Wolontariat w domu dziecka

Forum » Kawiarenka - pogaduszki o wszystkim
Witam wszystkie forumowiczki. Mam pytanie. Ostatnio myślę o wolontariacie w domu małego dziecka. Najchętniej niemowlaki i dzieci w wieku przed szkolnym bo z nimi najłatwiej nawiązuje kontakt i mam w tym doświadczenie. Czy któraś z Was była wolontariuszem w takim domu dziecka? Co o tym sądzicie? Dużo czytałam na temat takich placówek. Dzieciaki szybko się przywiązują i nawiązuje się długie przyjaźnie. Nie da się też byc obojętnym na ich potrzeby i trzeba być silnym psychicznie. Myślałam o takich najmłodszych maluchach bo miłość i troska są najważniejsze w pierwszych miesiącach i latach dziecka. Czy macie jakieś doświadczenie w tego typu pracy? Uwagi? Sugestie, z czym mogę się spotkać w takiej pracy? Jak podchodzić do maluchów? Chciałabym pomóc takim niechcianym maluchom, żeby nie dostawały butelki z mlekiem od anonimowej osoby, ale żeby miały choć małą namiastkę uczuć i bezpieczeństwa... Pozdrawiam
20.06.2009 23:56
witam,
przez wiele lat pracowałam w Domu Małego Dziecka,wierz mi,nie byłyśmy anonimowe dla tych dzieci.Wiem,że w różnych placówkach różnie to może wyglądać,w tym Domu i w tej grupie,gdzie ja pracowałam każda z nas miała swoich ulubieńców,a co za tym idzie każde dziecko miało swoją ciocię.To nie jest taka prosta sprawa,dzieci,zwłaszcza te pozbawione normalnych,kochających rodzin,normalnych relacji bardzo szybko się przywiązują,bardzo tęsknią,te starsze żyją nadzieją,że ofiarujesz im coś więcej,niż sporadyczne wizyty z sercem na dłoni.Kiedy pracowałam,nie mogłam w każdej chwili zająć się tylko "moim" maluchem,więc widziałam je płaczące wniebogłosy,wodzące cały czas za mną wzrokiem,uderzające w proteście główką w barierkę kojca.To są bardzo trudne chwile i bardzo trudne wybory.Wiele razy zastanawiałam się,czy lepiej ograniczyć się do rutynowych czynności,nie okazując za wiele uczuć,tym samym nie przywiązując dziecka do siebie,czy jednak warto,aby nawet za cenę cierpienia,doznawało miłości,ciepła,bliskości.
Poprawka-namiastkę tego wszystkiego,bo zdaję sobie sprawę,że nie byłyśmy w stanie zastąpić matek.Jesteś pewnie wrażliwą,dobrą osobą,myślę,że mogłabyś zdziałać wiele dobrego w takim miejscu,nie chcę Cię zniechęcać,ale myślę,że trzeba mieć świadomość konsekwencji nawet najlepszych intencji.Nigdy nie wolno obiecywać więcej,niż możesz dać,na samym początku trzeba jasno określić swoją rolę i umieć bawić się i cieszyć razem z dziećmi,nie obnosząc się ze współczuciem dla nich,bo nie współczucia potrzebują.Patrząc na Twoje zdjęcie i czytając Twój post myślę,że masz szansę być właściwą osobą we właściwym miejscu   Życzę Ci powodzenia  
21.06.2009 16:30
Dzięki Jolu za te informacje. Masz racje, jestem osobą bardzo wrażliwą, przynajmniej tak uważają najbliżsi, że często bardziej przejmuje się niż inni. Dlatego boję się, że sama mogłabym cierpieć w takim miejscu, zwłaszcza nie wiedząc jak się zachować i w co uzbroić, aby przyniosło to najwięcej pożytku. Cieszę się, że są takie osoby jak ty, które już coś zrobiły.. Myślałam o tych najmłodszych niemowlakach i dzieciach bo często nie jest im poświęcone wystarczająco uwagi przez pracowników bo zazwyczaj fizycznie jest to nie możliwe, a wiadomo że w tych pierwszych miesiącach każda uwaga jest czymś pożądanym, inaczej dziecko źle lub wolniej się rozwija. po za tym też fakt tego, że starsze się szybciej przyzwyczajają przemawia za tym, że tym bardziej skłaniam się do pomocy najmłodszym niemowlakom. Nie chcę być tu źle zrozumiana czy posądzona o stronniczość, ale też chciałabym mieć przyjemność z pomocy a nie wyrzuty, że maluch sie przywiązał a ja jestem nie dobra go zostawiam   Powiedz mi, jak oceniasz, warto okazywać im głębsze uczucia? Pytam bo przeraża mnie fakt, że tak naprawdę kiedyś nadejdzie dzień, w którym trzeba będzie odejść a one będą cierpieć.. Chciałabym im dać wszystko co najlepsze ale nie chciałabym też dawać tej złudnej nadziei, że np je zabiorę ze sobą.. Biję się z myślami czy dam rade oraz jak wpłynie to na nie, nie da się też wszystkiego przewidzieć.. Nie wiem też czy uda mi się trzymać tej granicy... Czy trzeba mieć bardzo silną psychikę w takim miejscu? Z jednej strony trzeba pokazywać uczucia maluchom a z drugiej, mogą się poczuć oszukane i cierpieć.. Ty już odeszłaś z domu dziecka? jak wyglądało pożegnanie?
21.06.2009 16:57
Hej !
Jestem Martyna.I też chciałabym zostać wolontariuszka w Domu Małego Dziecka.Mam 14 lat i nie wiem czy to wystarczy ale czytałam , że osoby niepełnoletnie też mogą pomagać za zgodą rodziców.Opiekowałam się już dziećmi i mam doświadczenie.Nawet dzwoniłam do jednego Domu Dziecka ale akurat nie było pani dyrektor i mam zadzwonić w poniedziałek.Pomóżcie mi ? Mam szansę ? Proszę o odpowiedz.
14.01.2010 11:14
ja bylam wolontariuszka w Domu malego dziecka w grupie 1-2 latkow
jak cos piszcze wiadomosci prv
14.01.2010 11:43
Sylwio jesteś mądrą osóbką i masz świadomość, że to nie takie proste. Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. Wrażliwość masz odpowiednią   
Tu masz linka, powinni Ci tam wszystko wyjaśnić
http://www.domdziecka.net/pl_,wolontariat.php
14.01.2010 12:36
Ja też byłam wolontariuszką oraz miałam praktyki studenckie w kilku domach dziecka , u maluchów, u dzieci starszych , jeśli macie jakieś pytania chętnie na nie odpowiem. Piszcie na priv
29.05.2010 14:31
Żeby zostać wolontariuszką należy mieć skończone 18 lat, zaliczony kurs wolontariusza oraz aktualną książeczkę sanepidowską.
09.06.2010 09:04
Ja jestem wolontariuszką już od paru lat. Jeśli chodzi o dom dziecka to sprawa nie jest prosta, wiele zależy od dyrektorki takiego ośrodka. Praca nie należy do łatwych, często dzieci się bardzo przywiązują do wolontariuszy. Jedna rada na to jest, zajmowanie się grupką dzieci (3-4) tylko wtedy istnieje możliwość rywalizacji o Ciebie.

Co do wieku to oczywiście najlepiej jest mieć skończone 18 lat, jednak jak wcześniej wspomniałam wiele zależy od dyrekcji.

Rada dla was dziewczyny, macie szczere chęci, udajcie się do takiego ośrodka zapytajcie się czy jest możliwość rozmowy z dyrektorką, ona wam wszystko wyjaśni, bo co ośrodek to ma inne podejście do wolontariatu.

Trzymam za was kciuki.
09.06.2010 09:43
pracowalam w domu dziecka z dziecmi od 1 klasy podstawowki do 18 lat, teraz to sie nie nazywa dom dziecka, ale wiadomo o co chodzi o bidul, weszla ustwa i polaczyli domy dziecka z pogotowiem opiekunczym i teraz mamy jeszcze wiekszy bajzel o nazwie Wielofunkcyjna Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza. nie polecam pracy tam, ja rok wytrzymalam, znajomi tez, o rok za dlugo. u nas rotacja w pracy byla bardzo duza, po roku wiekszosc odchodzila,rekord pracy u nas to 2 tyg. chlopak zrezygnowal i wolal wrocic do mc donalda z radoscia, bo tam go nikt od ch....i s..nie wyzywal. nie bylo tez ryzka, ze mu ktos wpier.........wpracy. brutalne i smutne, ale niestety prawdziwie, w sezonie policja byla codziennie. policjanci sie,,smiali'',ze sobie u nas posterunek wybuduja, bo szkoda ich czasu i paliwa, bo zamiast bandziorow szukaja dzieci z bidula, latwo tez o rekoczyny do wychowawcy, wyzwiska i bluzgi sa na porzadku dziennym, nasze dzieci czesto sie prostytuowaly na dworcu i to juz te z podstawowki, dziewczyny puszczalskie regularnie bzykaly sie z chlopakami o 10 lat starszymi za piwko i fajeczki, co m-c robily testy ciazowe. niktore juz nawet dzieci urodzily. patologia 100%. odradzam pracy. u nas do tego dochdozilo regularne lamianie kodeksu pracy i to w panstwowej placowce, zenada, oto pelny, wspolczesny obraz bidula, smutny i przerazajacy. nie ma co liczyc na zmiany, bo wychowawcy, ktorzy pracuja po 20 lat-dziwie sie, ze jakos psychicznie wytrzymuja, mowia, ze dzieci sa coraz gorsze. to widac. nie polecam tam pracy komus o slabych nerwach. trzeba miec twarda d...zeby tam wytrzymac. idac tam do pracy myslalam, ze mieszkaja tam glownie biedne, male, pokrzywdzone sierotki, a mylilam sie grubo i to nie tylko ja. idac do biudla trzeba najpierw poznac jego ciemna strone. te dzieci sa tak cwane i wyrachowane, ze szok, a ucza sie tego niestety od malego od swoich rodzicow, ktorzy mieszkaja 2 ulice dalej od nich, ale wola zeby dzieci zyly na koszt panstwa. AMELIA edytowała ten post 09.06.2010 17:59
09.06.2010 10:24
Czesc wszystkim przeczytałam wasze wiadomosci i chciala bym sie od was dowiedziec czy mam jaką kolwiek szanse byc jedną z wolątariatek. Mam 18 lat opiekowalam sie juz dziecmi i przemyslałam wszystkie za i przeciw i jestem pewna ze bardzo chciala bym pomuc takim maluchom. nie mam ksiązeczki sanepidu ale w najblizszym czasie napewno ją zrobie, jesli jest to mozliwe to prosze o odpowiesdz i jakie kolwiek rady    . Jestem osoba wrazliwa ale mysle ze dala bym sobie rade    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwoscia na jakie kolwiem wieadomosci....
25.12.2010 03:15
ja pracowalam w domu dziecka, dzieci w wieku od 8 lat i juz dorosle nawet- po 18, nie polecam!!! 3majcie sie z daleka od mlodziezy, jelsi juz ktos ma takie pragnienie, to niech idzie do maluchow. ja pracowalam w najgorszej grupie wiekowej-gimnazjum i wyzej.
25.12.2010 08:48
dziekuje ze ktos mi odpisal mam nadzieje ze dotrze do mnie wiecej informacji na ten temat. A co do grupy wiekowej chce sie opiekowac ciecmi w wieku niemowlecym i wyzej tak do 5 roku zycia bo tak jak pisala wyzej jakas dziewczyna slyszalam ze strasznie sie przywiazuja takie dzieci a ja nie chciala bym ich bardziej skrzywdzic bo dosyc cierpia  
25.12.2010 10:29
Wychowałam się wraz z siostrą w domu dziecka . Trafiłam tam mając nie całe pół roku, moja siostra 3 lata , prawie 4 i przebywałyśmy tam do 18stego roku życia . Prawda jest taka,że mało przychodzi do bidula osób "z powołania" . Większość to osoby z miodem na ustach, a tak naprawdę w tym wszystkim najważniejsze są dla nich pieniądze, które myślą,że idzie zdobyć łatwo w takiej placówce . Szkoda, że takie osoby przychodzą bardzo często do przedszkolaków , bo o nie trzeba zadbać , je trzeba nauczyć , otoczyć ciepłem . Było u Nas w bidulu max. do 10 dzieci na grupie maluchów , ale i tak okresy kiedy wszystkie miejsca były wypełnione, bywały bardzo rzadko . Na jednej zmianie były 2-3 opiekunki, czasem dodatkowo jakaś wolontariuszka i dochodziło do tego, że 2 latki robiły w pieluchy i nie wiedziały do czego nocnik/toaleta służy . To jest profesjonalna opieka ? piszę profesjonalna, ponieważ te kobiety miały wykształcenie kierunkowe: psychologia, pedagogika, resocjalizacja itp. Zdarzało się,że te wolontariuszki robiły praktycznie wszystko i odchodziły po jednym dniu, bo nie mogły wytrzymać "współpracy" ;P i współuzależnień z pozostałymi Paniami. Opiekunkom wtedy było dobrze, bo kawka, czekoladka , rozmowy w tzw "socjalce" , a biedna wolontariuszka tyrała jak osioł - nie tylko opieka, ale również porządki .
Na grupie gdzie jest koniec podstawówki/gimnazjaliści mało kto wytrzymuje, ponieważ dzieciaki są na tyle rozwinięte,że potrafią się postawić . A wychowawcy mają zadanie ułatwione, bo dzieciaki same o siebie potrafią zadbać . Nie mówię,że każde dziecko w bidulu to anioł , którego przeznaczeniem jest to a nie inne miejsce, a każdy wychowawca jest do tyłka . Zdarzają się ucieczki , papierosy , alkohol , prochy, seks z każdym i o każdej porze, ale jest coś takiego jak Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy i w momencie kiedy wychowanek nie umie się dostosować do zasad, sąd kieruje go właśnie do takiego ośrodka - zamkniętego . Tak samo zdarzają się naprawdę fajni opiekunowie . Na mojej grupie było naprawdę paru cudownych ludzi, którzy całym sercem Nam się poświęcali -złym, wyrachowanym dzieciakom    - których zapamiętam do końca życia.
Pani dyrektor , którą znałam 16 lat , dwa lata przed moim wyjściem poszła na emeryturę - również ciepła, troskliwa istota, która chciała każdemu dogodzić, ale niestety , jak to w życiu bywa, coś komuś musiało nie pasować . Zastąpił ją sympatyczny facet w średnim wieku, który widać,że również zaangażował się w tą pracę . Dziś mam wspaniałego synka, kochanego narzeczonego, w przyszłym roku będziemy mieli swoje mieszkanko - to nie przechwałki, tylko dowód na to, że wychowanki z bidula również mogą sobie ułożyć życie tak jak być powinno . Moja siostra została stewardessą , pomimo , że "kochający , z powołaniem wychowawcy" wmawiali jej, że nie ma na to szans - prawdziwe wsparcie , nie ma co .    Dziś robią wielkie oczy, że Ania Z . lata samolotami w miejsca o których im się nie śniło    A no i dzięki podniebnym lotom, poznała swojego narzeczonego pilota    Nie wszystkie dzieciaki to patologia 100%, nie każdy jest tam przez swoje patologiczne zachowanie, ale np. przez utratę kogoś bliskiego,wówczas rodziców nie ma dwie ulice dalej i grunt to dobrze pokierować takim małym człowiekiem , aby starsi nie pokazali mu tej drugiej strony medalu .
25.12.2010 11:51
witam wszystkich! bardzo bym chciała zostac wolontariuszka w domu małego dziecka.Powiedzcie mi gdzie mam sie zgłosic ,zadzwonic zeby miec szanse pomoc tym maluszkom.
25.12.2010 14:20
hmm, czytam i chyba ja pracuję w jakimś "cudownym" domu dziecka bo u nas i atmosfera pracy super i wychowawcy z powołania, świetna dyrekcja i fajne dzieciaki nie mówię, że zawsze jest różowo bo też potrafią dopiec, ale jest dobrze. Aktualnie jestem na urlopie macierzyński w styczniu wracam do pracy i już nie mogę się doczekać
25.12.2010 20:18

Kora L.
hmm, czytam i chyba ja pracuję w jakimś "cudownym" domu dziecka bo u nas i atmosfera pracy super i wychowawcy z powołania, świetna dyrekcja i fajne dzieciaki nie mówię, że zawsze jest różowo bo też potrafią dopiec, ale jest dobrze. Aktualnie jestem na urlopie macierzyński w styczniu wracam do pracy i już nie mogę się doczekać


To tylko pozazdrościć,że trafił się fajny zespół i dzieciaki . Niestety nie wszędzie tak jest , za pięknie by było   
26.12.2010 00:17
Pani Magdo, nikt sie normalny do bidula do pracy nie pcha, pensja 2 lata temu, to 1200 zl na reke na poczatek, nocki, niedziele, swieta itd., bo bidul, to nie sklep, ze mozesz zamknac. jaka praca taka placa, kiepska perspektywa w bidulu nie tylko dla dzieci, ale i dla pracownikow, poza tym szanse awansu prawie zadne, bo z wychowawcy nie ma na kogo juz awansowac. na karte nauczyciela tez sie nie pracuje, wiec zadnych przywilejow nie ma.
26.12.2010 13:15

Agnieszka M.
Pani Magdo, nikt sie normalny do bidula do pracy nie pcha, pensja 2 lata temu, to 1200 zl na reke na poczatek, nocki, niedziele, swieta itd., bo bidul, to nie sklep, ze mozesz zamknac. jaka praca taka placa, kiepska perspektywa w bidulu nie tylko dla dzieci, ale i dla pracownikow, poza tym szanse awansu prawie zadne, bo z wychowawcy nie ma na kogo juz awansowac. na karte nauczyciela tez sie nie pracuje, wiec zadnych przywilejow nie ma.


Pani Agnieszko, ja znam Dom Dziecka od strony wychowanków , Pani zna bidul od strony wychowawców i zawsze będziemy mieli różne opinie . Wiem jedno, że ludzie czasem przychodzą do takiej pracy bo lubią , lubią pomagać , lubią dzieciaki i nie mają wielce wygórowanych oczekiwań finansowych. Ale takim osobom, które myślą podobnie jak Pani, nie polecam pchać się do Domu Dziecka , bo nikt nie będzie zadowolony .
26.12.2010 13:34
Przyznam racje pani Magdzie ja chce pomuc tym maluchom a na dowod tego ze robie to z dobrego serca i dlatego ze bardzo kocham dzieci nie chce brac pieniedzy za pomoc. Mam nadzieje ze dyrektorka domu dziecka zgodzi sie i zobaczy ze naprawde potrafie sie zaangarzować. Przepraszam za wtracanie sie ale poprostu takie jest moje zdanie. Pozdrawiam
26.12.2010 14:13

Kasia K.
Przyznam racje pani Magdzie ja chce pomuc tym maluchom a na dowod tego ze robie to z dobrego serca i dlatego ze bardzo kocham dzieci nie chce brac pieniedzy za pomoc. Mam nadzieje ze dyrektorka domu dziecka zgodzi sie i zobaczy ze naprawde potrafie sie zaangarzować. Przepraszam za wtracanie sie ale poprostu takie jest moje zdanie. Pozdrawiam


Pani Kasiu, my rozmawiałyśmy o wychowawcach którzy tam pracują , nie o wolontariuszkach , bo wiadomo każdy idzie do pracy aby zarobić, a wolontariat jest czysto z dobrego serca. Sugerowałam tylko, że to specyficzna praca, ze specyficznymi ludźmi i byle kto na wychowawcę nie może tam pójść .
26.12.2010 14:20

Kasia K.
W takim razie przepraszam za wtracenie sie i dziekuje za wytłumaczenie... Pozdrawiam


Ale Pani Kasiu nie ma za co   
ja się bardzo cieszę,że są osoby o tak wielkich sercach jak Pani   
26.12.2010 18:21
Dziekuje i bardzo si ciesze ze pani to zaówazyla
26.12.2010 19:29
zgadza sie Pani Magdo, ale checia samej pomocy dzieciom sie nie wyzyje, ja sie nie pchalam, przyszlam na wyrazna prosbe dyrekcji, na szczescie juz tam nie pracuje. zycie i zdrowie mi mile, tym bardziej, ze za takie niskie wynagrodzenie nikt by mi tam nie zwrocil za moje nerwy. poza tym bidule to nie tylko maluchy jak sie tu powszechnie wydaje, wiecej tam gimnazjalistow i starszych, wiec sie Panie moga rozczarowac. szczegolnie, ze te male tez sa teraz sprytne i cfane i skonczy sie na ,,pozyczaniu'' im pieniedzy, jak widza, ze moga komus grac na emocjach, to naciagna, ze sie ktos nawet nie zorientuje.
26.12.2010 19:43

Agnieszka M.
zgadza sie Pani Magdo, ale checia samej pomocy dzieciom sie nie wyzyje, ja sie nie pchalam, przyszlam na wyrazna prosbe dyrekcji, na szczescie juz tam nie pracuje. zycie i zdrowie mi mile, tym bardziej, ze za takie niskie wynagrodzenie nikt by mi tam nie zwrocil za moje nerwy. poza tym bidule to nie tylko maluchy jak sie tu powszechnie wydaje, wiecej tam gimnazjalistow i starszych, wiec sie Panie moga rozczarowac. szczegolnie, ze te male tez sa teraz sprytne i cfane i skonczy sie na ,,pozyczaniu'' im pieniedzy, jak widza, ze moga komus grac na emocjach, to naciagna, ze sie ktos nawet nie zorientuje.


Niestety, dzieciaki od kogoś musiały się tego nauczyć, a wychowawcy są po to aby ich tego oduczyć . Nic nie bierze się z niczego, tak samo jak chwasty się same nie wyplenią . A mnie najbardziej boli,że w Domach Dziecka 90% spraw w związku z indywidualnym wychowaniem jest odwlekana, olewana . I potem jest jak jest - niektórzy z wychowanków oleją system społeczny, niektórzy sami zauważą co jest dobre a co złe metodą prób i błędów . Proszę z wszystkich dzieci nie robić cwaniaków i nie zniechęcać do pomocy bo naprawdę NIE WSZYSCY SĄ TACY .
26.12.2010 20:25
« Powrót do listy tematów