzieci mają kontakt ze sobą i ja nie muszę się martwić, że płeć przeciwna jest im obca. Dlatego wybieram rozwiązanie skuteczniejsze. A argument "z ostatniej chwili" jest związany z powszechnym kryzysem ojcostwa. Moi uczniowie (chłopcy) ewidentnie potrzebują męskich wzorów, a w gromadzie koedukacyjnej nie mamy gwarancji, że drużynowy będzie mężczyzną (i zazwyczaj nie jest, bo dziewczyny naturalnie garną się do młodszych dzieci). Podstawówki są zapchane kobietami. Dlatego rekomenduję mamom tychże uczniów ZHR - na pewno będą mieli relację wychowawczą z mężczyzną, a to niezwykle cenna rzecz.
Magda Leczkowska edytowała ten post 29.11.2011 23:19
|