|
|
Chyba nie przesadziłam? (w ramach wyjaśnienia: Pani Mama oznajmiła końcem kwietnia, że skontaktuje się w celu UMWIENIA spotkania w ciągu dwóch tygodni; minęły prawie trzy). |
| 21.05.2011 10:05 |
|
Ja byłam na takim kawiarnianym spotkaniu z mamą brzdąca. Po prostu nie chciała co chwilę wprowadzać dziecku nowej osoby. Porozmawiałyśmy sobie o dzieciakach, wypiłyśmy kawę i miałyśmy umówić się na spotkanie już w domu,żeby poznać męża (pracodawcę) i dzieci ( bo okazało się,że jest dwójka), z czego starsze chodzi do przedszkola i byłby pod moją opieką tylko w razie choroby. Wszystko pięknie ładnie, pani zadzwoniła i umówiłyśmy się na termin w którym miałam się pojawić u nich w domu. Dzień przed wyznaczonym terminem otrzymałam telefon z wiadomością,że dzieci się rozchorowały i musimy przełożyć spotkanie. Sytuacja miała miejsce pod koniec kwietnia....czekałam cierpliwie, minęły święta, długi weekend...cisza do dziś. |
|
| 21.05.2011 10:20 |
|
To też bywa różnie. Ja raz byłam na takiej rozmowie. Ale mama od razu wyjaśniła, że spotyka się w kawiarni bo mieszkają spory kawałek pod Warszawą, a praca już będzie w Warszawie i nie chciała narażać nianie na dalekie podróże. Mama była z dzieckiem, potem było już spotkanie w nowym domu. Jednak tata okazał się być niesympatyczny i się nie zdecydowałam. |
|
| 21.05.2011 11:54 |
Może i racja, może jestem zbyt naiwna, że wierzę ludziom. Trochę mi było szkoda tej pracy, bo nie miałabym daleko, ale trudno. Jeżeli na początku pracodawca odstawia "szopkę" to współpraca nie układałaby się dobrze. |
|
| 21.05.2011 12:54 |
|
|
Ja odbyłam jedno jedyne spotkanie "na mieście" i... pracuję właśnie u tej rodziny, już pół roku |
| 23.05.2011 13:02 |

