Przeciez napisalam, ze decyzja nalezy do rodzicow - w obu przypadkach. Nie widze powodu komplikowania czegos co jest proste i dopuszczalne po spelnieniu pewnych  procedur. Nie wnikam w powody, efekty , dobrodziejstwa i minusy. Jesli to upraszczanie - to w istocie uproscilamLaughing

30.01.2012 22:55

O tych dobrodziejstwach, plusach i minusach rozmawiamy właśnie , więc trudno je pomijać. 

30.01.2012 23:02

Wczoraj "znikłam" ale jestem w trakcie pisania mgr więc mam mało czasu   

Oczywiście chodziło mi o nauczanie w domu zdrowych dzieci, chore dzieciaki to inna bajka. Kilka lat temu widziałam jakiś reportaż w TV o rodzinie, w której Mama uczyła w domu swoją pociechę. Nie wiem jak to się załatwia prawnie, żeby dziecko nie uczęszczało do szkoły, ale z tego co pamiętam z tego reportażu, to dziecko co jakiś tam czas miało egzaminy w szkole.

Wczorajszy reportaż był w Polskim Radiu Trójka. Nie słyszałam całego, bo za późno włączyłam. Ale akurat wypowiadała się Pani psycholog, która, w skrócie, też nie jest za nauczaniem domowym zdrowych dzieci. Aczkolwiek, mój Partner twierdzi, że kobieta jest stronnicza i nie rozumie "problemu", gdyż z góry zakłada, że takie dziecko jest trzymane pod kloszem. Jak dla mnie, tu nie chodzi o trzymanie pod kloszem, tylko o pełną socjalizację dziecka, której na pewno mu zabraknie, gdy nie będzie przebywało z innymi dziećmi. Może i inne kluby czy zajęcia dodatkowe są jakimś rozwiązaniem, ale mimo wszystko uważam, że dziecko będzie się rozwijało znacznie lepiej chodząc do szkoły.

 

31.01.2012 12:45

Wiesz, znam przynajmniej dwie szkoły, które z prawidłową socjalizacją uczęszczających tam dzieci, mówic delikatnie, miały problemy .
Trzeba bardzo starannie dobierać placówki edukacyjne, bo nie zgadzam się z hasłem, że główną czy jedyną role w wychowaniu dzeici w wieku szkolnym odgrywają rodzice. ?Stanowisko, często właśnie głoszone przez pedagogów, jakoby to szkoła nie miała wpływu wychowawczego na uczniów, to jakieś wciskanie ciemnoty. Rodzice mają największy wpływ na kształtowanie osobowości swoich dzieci, kiedy te są małe, wtedy to rodzic jest dla dziecka tym "znaczącym innym". Później tą funkcje przejmuje środowisko -szkoła pod postacią  nauczycieli- wychowawców, rówieśnicy, kościół itd. Bardziej odpowiedzialne stanowisko samych pedagogów mogłoby wiele zmienić, a na pewno rezultat pracy jaką wykonują.

 

31.01.2012 13:32
Nie zgodze się z Toba Aniu w kewestii jakoby środowisko przejmowało funkcję wychowawczą po rodzicach.Ma ono dopełniający wpływ i nie zwalnia rodziców w dalszym dopełnianiu swojego wychowawczego obowiązku.Gdybym liczyła na szkołę w tej kwestii to mogłabym się mocno przeliczyć.  
31.01.2012 14:54

Może wyraziłam się niefortunnie z tym "przejęciem funkcji". Obowiązki wychowawcze dalej leżą na rodzicach, to fakt, ale ich wpływ już nie jest taki determinujący na dziecko, kiedu te ma np.3lata.
Popatrz, Beato, na czas pobytu dziecka w szkole, nauczyciele przejmują (wg prawa) obowiązki i odpowiedzialność za dziecko, w tym za jego "wychowywanie" - Ty w szkole nie masz wpływu na swoje dziecko, masz ten wpływ w domu, a dziecko przebywa często 6-8h właśnie w szkole, nie z Tobą i jest, czy chcesz czy nie, "bombardowane" wpływami klasy, nauczyciela, przyjaciół, nieformalnych grup itd.
Ja nie mówię, że trzeba czy należy liczyć na szkołę w kwestii wychowania tylko, że nie można zapierać się, że szkoła nie ma istotnego wpływu, bo podobno ten wpływ generują rodzice. Mówię tylko, że naprawdę bardzo rozważnie trzeba podchodzić do tego, gdzie i komu pozostawiamy nasze dzieci. One w szkole nie tylko edukują się, ale niestety - wychowują również.
 

Anna P. edytowała ten post 31.01.2012 15:11
31.01.2012 15:11
...żeby było jasne, to ja zgadzam się z Tobą i rozumiem co chcesz przekazać.Nie pasowało mi tylko właśnie to "przejecie funkcji"   ....minusy atakują       beata :) . edytowała ten post 31.01.2012 15:18
31.01.2012 15:15

Anna P.

Może wyraziłam się niefortunnie z tym "przejęciem funkcji". Obowiązki wychowawcze dalej leżą na rodzicach, to fakt, ale ich wpływ już nie jest taki determinujący na dziecko, kiedu te ma np.3lata.
Popatrz, Beato, na czas pobytu dziecka w szkole, nauczyciele przejmują (wg prawa) obowiązki i odpowiedzialność za dziecko, w tym za jego "wychowywanie" - Ty w szkole nie masz wpływu na swoje dziecko, masz ten wpływ w domu, a dziecko przebywa często 6-8h właśnie w szkole, nie z Tobą i jest, czy chcesz czy nie, "bombardowane" wpływami klasy, nauczyciela, przyjaciół, nieformalnych grup itd.
Ja nie mówię, że trzeba czy należy liczyć na szkołę w kwestii wychowania tylko, że nie można zapierać się, że szkoła nie ma istotnego wpływu, bo podobno ten wpływ generują rodzice. Mówię tylko, że naprawdę bardzo rozważnie trzeba podchodzić do tego, gdzie i komu pozostawiamy nasze dzieci. One w szkole nie tylko edukują się, ale niestety - wychowują również.
 

Ania, czemu "niestety"?   Stety właśnie  

Powiem Wam, że w mojej zerówce 80% czasu to ja zajmuję się właśnie wychowaniem dzieciaków. Uważam, że wychowanie do nauczania (gry/zabawy/ect) powinno być 50:50... W mojej grupie się nie da. Najpierw (już 2 m-ce) ogarniam te dzieci. Uważam, że mogłabym "darować" sobie wychowywanie ich OD PODSTAW, gdyby rodzice potrafili zrobić to wcześniej. Konkret? No już   : moje dzieci teraz mówią (prawie) zawsze kiedy trzeba: proszę, dziękuję, przepraszam; już się nie biją (wcześniej tak rozwiązywali konflikty, a mam 19-stu chłopaków...), już prawie brzydko nie mówią, wsuwają po sobie krzesełka, nie krzyczą do mnie/siebie tylko mówią, dzielą się zabawkami, częstują jedzeniem, zgodnie bawią... Uwierzcie mi, że odwaliliśmy wspólnie kupę dobrej, CIĘŻKIEJ roboty... Jak zaczęłam z nimi pracę to był totalny chaos, rozgardiasz...

Piszę to wszystko nie po to, żeby się pochwalić, ale żeby powiedzieć, że owszem: szkoła (wychowawcy, n-le) ma za zadanie m.in. wychowywać, ale głównie wspierać rodziców, rodziny dzieci. Jednak jak zauważam, słucham od koleżanek w szkole, to często teraz sprawa wygląda tak, że dzieci są wychowywane/edukowane w domu, ale przez TV, gry komputerowe, komputer+internet i inne gadżety...    A czyja to wina? Rodziców... Ja "swoim" na wywiadówce powiedziałam otwarcie: to, że dzieci są agresywne, że dziewczynki starszą się jakimiś opowieściami-horrorami, że nie potrafią skupić uwagi na 5 minut, że kręcą się jak mają siedzieć spokojnie, że nie potrafią sklecić zdania, że wciąż ic uwaga jest rozproszona, że są nerwowe to wina: braku spędzania czasu rodziców z dziećmi i WYRĘCZANIU SIĘ dorosłych (najlepiej posadzić dzieciaka przed tv i mieć święty spokój!)...

01.02.2012 00:23

Asiu, dla jednych stety, dla niektórych niestety - jeśli nie dokonuje się świadomych wyborów Laughing.

01.02.2012 18:42

Maryla S.

Nie bardzo rozumiem to pytanie, ale jeżeli Iwono chodzi ci o indywidualne nauczanie dziecka, to są przecież przepisy regulujące tę kwestię. Indywidualnym na­uczaniem obejmuje się dzieci i młodzież, których stan zdrowia uniemożliwia lub znacznie utrudnia uczęszczanie do szkoły z powodu jakiejś poważnej choroby i na czas jej trwania muszą uczyć się w domu.
Nauczanie w domu to chyba nie jest "widzi mi sie" rodziców, no chyba ze coś się zmieniło, a ja o tym nie wiem   
Natomiast dzieci z upośledzeniem umysłowym i innymi wadami  objęte są   zajęciami rewalidacyjno-wychowawczymi, a te mogą odbywać się nie tylko indywidualnie, ale także grupowo. Dla tych dzieci rzeczywiście najlepszym wyjściem są zajęcia grupowe. Dziecko nie jest wtedy skazane na izolację i uczy się żyć w grupie.

 

No właśnie ,jeśli dziecko niepełnosprawne fizycznie lub intelektualnie wysyła się do szkoły , czy do ośrodka zdobywać tam wiedzę ,umiejętności i uspołecznianie się ..... to nie mogę zrozumieć dlaczego "zamknąć" zdrowe dziecko w domu . Bo przecież dziecko może zdobywać wiedzę w szkole ,a w domu (jesli rodzice twierdzą ,że ma większe możliwości) ją uzupełniać z mamą i z tatą . Szkoła to nie tylko nauka ,wiadomości ,ale jest to nauka życia w grupie, uczenia się kompromisu , słuchania pani , pracy w grupie , a potem na prawde przydaje się to w życiu dorosłym. 

Sama mam niepełnosprawną córeczkę w stopniu znacznym i nigdy mi przez głowę nie przeszło aby miała nauczanie indywidulane w domu , a mamy taką możliwość. Uzupełniam jej wiedzę w domu ,uczę ją różnych czynności ....chodzi oprócz tego na indywidualne zajęcia z logopedą , z rehabilitantem ....  ale ona uwielbia "chodzić" do szkoły. Ma swoją kochana panią ,koleżanki... Od razu zaznaczę ,że nie jest jedynaczką Laughing,więc w domu ma towarzystwo.

 

Ewa S. edytowała ten post 02.02.2012 18:13
02.02.2012 18:12

Nauczanie indywidualne a nauczanie domowe to dwie rozne formy edukacji.

03.02.2012 09:46
« Powrót do listy tematów