|
Anna P. Może wyraziłam się niefortunnie z tym "przejęciem funkcji". Obowiązki wychowawcze dalej leżą na rodzicach, to fakt, ale ich wpływ już nie jest taki determinujący na dziecko, kiedu te ma np.3lata. Popatrz, Beato, na czas pobytu dziecka w szkole, nauczyciele przejmują (wg prawa) obowiązki i odpowiedzialność za dziecko, w tym za jego "wychowywanie" - Ty w szkole nie masz wpływu na swoje dziecko, masz ten wpływ w domu, a dziecko przebywa często 6-8h właśnie w szkole, nie z Tobą i jest, czy chcesz czy nie, "bombardowane" wpływami klasy, nauczyciela, przyjaciół, nieformalnych grup itd. Ja nie mówię, że trzeba czy należy liczyć na szkołę w kwestii wychowania tylko, że nie można zapierać się, że szkoła nie ma istotnego wpływu, bo podobno ten wpływ generują rodzice. Mówię tylko, że naprawdę bardzo rozważnie trzeba podchodzić do tego, gdzie i komu pozostawiamy nasze dzieci. One w szkole nie tylko edukują się, ale niestety - wychowują również.
Ania, czemu "niestety"? Stety właśnie Powiem Wam, że w mojej zerówce 80% czasu to ja zajmuję się właśnie wychowaniem dzieciaków. Uważam, że wychowanie do nauczania (gry/zabawy/ect) powinno być 50:50... W mojej grupie się nie da. Najpierw (już 2 m-ce) ogarniam te dzieci. Uważam, że mogłabym "darować" sobie wychowywanie ich OD PODSTAW, gdyby rodzice potrafili zrobić to wcześniej. Konkret? No już : moje dzieci teraz mówią (prawie) zawsze kiedy trzeba: proszę, dziękuję, przepraszam; już się nie biją (wcześniej tak rozwiązywali konflikty, a mam 19-stu chłopaków...), już prawie brzydko nie mówią, wsuwają po sobie krzesełka, nie krzyczą do mnie/siebie tylko mówią, dzielą się zabawkami, częstują jedzeniem, zgodnie bawią... Uwierzcie mi, że odwaliliśmy wspólnie kupę dobrej, CIĘŻKIEJ roboty... Jak zaczęłam z nimi pracę to był totalny chaos, rozgardiasz... Piszę to wszystko nie po to, żeby się pochwalić, ale żeby powiedzieć, że owszem: szkoła (wychowawcy, n-le) ma za zadanie m.in. wychowywać, ale głównie wspierać rodziców, rodziny dzieci. Jednak jak zauważam, słucham od koleżanek w szkole, to często teraz sprawa wygląda tak, że dzieci są wychowywane/edukowane w domu, ale przez TV, gry komputerowe, komputer+internet i inne gadżety... A czyja to wina? Rodziców... Ja "swoim" na wywiadówce powiedziałam otwarcie: to, że dzieci są agresywne, że dziewczynki starszą się jakimiś opowieściami-horrorami, że nie potrafią skupić uwagi na 5 minut, że kręcą się jak mają siedzieć spokojnie, że nie potrafią sklecić zdania, że wciąż ic uwaga jest rozproszona, że są nerwowe to wina: braku spędzania czasu rodziców z dziećmi i WYRĘCZANIU SIĘ dorosłych (najlepiej posadzić dzieciaka przed tv i mieć święty spokój!)...
|