|
Wychowałam się wraz z siostrą w domu dziecka . Trafiłam tam mając nie całe pół roku, moja siostra 3 lata , prawie 4 i przebywałyśmy tam do 18stego roku życia . Prawda jest taka,że mało przychodzi do bidula osób "z powołania" . Większość to osoby z miodem na ustach, a tak naprawdę w tym wszystkim najważniejsze są dla nich pieniądze, które myślą,że idzie zdobyć łatwo w takiej placówce . Szkoda, że takie osoby przychodzą bardzo często do przedszkolaków , bo o nie trzeba zadbać , je trzeba nauczyć , otoczyć ciepłem . Było u Nas w bidulu max. do 10 dzieci na grupie maluchów , ale i tak okresy kiedy wszystkie miejsca były wypełnione, bywały bardzo rzadko . Na jednej zmianie były 2-3 opiekunki, czasem dodatkowo jakaś wolontariuszka i dochodziło do tego, że 2 latki robiły w pieluchy i nie wiedziały do czego nocnik/toaleta służy . To jest profesjonalna opieka ? piszę profesjonalna, ponieważ te kobiety miały wykształcenie kierunkowe: psychologia, pedagogika, resocjalizacja itp. Zdarzało się,że te wolontariuszki robiły praktycznie wszystko i odchodziły po jednym dniu, bo nie mogły wytrzymać "współpracy" ;P i współuzależnień z pozostałymi Paniami. Opiekunkom wtedy było dobrze, bo kawka, czekoladka , rozmowy w tzw "socjalce" , a biedna wolontariuszka tyrała jak osioł - nie tylko opieka, ale również porządki . Na grupie gdzie jest koniec podstawówki/gimnazjaliści mało kto wytrzymuje, ponieważ dzieciaki są na tyle rozwinięte,że potrafią się postawić . A wychowawcy mają zadanie ułatwione, bo dzieciaki same o siebie potrafią zadbać . Nie mówię,że każde dziecko w bidulu to anioł , którego przeznaczeniem jest to a nie inne miejsce, a każdy wychowawca jest do tyłka . Zdarzają się ucieczki , papierosy , alkohol , prochy, seks z każdym i o każdej porze, ale jest coś takiego jak Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy i w momencie kiedy wychowanek nie umie się dostosować do zasad, sąd kieruje go właśnie do takiego ośrodka - zamkniętego . Tak samo zdarzają się naprawdę fajni opiekunowie . Na mojej grupie było naprawdę paru cudownych ludzi, którzy całym sercem Nam się poświęcali -złym, wyrachowanym dzieciakom - których zapamiętam do końca życia. Pani dyrektor , którą znałam 16 lat , dwa lata przed moim wyjściem poszła na emeryturę - również ciepła, troskliwa istota, która chciała każdemu dogodzić, ale niestety , jak to w życiu bywa, coś komuś musiało nie pasować . Zastąpił ją sympatyczny facet w średnim wieku, który widać,że również zaangażował się w tą pracę . Dziś mam wspaniałego synka, kochanego narzeczonego, w przyszłym roku będziemy mieli swoje mieszkanko - to nie przechwałki, tylko dowód na to, że wychowanki z bidula również mogą sobie ułożyć życie tak jak być powinno . Moja siostra została stewardessą , pomimo , że "kochający , z powołaniem wychowawcy" wmawiali jej, że nie ma na to szans - prawdziwe wsparcie , nie ma co . Dziś robią wielkie oczy, że Ania Z . lata samolotami w miejsca o których im się nie śniło A no i dzięki podniebnym lotom, poznała swojego narzeczonego pilota Nie wszystkie dzieciaki to patologia 100%, nie każdy jest tam przez swoje patologiczne zachowanie, ale np. przez utratę kogoś bliskiego,wówczas rodziców nie ma dwie ulice dalej i grunt to dobrze pokierować takim małym człowiekiem , aby starsi nie pokazali mu tej drugiej strony medalu .
|