"Przecież nie było mowy o prezentacji z imienia i nazwiska, tylko "sąsiadeczki" i opiekunki szt.2 stwierdziły po wózku ( ha, nawet nie po dziecku), co samo w sobie, już jest mało wiarygodne: wózek wydał obiekt plotki."Normalni" ludzie, nie opowiadają nowo poznanej kobiecie szczegółów życia rodziny X, tylko dlatego, że ona jeździ "takim samym" wózkiem.. "

Idąc tym tokiem rozumowania za chwilę dojdziemy do wniosku, że pani Katarzyna jest autorką cyklu "Opowieści dziwnej treści"Smile Może nie byli to "normalni" ludzie, tylko "życzliwi inaczej"? Dlaczego jeśli ktoś ma problem bo spotka go coś "nie halo" zawsze pojawia się tysiąc wątpliwości, czy aby na pewno nie jest to wytwór chorej wyobraźni albo inne zawracanie głowy? Każdy z nas spotyka się przecież z różnymi ludźmi i różnymi sytuacjami, które nieraz są dla nas niesprawiedliwe i przykreFrown

28.07.2011 20:33

Jeszcze jedno... Aniu P. - nie zawsze tylko "mędrca szkiełko i oko...", tą prawdę odkryto już dawno temu Smile

28.07.2011 20:37

Tak czy inaczej, postąpi Pani według swojej wiedzy.

 

Jeśli nie chce Pani rozmówić się z byłą nianią, to chyba szkoda rozpamiętywać i nakręcać siebie i nnych (również na forum), a tym bardziej dobudowywać "wersje zdarzeń", skoro i tak nie będzie konfrontacji.

[Celowo nie rozwodzę się nad etycznymi kwestiami, bo są to rzeczy z tych"oczywistych oczywistości"]

[Co do "zmowy" - miałam na myśli, że nie koniecznie, każda z nich musiała usłyszeć od byłej niani cokolwiek, wystarczyło, że jedna powtórzyła drugiej..]. Ale to są tylko moje dywagacje.

 

"Aż dziw bierze, że "wyszło szydło z worka" dopiero teraz. I szczerze mówiąc wydaje mi się, że niania musiała opowiadać nie lada sensacje, skoro po roku ludzie o tym pamiętają"

28.07.2011 20:38

Danuta W.

"Przecież nie było mowy o prezentacji z imienia i nazwiska, tylko "sąsiadeczki" i opiekunki szt.2 stwierdziły po wózku ( ha, nawet nie po dziecku), co samo w sobie, już jest mało wiarygodne: wózek wydał obiekt plotki."Normalni" ludzie, nie opowiadają nowo poznanej kobiecie szczegółów życia rodziny X, tylko dlatego, że ona jeździ "takim samym" wózkiem.. "

Idąc tym tokiem rozumowania za chwilę dojdziemy do wniosku, że pani Katarzyna jest autorką cyklu "Opowieści dziwnej treści"Smile Może nie byli to "normalni" ludzie, tylko "życzliwi inaczej"? Dlaczego jeśli ktoś ma problem bo spotka go coś "nie halo" zawsze pojawia się tysiąc wątpliwości, czy aby na pewno nie jest to wytwór chorej wyobraźni albo inne zawracanie głowy? Każdy z nas spotyka się przecież z różnymi ludźmi i różnymi sytuacjami, które nieraz są dla nas niesprawiedliwe i przykreFrown

Ależ ja niczego nie neguję i nie sugeruję "chorej wyobraźni".

 

Ale też jestem zdania, że to żadne rozwiązanie, reagować na "niesprawiedliwe i przykre" rzeczy tak: siąść, rozbeczeć się, może nie dowierzać.. i oskarżać. Jestem zdania, że spokojna analiza pozytywniej zadziała, niż niczemu nie służące roztrząsanie na bierząco, pod wpływem emocji: co się stalo, dlaczego, jak to; tym bardziej, że Pani Katarzyna dysponuje tylko jednostronnym świadectwem sąsiadek/opiekunek/opiekunki z małego osiedla. A "tysiąc wątpliwości" to pojawia się za zwyczaj gdy sprawa jest pełna niedomówień, niejasności, dwuznaczności lub brak wersji drugiej strony. Te "tysiąc wątpliwośi" to nie podważanie, a dociekanie, zadawanie pytań, które, z mojej strony, mają mi naświetlić sytuację a nie zaciemnić czy obrazić kogokolwiek. Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie, no torzeczywiście - nie ma o czym dalej mówić, bo to, że ja przytaknę Pani Kasi i pogłaszczę miłym słowem po strapionej głowie, naprawdę niczego nie zmieni. Pani Kasia jeśli nie oczekuje choćby nieudolnej próby wyjaśnienia ww sprawy, tylko "wyżalenia" się, to nic nie zyska konstruktywnego, poza uwolnieniem wentyla swojego rozżalenia i złości.

 

28.07.2011 20:57

Ale też jestem zdania, że to żadne rozwiązanie, reagować na "niesprawiedliwe i przykre" rzeczy tak: siąść, rozbeczeć się, może nie dowierzać.. i oskarżać. Jestem zdania, że spokojna analiza pozytywniej zadziała, niż niczemu nie służące roztrząsanie na bierząco, pod wpływem emocji: co się stalo, dlaczego, jak to; tym bardziej, że Pani Katarzyna dysponuje tylko jednostronnym świadectwem sąsiadek/opiekunek/opiekunki z małego osiedla. A "tysiąc wątpliwości" to pojawia się za zwyczaj gdy sprawa jest pełna niedomówień, niejasności, dwuznaczności lub brak wersji drugiej strony. Te "tysiąc wątpliwośi" to nie podważanie, a dociekanie, zadawanie pytań, które, z mojej strony, mają mi naświetlić sytuację a nie zaciemnić czy obrazić kogokolwiek. Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie, no torzeczywiście - nie ma o czym dalej mówić, bo to, że ja przytaknę Pani Kasi i pogłaszczę miłym słowem po strapionej głowie, naprawdę niczego nie zmieni. Pani Kasia jeśli nie oczekuje choćby nieudolnej próby wyjaśnienia ww sprawy, tylko "wyżalenia" się, to nic nie zyska konstruktywnego, poza uwolnieniem wentyla swojego rozżalenia i złości."

Aniu, ale co pani Katarzyna ma analizować? I ile "świadectw" jeszcze jest jej potrzebnych, skoro wiedzę o plotkach na swój temat posiadła od osób, które zostały poinformowane o jej "zachowaniu" przez byłą nianię czy kogoś komu była niania naopowiadała? Dalej - kwestionowanie czegoś z góry, niestety, z góry też wyklucza chęć dochodzenia prawdy, czyż nie? I jeszcze dalej - jeśli współczucie okazane osobie pokrzywdzonej (bądż - jak wolisz - uważającej się za pokrzywdzoną) niczego nie zmieni, to tym bardziej nie zmienią niczego próby "wyjaśniania", bo właściwie co tu wyjaśniać? Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha. Ty tak nie masz? Smile

28.07.2011 21:28

"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie(...)" - miało być:"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś, z góry uważa się za obrażanie, ignorowanie, insynuowanie(...)"

Ja, na miejscu Pani Katarzyny, umówiłabym się jednak z byłą nianią, skonfrontowałbym jej wersje zdarzeń i wówczas ferowałabym, obiektywnie, swoje zdanie. (też miświadkowie, którzy mają ze sobą kontakt; to są bezstronni i obiekywni świadkowie?).

 

Danuto, piszesz:
"Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha."

To znaczy, że taka Pani Katarzyna ma prawo do "zwierzania się" nam, ale byłej niani takiego prawa odmawiasz ( a nóż kobietę," coś uwierało (...) i po prostu chciała się wygadać(...)), zakładasz, że plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze. A może to Twoje zdanie jest krzywdzące, bo ani Ty ani ja , ani Pani Katarzyna nie ma pełni obrazu. Ma połowę.

 

Danuto, oszczędź sobie tych personalnych wycieczek w moim kierunku.

Ty masz swój pogląd i masz prawo do tego. Ja mam swój pogląd i też mam do tgo prawo. Mówimy o sytuacji Pani Katarzyny, a nie o moich sposobach radzenia sobie w warunkach stresu.

A życie uczy, że wydawanie jednoznacznych werdyków, nie mając obrazu całośći często prowadzi do błędu, kaleczy rzeczywistość i ludzi, jest nie poważne i niebezpieczne.

28.07.2011 22:18

Anna P.

"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie(...)" - miało być:"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś, z góry uważa się za obrażanie, ignorowanie, insynuowanie(...)"

Ja, na miejscu Pani Katarzyny, umówiłabym się jednak z byłą nianią, skonfrontowałbym jej wersje zdarzeń i wówczas ferowałabym, obiektywnie, swoje zdanie. (też miświadkowie, którzy mają ze sobą kontakt; to są bezstronni i obiekywni świadkowie?).

Danuto, piszesz:
"Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha."

To znaczy, że taka Pani Katarzyna ma prawo do "zwierzania się" nam, ale byłej niani takiego prawa odmawiasz ( a nóż kobietę," coś uwierało (...) i po prostu chciała się wygadać(...)), zakładasz, że plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze. A może to Twoje zdanie jest krzywdzące, bo ani Ty ani ja , ani Pani Katarzyna nie ma pełni obrazu. Ma połowę.

Danuto, oszczędź sobie tych personalnych wycieczek w moim kierunku.

Ty masz swój pogląd i masz prawo do tego. Ja mam swój pogląd i też mam do tgo prawo. Mówimy o sytuacji Pani Katarzyny, a nie o moich sposobach radzenia sobie w warunkach stresu.

A życie uczy, że wydawanie jednoznacznych werdyków, nie mając obrazu całośći często prowadzi do błędu, kaleczy rzeczywistość i ludzi, jest nie poważne i niebezpieczne.

Pani Aniu. Fakt bezsporny jak dla mnie jest co najmniej jeden - taki, że niania opowiadała osobom z mojej okolicy, że głodzę swoje dziecko. I żeby ją nie wiem co uwierało, nigdy nie zrozumiem jej intencji. Tym bardziej, że nigdy córce jedzenia nie odmawiałam (oprócz słodyczy). Całe szczęście, że nie jest takim chuchrem jak ja i mąż, bo jeszcze ktoś by w to uwierzył. Ale całkiem dorodna z niej dziewczyna.

Plus cytat z jednej z sąsiadek: "Strasznie na was nadawała, myślałam że wiesz i dlatego już u was nie pracuje!" Jedna z niań natomiast powiedziała, że została przez nią specjalnie zaczepiona tylko po to, żeby na nas nagadać (i powiedziała jej, że nie będzie tego słuchać). Plus kwestionowanie naszych metod wychowawczych, które opisała w szczególe (czyli np. że nie dajemy dwulatce tego, czego chce, jeżeli głośno krzyczy i rzuca się na podłogę). Plus to, że sąsiadki wiedzą ile zarabiam ja, ile zarabia mój mąż i słyszały komentarze typu "wielka dama, zarabia XXXX, a mnie biednej emerytce stówy żałuje" oraz "pan P. wstydziłby się, żona zarabia dwa razy więcej od niego". O rany, dlaczego muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Ja już naprawdę nie muszę niczego wyjaśniać, bo mam pewność, że niania plotkowała i porozmawiam z nią o tym, nie licząc jednak na cuda. Pewnie się po prostu wszystkiego wyprze.

28.07.2011 22:30

Katarzyna P.

Anna P.

"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie(...)" - miało być:"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś, z góry uważa się za obrażanie, ignorowanie, insynuowanie(...)"

Ja, na miejscu Pani Katarzyny, umówiłabym się jednak z byłą nianią, skonfrontowałbym jej wersje zdarzeń i wówczas ferowałabym, obiektywnie, swoje zdanie. (też miświadkowie, którzy mają ze sobą kontakt; to są bezstronni i obiekywni świadkowie?).

Danuto, piszesz:
"Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha."

To znaczy, że taka Pani Katarzyna ma prawo do "zwierzania się" nam, ale byłej niani takiego prawa odmawiasz ( a nóż kobietę," coś uwierało (...) i po prostu chciała się wygadać(...)), zakładasz, że plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze. A może to Twoje zdanie jest krzywdzące, bo ani Ty ani ja , ani Pani Katarzyna nie ma pełni obrazu. Ma połowę.

Danuto, oszczędź sobie tych personalnych wycieczek w moim kierunku.

Ty masz swój pogląd i masz prawo do tego. Ja mam swój pogląd i też mam do tgo prawo. Mówimy o sytuacji Pani Katarzyny, a nie o moich sposobach radzenia sobie w warunkach stresu.

A życie uczy, że wydawanie jednoznacznych werdyków, nie mając obrazu całośći często prowadzi do błędu, kaleczy rzeczywistość i ludzi, jest nie poważne i niebezpieczne.

Pani Aniu. Fakt bezsporny jak dla mnie jest co najmniej jeden - taki, że niania opowiadała osobom z mojej okolicy, że głodzę swoje dziecko. I żeby ją nie wiem co uwierało, nigdy nie zrozumiem jej intencji. Tym bardziej, że nigdy córce jedzenia nie odmawiałam (oprócz słodyczy). Całe szczęście, że nie jest takim chuchrem jak ja i mąż, bo jeszcze ktoś by w to uwierzył. Ale całkiem dorodna z niej dziewczyna.

Plus cytat z jednej z sąsiadek: "Strasznie na was nadawała, myślałam że wiesz i dlatego już u was nie pracuje!" Jedna z niań natomiast powiedziała, że została przez nią specjalnie zaczepiona tylko po to, żeby na nas nagadać (i powiedziała jej, że nie będzie tego słuchać). Plus kwestionowanie naszych metod wychowawczych, które opisała w szczególe (czyli np. że nie dajemy dwulatce tego, czego chce, jeżeli głośno krzyczy i rzuca się na podłogę). Plus to, że sąsiadki wiedzą ile zarabiam ja, ile zarabia mój mąż i słyszały komentarze typu "wielka dama, zarabia XXXX, a mnie biednej emerytce stówy żałuje" oraz "pan P. wstydziłby się, żona zarabia dwa razy więcej od niego". O rany, dlaczego muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Ja już naprawdę nie muszę niczego wyjaśniać, bo mam pewność, że niania plotkowała i porozmawiam z nią o tym, nie licząc jednak na cuda. Pewnie się po prostu wszystkiego wyprze.

Popieram Panią, Pani Katarzyno w 100%. Owocnej rozmowy.

 

Może też Pani poczuje się spokojniej.

Wydaje mi się, że naprawdę dobrze jest zamknąć ostatecznie sprawę np. poprzez rozmowę. Być może okaże się, że to wszystko o czym mówią sąsiadki jest prawdą. I będzie miała Pani obraz całości, żadnych wątpliwości i.. czyste sumienie, bo nie skrzywdzi Pani nikogo nietrafionym sądem. PozdrawiamSmile

28.07.2011 22:38

Katarzyna P.

"

Plus cytat z jednej z sąsiadek: "Strasznie na was nadawała, myślałam że wiesz i dlatego już u was nie pracuje!" Jedna z niań natomiast powiedziała, że została przez nią specjalnie zaczepiona tylko po to, żeby na nas nagadać (i powiedziała jej, że nie będzie tego słuchać). Plus kwestionowanie naszych metod wychowawczych, które opisała w szczególe (czyli np. że nie dajemy dwulatce tego, czego chce, jeżeli głośno krzyczy i rzuca się na podłogę). Plus to, że sąsiadki wiedzą ile zarabiam ja, ile zarabia mój mąż i słyszały komentarze typu "wielka dama, zarabia XXXX, a mnie biednej emerytce stówy żałuje" oraz "pan P. wstydziłby się, żona zarabia dwa razy więcej od niego". O rany, dlaczego muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Ja już naprawdę nie muszę niczego wyjaśniać, bo mam pewność, że niania plotkowała i porozmawiam z nią o tym, nie licząc jednak na cuda. Pewnie się po prostu wszystkiego wyprze.

Powinnaś wyjasnic tą brzydka sprawe z tą plotkarą.wyjasnic, miałm na mysli porzadnie "opiórkac".nie ma nic gorszego od takich plotów,osobiście brzydze sie takowymi.

beata :) . edytowała ten post 28.07.2011 22:47
28.07.2011 22:46

Anna P.

"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie(...)" - miało być:"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś, z góry uważa się za obrażanie, ignorowanie, insynuowanie(...)"

Ja, na miejscu Pani Katarzyny, umówiłabym się jednak z byłą nianią, skonfrontowałbym jej wersje zdarzeń i wówczas ferowałabym, obiektywnie, swoje zdanie. (też miświadkowie, którzy mają ze sobą kontakt; to są bezstronni i obiekywni świadkowie?).

Danuto, piszesz:
"Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha."

To znaczy, że taka Pani Katarzyna ma prawo do "zwierzania się" nam, ale byłej niani takiego prawa odmawiasz ( a nóż kobietę," coś uwierało (...) i po prostu chciała się wygadać(...)), zakładasz, że plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze. A może to Twoje zdanie jest krzywdzące, bo ani Ty ani ja , ani Pani Katarzyna nie ma pełni obrazu. Ma połowę.

Danuto, oszczędź sobie tych personalnych wycieczek w moim kierunku.

Ty masz swój pogląd i masz prawo do tego. Ja mam swój pogląd i też mam do tgo prawo. Mówimy o sytuacji Pani Katarzyny, a nie o moich sposobach radzenia sobie w warunkach stresu.

A życie uczy, że wydawanie jednoznacznych werdyków, nie mając obrazu całośći często prowadzi do błędu, kaleczy rzeczywistość i ludzi, jest nie poważne i niebezpieczne.

Aniu, Aniu. Spokojnie. Ani na Ciebie napadam, ani dokonuję jakichkolwiek "wycieczek personalnych w Twoim kierunku", poważnie. PolemizujęLaughing Nie feruję wyroków i staram się nie przeczyć sama sobie(!) Szczerze to nie wiem, co Cię tak w mojej odpowiedzi poirytowałoFrown Przeczytaj, co do mnie napisałaś. To dopiero zastanawiająca interpretacja i zarzuty! Powiem Ci tak: nie "odmawiam byłej niani prawa do zwierzeń" (?!) - skąd taki wniosek? Jednakowoż obgadywanie innego człowieka trudno zakwalifikować mi do kategorii zwierzeń... nie zakładam że "plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze" (gdzie to wyczytałaś w moim poście - chyba między wierszami Smile

nie wyraziłam żadnego konkretnego zdania (więc nie może być dla nikogo krzywdzące), jedynie uznałam, że p.Katarzyna zasługuje na współczucie, tzn. że ja osobiście jej współczuję i nie chciałabym się znależć na jej miejscu

nie chcę się bawić w panią sędzinę i tego nie robię, a Ty próbujesz Smile

Nie ma się o co gniewać, chyba się nie obraziłaś tylko dlatego, że pozwoliłam sobie trochę się z Tobą nie zgodzić. Pozdrawiam

28.07.2011 23:49

"pozwoliłam sobie trochę się z Tobą nie zgodzić."......

 

Danusiu, daj już spokój, nikt nie musi się tłumaczyć ze swoich poglądów, więc się nie tłumaczSmile. Nikt też nie powinien się obrażać na tego, który się z nim nie zgadza.SmileInaczej każda dyskusja nie miałaby sensu.

28.07.2011 23:58

Muszę się z tym zgodzić MarylkoLaughing.I tym miłym akcentem kończę mój udział w niniejszej dyskusji, miłej nocy oraz kolorowych snów!Smile

29.07.2011 00:08

Dobranoc Smile

29.07.2011 00:10

Danuta W.

Anna P.

"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie(...)" - miało być:"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś, z góry uważa się za obrażanie, ignorowanie, insynuowanie(...)"

Ja, na miejscu Pani Katarzyny, umówiłabym się jednak z byłą nianią, skonfrontowałbym jej wersje zdarzeń i wówczas ferowałabym, obiektywnie, swoje zdanie. (też miświadkowie, którzy mają ze sobą kontakt; to są bezstronni i obiekywni świadkowie?).

Danuto, piszesz:
"Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha."

To znaczy, że taka Pani Katarzyna ma prawo do "zwierzania się" nam, ale byłej niani takiego prawa odmawiasz ( a nóż kobietę," coś uwierało (...) i po prostu chciała się wygadać(...)), zakładasz, że plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze. A może to Twoje zdanie jest krzywdzące, bo ani Ty ani ja , ani Pani Katarzyna nie ma pełni obrazu. Ma połowę.

Danuto, oszczędź sobie tych personalnych wycieczek w moim kierunku.

Ty masz swój pogląd i masz prawo do tego. Ja mam swój pogląd i też mam do tgo prawo. Mówimy o sytuacji Pani Katarzyny, a nie o moich sposobach radzenia sobie w warunkach stresu.

A życie uczy, że wydawanie jednoznacznych werdyków, nie mając obrazu całośći często prowadzi do błędu, kaleczy rzeczywistość i ludzi, jest nie poważne i niebezpieczne.

Aniu, Aniu. Spokojnie. Ani na Ciebie napadam, ani dokonuję jakichkolwiek "wycieczek personalnych w Twoim kierunku", poważnie. PolemizujęLaughing Nie feruję wyroków i staram się nie przeczyć sama sobie(!) Szczerze to nie wiem, co Cię tak w mojej odpowiedzi poirytowałoFrown Przeczytaj, co do mnie napisałaś. To dopiero zastanawiająca interpretacja i zarzuty! Powiem Ci tak: nie "odmawiam byłej niani prawa do zwierzeń" (?!) - skąd taki wniosek? Jednakowoż obgadywanie innego człowieka trudno zakwalifikować mi do kategorii zwierzeń... nie zakładam że "plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze" (gdzie to wyczytałaś w moim poście - chyba między wierszami Smile

nie wyraziłam żadnego konkretnego zdania (więc nie może być dla nikogo krzywdzące), jedynie uznałam, że p.Katarzyna zasługuje na współczucie, tzn. że ja osobiście jej współczuję i nie chciałabym się znależć na jej miejscu

nie chcę się bawić w panią sędzinę i tego nie robię, a Ty próbujesz Smile

Nie ma się o co gniewać, chyba się nie obraziłaś tylko dlatego, że pozwoliłam sobie trochę się z Tobą nie zgodzić. Pozdrawiam

Jeszcze raz: najlepiej wszystko wyjaśnić u źródła.

 

Danuto, Danuto. Spokojnie. Ani na Ciebie nie napadam, ani dokonuje "wycieczek" personalnych w Twoim kierunku, poważnie. PolemizujęLaughing. Nie feruje wyroków i staram się nie przeczyć sama sobie(!). Szczerze to nie wiem, co Cie w mojej wypowiedzi tak poirytowało..

 

Danuto,dlaczego zakładasz, że mnie coś poirytowało i wmawiasz mi i innym, że tak jest?

Pytasz, skąd wyciągam wniosek, że "odmawiasz byłej niani prawa do zwierzeń(...)"?

Zrobiłaś na wstępie założenie i potraktowałaś je za pewnik (niania obgadywała P. Katarzynę), majac jedynie niepełną,połowiczną wiedzę na ten temat (relacja Pani Katarzyny z rozmowy z sąsiadkami) i tą etylietkę przylepiłaś byłej opiekunce. Potem dodałaś model rzeczywistości -"obgadywanie innego człowieka trudno zakwalifikować mi do kategorii zwierzeń.." Na końcu wyraziłaś swoje współczucie Pani Katarzynie ("p.Katarzyna zasługuje na współczucie, tzn. że ja osobiście jej współczuję i nie chciałabym się znależć na jej miejscu"), potwierdzając jeszcze raz założenie o obgadywaniu i przyklepując silniej etykietkę. I tak rozumiem to co napisałaś - niania obgadywała P.Katarzynę (pewnik), a obgadywanie..(model rzeczywistości) więc współczujesz P. Katarzynie (potwierdzenie ww, bo w innym przypadku nie byłoby czego współczuć). Natomiast Twoje kolejne zdanie i zapewnienie przeczy poprzednim: nie zakładam, że"plotkara"...działała w złej wierzeSmile

Zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że "obgadywanie drugiego człowieka trudno zakwalifikować do kategorii zwierzeń".

 

Wg Ciebie, próbuję robić sędzinę z siebie? Bo namawiam do powstrzymania się przed osądzeniem sytuacji do momentu, kiedy będą ku temu przesłanki, czyli wersja zdarzeń wg drugiej strony?

 

[Chcesz podchodzić do sprawy merytorycznie, jednocześnie współczuć i poddawać się cudzej emocji, a to wszystko wygłaszasz w bardzo protekcjonalnej konwencji. Wiesz o czym mówię? Nie potrzebne są Twoje wstawki mentora - "Nie ma się o co gniewać, chyba się nie obraziłaś tylko dlatego, że pozwoliłam sobie trochę się z Tobą nie zgodzić".

Cóż one mają wnieść do meritum i co mam z nich odczyać? Forum jest dla mnie miejscem dyskusji i wymiany poglądów. Jeśli miałabym przeciwne zdanie i nie chciałabym narażać się na krytykę - nie uczestniczyłabym w polemice.

Ani przez moment nie czułam się zdenerwowana. Wcześniej ustosunkowałam sie jedynie do Twego "pytania" - " (człowiek)czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha. Ty tak nie masz? - które nic nie ma do rzeczy, jedynie kieruje oczy innych na mnie, a nie na temat.]

Myślę, że co miałam do powiedzenia w tej dyskusji - powiedziałam. Czekam tylko, co się rozwinie z konfrontacji z byłą nianią; jak się wytłumaczy, czy w ogóle zechce..? Ciekawe?

29.07.2011 07:14

Rozmawiałam z nianią. Jest ciężko obrażona (użyła słowa: zdruzgotana). Ona z nikim nie rozmawiała na nasz temat (czy to w ogóle możliwe, nigdy z nikim nie rozmawiać o swojej pracy????) i "przecież mi mówiła, że nie rozmawia z tymi pleciuchami na placu zabaw, bo nic tylko plotkują".

Teraz pamiętam, że faktycznie tak mówiła, szkoda tylko, że to nie była prawda. Skłaniam się ku temu, co napisała jedna z Pań - że to była mitomanka.

Niania właśnie zadzwoniła i zapytała, czy może nadal zapraszać córkę do siebie. Powiedziałam, że się zastanowię.

29.07.2011 11:58

Anna P.

Danuta W.

Anna P.

"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś z góry uważa się za obraże, ignorowanie, insynuowanie(...)" - miało być:"Jeśli zadawanie pytań lub kwestionowanie czegoś, z góry uważa się za obrażanie, ignorowanie, insynuowanie(...)"

Ja, na miejscu Pani Katarzyny, umówiłabym się jednak z byłą nianią, skonfrontowałbym jej wersje zdarzeń i wówczas ferowałabym, obiektywnie, swoje zdanie. (też miświadkowie, którzy mają ze sobą kontakt; to są bezstronni i obiekywni świadkowie?).

Danuto, piszesz:
"Wiesz, człowiek, który się zwierza, bo coś go uwiera, nie zawsze potrzebuje konstruktywnej pomocy... Czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha."

To znaczy, że taka Pani Katarzyna ma prawo do "zwierzania się" nam, ale byłej niani takiego prawa odmawiasz ( a nóż kobietę," coś uwierało (...) i po prostu chciała się wygadać(...)), zakładasz, że plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze. A może to Twoje zdanie jest krzywdzące, bo ani Ty ani ja , ani Pani Katarzyna nie ma pełni obrazu. Ma połowę.

Danuto, oszczędź sobie tych personalnych wycieczek w moim kierunku.

Ty masz swój pogląd i masz prawo do tego. Ja mam swój pogląd i też mam do tgo prawo. Mówimy o sytuacji Pani Katarzyny, a nie o moich sposobach radzenia sobie w warunkach stresu.

A życie uczy, że wydawanie jednoznacznych werdyków, nie mając obrazu całośći często prowadzi do błędu, kaleczy rzeczywistość i ludzi, jest nie poważne i niebezpieczne.

Aniu, Aniu. Spokojnie. Ani na Ciebie napadam, ani dokonuję jakichkolwiek "wycieczek personalnych w Twoim kierunku", poważnie. PolemizujęLaughing Nie feruję wyroków i staram się nie przeczyć sama sobie(!) Szczerze to nie wiem, co Cię tak w mojej odpowiedzi poirytowałoFrown Przeczytaj, co do mnie napisałaś. To dopiero zastanawiająca interpretacja i zarzuty! Powiem Ci tak: nie "odmawiam byłej niani prawa do zwierzeń" (?!) - skąd taki wniosek? Jednakowoż obgadywanie innego człowieka trudno zakwalifikować mi do kategorii zwierzeń... nie zakładam że "plotkara (przez dwa lata chodziła i szczekała, bo na pewno się nie"zwierzała") działała w złej wierze" (gdzie to wyczytałaś w moim poście - chyba między wierszami Smile

nie wyraziłam żadnego konkretnego zdania (więc nie może być dla nikogo krzywdzące), jedynie uznałam, że p.Katarzyna zasługuje na współczucie, tzn. że ja osobiście jej współczuję i nie chciałabym się znależć na jej miejscu

nie chcę się bawić w panią sędzinę i tego nie robię, a Ty próbujesz Smile

Nie ma się o co gniewać, chyba się nie obraziłaś tylko dlatego, że pozwoliłam sobie trochę się z Tobą nie zgodzić. Pozdrawiam

Jeszcze raz: najlepiej wszystko wyjaśnić u źródła.

Danuto, Danuto. Spokojnie. Ani na Ciebie nie napadam, ani dokonuje "wycieczek" personalnych w Twoim kierunku, poważnie. PolemizujęLaughing. Nie feruje wyroków i staram się nie przeczyć sama sobie(!). Szczerze to nie wiem, co Cie w mojej wypowiedzi tak poirytowało..

Danuto,dlaczego zakładasz, że mnie coś poirytowało i wmawiasz mi i innym, że tak jest?

Pytasz, skąd wyciągam wniosek, że "odmawiasz byłej niani prawa do zwierzeń(...)"?

Zrobiłaś na wstępie założenie i potraktowałaś je za pewnik (niania obgadywała P. Katarzynę), majac jedynie niepełną,połowiczną wiedzę na ten temat (relacja Pani Katarzyny z rozmowy z sąsiadkami) i tą etylietkę przylepiłaś byłej opiekunce. Potem dodałaś model rzeczywistości -"obgadywanie innego człowieka trudno zakwalifikować mi do kategorii zwierzeń.." Na końcu wyraziłaś swoje współczucie Pani Katarzynie ("p.Katarzyna zasługuje na współczucie, tzn. że ja osobiście jej współczuję i nie chciałabym się znależć na jej miejscu"), potwierdzając jeszcze raz założenie o obgadywaniu i przyklepując silniej etykietkę. I tak rozumiem to co napisałaś - niania obgadywała P.Katarzynę (pewnik), a obgadywanie..(model rzeczywistości) więc współczujesz P. Katarzynie (potwierdzenie ww, bo w innym przypadku nie byłoby czego współczuć). Natomiast Twoje kolejne zdanie i zapewnienie przeczy poprzednim: nie zakładam, że"plotkara"...działała w złej wierzeSmile

Zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że "obgadywanie drugiego człowieka trudno zakwalifikować do kategorii zwierzeń".

Wg Ciebie, próbuję robić sędzinę z siebie? Bo namawiam do powstrzymania się przed osądzeniem sytuacji do momentu, kiedy będą ku temu przesłanki, czyli wersja zdarzeń wg drugiej strony?

[Chcesz podchodzić do sprawy merytorycznie, jednocześnie współczuć i poddawać się cudzej emocji, a to wszystko wygłaszasz w bardzo protekcjonalnej konwencji. Wiesz o czym mówię? Nie potrzebne są Twoje wstawki mentora - "Nie ma się o co gniewać, chyba się nie obraziłaś tylko dlatego, że pozwoliłam sobie trochę się z Tobą nie zgodzić".

Cóż one mają wnieść do meritum i co mam z nich odczyać? Forum jest dla mnie miejscem dyskusji i wymiany poglądów. Jeśli miałabym przeciwne zdanie i nie chciałabym narażać się na krytykę - nie uczestniczyłabym w polemice.

Ani przez moment nie czułam się zdenerwowana. Wcześniej ustosunkowałam sie jedynie do Twego "pytania" - " (człowiek)czasami chce się po prostu wygadać i oczekuje, że ktoś go wysłucha. Ty tak nie masz? - które nic nie ma do rzeczy, jedynie kieruje oczy innych na mnie, a nie na temat.]

Myślę, że co miałam do powiedzenia w tej dyskusji - powiedziałam. Czekam tylko, co się rozwinie z konfrontacji z byłą nianią; jak się wytłumaczy, czy w ogóle zechce..? Ciekawe?

Wstałam, nakarmiłam zwierzęta, wypiłam kawę, przyrządziłam z córkami śniadanie, następnie obiad, weszłam na forum i znalazłam kolejny wyczerpujący wywód autorstwa Ani. Z godziny siódmej coś. Aniu, lubię podyskutować, ale nasza dyskusja nie doprowadzi do żadnego porozumienia, dlatego Twoje przyszłe posty pozostawię bez odpowiedzi. Miałam sobie darować już teraz, ponieważ zauważyłam, że jesteś osobą nadwrażliwą i źle znosisz nie tylko krytykę ale (wbrew temu co mówisz)i samą dyskusję, ktora w końcu polega na wzajemnej wymianie poglądów, zazwyczaj różnych. To nie ja krytykuję Ciebie, lecz Ty mnie, tak notabene, i próbujesz punktować każdą moją wypowiedź. Ba, każde zdanie mojej wypowiedziFrown Stawiane przez Ciebie zarzuty typu "wmawiasz mnie i innym", "odmawiasz byłej niani prawa...", "przylepiłas byłej opiekunce etykietkę...", którą następnie jeszcze "przyklepałam mocniej", bo napisałam, że wspólczuję p. Katarzynie, nie są rzeczowymi argumentami ale rodzajem manipulacji, gdyż próbujesz interpretować i nazywać moje intencje, a robisz to nadzwyczaj swobodnie."Wstawki mentora" (czyli moje - jak rozumiemSmile) które są niczym innym jak próbą upuszczenia nadmiaru zgromadzonej pary, z założenia nie miały wnosić niczego "do meritum", do którego tak chętnie wciąż się odwołujesz. Ta odrobina "prywaty" wzięła się stąd, że "dyskutuję" z żywym bądź co bądź człowiekiem, a nie - "rozprawiam się" z kolejnymi tezami czy innymi regułkami z jakiegoś podręcznika do psychologiiUndecided Poza wszystkim innym uważam, że ustosunkowując się do jakiegoś tematu nie muszę rozkładać go "merytorycznie" na czynniki pierwsze, ale mogę wypowiadać się z perspektywy moich uczuć czy odczućSmile Nie dodam "czyż nie?", żeby znowu nie było, że moja wypowiedź "jedynie kieruje oczy innych" na Ciebie, "a nie na temat". I tyle.

29.07.2011 15:14

Katarzyna P.

Rozmawiałam z nianią. Jest ciężko obrażona (użyła słowa: zdruzgotana). Ona z nikim nie rozmawiała na nasz temat (czy to w ogóle możliwe, nigdy z nikim nie rozmawiać o swojej pracy????) i "przecież mi mówiła, że nie rozmawia z tymi pleciuchami na placu zabaw, bo nic tylko plotkują".

Teraz pamiętam, że faktycznie tak mówiła, szkoda tylko, że to nie była prawda. Skłaniam się ku temu, co napisała jedna z Pań - że to była mitomanka.

Niania właśnie zadzwoniła i zapytała, czy może nadal zapraszać córkę do siebie. Powiedziałam, że się zastanowię.

Bez przesady, czasami starsi ludzie tak mają. Moja babcia ile się naopowiada, ale jak przychodzi do konfrontacji, to zawsze jest: "Przecież ja nic nie mówię"    Myśmy już do tego przywykli, ale jakby posłuchał ktoś trzeci...to nie wiem co by sobie pomyślał.

29.07.2011 15:55

Katarzyna P.

Rozmawiałam z nianią. Jest ciężko obrażona (użyła słowa: zdruzgotana). Ona z nikim nie rozmawiała na nasz temat (czy to w ogóle możliwe, nigdy z nikim nie rozmawiać o swojej pracy????) i "przecież mi mówiła, że nie rozmawia z tymi pleciuchami na placu zabaw, bo nic tylko plotkują".

Teraz pamiętam, że faktycznie tak mówiła, szkoda tylko, że to nie była prawda. Skłaniam się ku temu, co napisała jedna z Pań - że to była mitomanka.

Niania właśnie zadzwoniła i zapytała, czy może nadal zapraszać córkę do siebie. Powiedziałam, że się zastanowię.

Hmmm.. Pani Katarzyno, ma Pani klasę! Nie rzuciła Pani słów na wiatr z tą rozmową.

Rzeczywiście, sprawa nie jest czarno - biała: słowa postronnych osób kontra słowa byłej opiekunki. To Pani, Pani Katarzyno, zna byłą opiekunkę najlepiej. Dwa lata spędziła Pani z osobą, której powierzyła bezpieczeństwo (zdrowie i życie) swojego dziecka. Wtedy Pani jej zaufała, a ona nie zawiodła. Do Pani należy ocena sytuacji, Pani zrobi to najlepiej. Zastanawia mnie tylko (bo jednak jest Pani przekonana o winie opiekunki), jakie były intencje niani ( czy jeśli "dziłała" to przez złośliwość, naiwność, bezmyslność..)?

29.07.2011 18:12

Katarzyna P.

Niania odeszła, bo córka poszła do przedszkola. A zatrudniliśmy nową, ponieważ ta pani ma już 75 lat... Zanim synek dorósłby do przedszkola, miałaby prawie 80! Plotki były rozpuszczane regularnie przez cały czas jej pracy u nas, a nie po rozstaniu - z tego co teraz słyszę. Ogólnie sąsiedzi byli nią zdegustowani. Szkoda, że nie powiedzieli o tym wcześniej!

Ty bylas nieodpowiedzialna,zatrudniajac nianie w tym wieku.

29.07.2011 18:23

Pewnie tania była   

29.07.2011 19:43

Katarzyna P.

Rozmawiałam z nianią. Jest ciężko obrażona (użyła słowa: zdruzgotana). Ona z nikim nie rozmawiała na nasz temat (czy to w ogóle możliwe, nigdy z nikim nie rozmawiać o swojej pracy????) i "przecież mi mówiła, że nie rozmawia z tymi pleciuchami na placu zabaw, bo nic tylko plotkują".

Teraz pamiętam, że faktycznie tak mówiła, szkoda tylko, że to nie była prawda. Skłaniam się ku temu, co napisała jedna z Pań - że to była mitomanka.

Niania właśnie zadzwoniła i zapytała, czy może nadal zapraszać córkę do siebie. Powiedziałam, że się zastanowię.

Niania, może i mitomanka zaś mama z całą pewnością - pieniaczka.Dlaczego w kwestii odwiedzin córeczki u byłej niani nie zajęłaś zdecydowanego stanowiska? Może być jeszcze kiedyś potrzebna?
01.08.2011 22:31
« Powrót do listy tematów