Parytety, równouprawnienie, urlop tacierzyński

Forum » Kawiarenka - pogaduszki o wszystkim

Co Nianie sądzą o głośnej ostatnio sprawie parytetów - żeby w Sejmie, rządzie, władzach spółek było co najmniej tyle a tyle (np. 40%) kobiet? Może rzucicie się na mnie i rozedrzecie na strzępy, ale patrzę na to niezbyt przychylnie. Nie jest dobrze, gdy kobiet we władzy jest bardzo mało - powiedzmy, poniżej 15%, ale ustalanie minimum na poziomie bliskim połowy to też przesada. Kobiety i mężczyźni mogą mieć różne zainteresowania i uzdolnienia. A może mężczyźni powinni zażądać 40% miejsc pracy w żłobkach i przedszkolach? Sądzę, że nie jestem złym opiekunem, ale dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że pod tym względem nie jestem typowym mężczyzną, wcale nie zamierzam namawiać rodziców, aby wybierali mężczyznę-nianię! Zupełnie wystarczy mi, jeśli nie odrzucają mężczyzny z góry, a poza tym niech sprawdzają i upewniają się, proszę bardzo! Bo to, niestety, prawda, że z mężczyzną w tym zawodzie związane jest pewne dodatkowe ryzyko.
A co do urlopu "tacierzyńskiego" (możliwego do wykorzystania tylko przez ojca), to uważam go za bardzo dobry pomysł pod warunkiem, że jednak pozostawi się rodzicom spory margines wyboru. Niech ten minimalny urlop ojcowski wynosi, powiedzmy, kilka tygodni, ale nie 40% całości.
Bardzo jestem ciekaw Waszych opinii.

18.10.2011 21:18

Jerzy, jakiekolwiek ustalanie parytetów już jest nieporozumieniem, bez  względu  na to czy minimum ma wynieść 15 czy 60%.

Piszesz.....  

"ustalanie minimum na poziomie bliskim połowy to też przesada. Kobiety i mężczyźni mogą mieć różne zainteresowania i uzdolnienia."

.....sorry, ale nie wiem o co ci tutaj chodzi, czy chcesz przez to powiedzieć, że gdyby w firmie czy parlamencie byli tylko mężczyźni to mieliby te same zainteresowania czy uzdolnienia? Przecież jeżeli  wśród kadry pilotów jest jedna  kobieta, to wiadomo, że ma takie same zainteresowania i uzdolnienia  jak   reszta pilotów, o ile nie większe. I tak jest w  każdym  zawodzie. Tak samo ty jako "pan niania"  możesz  mieć lepsze  pojęcie o wychowywaniu dzieci niż niejedna  "pani niania"    Pewnie, że są zawody typowo "męskie", można je jednak policzyć na palcach jednej ręki, w których znikoma ilość kobiet jest jakoby naturalna, ale tych zawodów jest już coraz mniej.

18.10.2011 22:07

acha, jeszcze o tym urlopie ojcowskim.... oczywiscie, że rodzice mają  spory margines wyboru.
Co do zasady kobieta nie może zrzec się prawa do urlopu macierzyńskiego, gdyż ma on służyć przede wszystkim ochronie zdrowia jej i dziecka. Kodeks pracy dopuszcza jednak możliwość częściowej rezygnacji z takiego urlopu na rzecz ojca dziecka. Zgodnie z prawem  pracy, pracownica, po wykorzystaniu po porodzie co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, ma prawo zrezygnować z pozostałej części tego urlopu, w takim przypadku niewykorzystanej części urlopu macierzyńskiego udziela się pracownikowi-ojcu wychowującemu dziecko. Więc  rodzice mają wybór? Mają, tata może opiekować się dzieckiem jak długo chce i jak rodzice uzgodnią miedzy sobą.

18.10.2011 22:33

Dla mnie parytety to idiotyzm. Moim zdaniem, w ten sposób, ustawia się kobiety w roli tych "co to jak im się ustawowo nie pomoże, to sobie nie poradzą". Na uczelniach w USA też wprowadzili dawno temu parytety, dla czarnoskórej młodzieży. Bo się żalili, że mało z nich się dostaje na studia.
Efekt - bardzo zdolny biały chłopak, przegrywa na starcie, z średnio radzącym sobie Murzynem.
Równouprawnienie nie polega na dawaniu "forów" jakiejkolwiek grupie społecznej, tylko na umożliwieniu równego dostępu do polityki/szkoły/pracy.
A jak dalej będą sobie radzić - to już zależy tylko od nich samych!!! Co to za pomysły, żeby ustawowo nakazywać!!!

Mąż - wojsko - opowiada mi czasami o tym temacie w kontekscie wojska. Bardzo docenia dziewczyny, które zakładają mundur, ale mimo wszystko, one mają gorszą wydajność, jedna na dziesięć nie próbuje wykorzystać tego że jest "słabszą płcią", przy egzaminach czy na poligonie.

Niestety, Pan Bóg nas stworzył odmiennymi. Mężczyźni są lepiej do pewnych spraw predysponowani, kobiety do innych. Po co to na siłę zmieniać, ustawowo???

Urlop tacierzyński - spoko. Są różne sytuacje, czasem takiego rozwiązania właśnie potrzeba.
 

18.10.2011 22:47

Chodziło mi o tę część urlopu, która musi być wykorzystana przez ojca, bo jeśli nie, to przepada. Nie jestem pewien, czy to było tylko w planach, czy zostało już uchwalone.

18.10.2011 22:56

Jeśli coś takiego zostało uchwalone, to kolejny idiotyzm.
Dowolność w wybieraniu kto się zajmuje maluszkiem, a kto pracuje - super, bardzo dobrze.
Ale zmuszanie na siłę, bo inaczej przepadnie???
Nawet nie wiedziałam, że takie kretynizmy wymyślają. Budżetem by się zajęli....

18.10.2011 23:01

Jerzy, jest taki urlop ojcowski, ale ten urlop ojcu należy się bez względu  na urlop "tacierzyński". Pracownik-ojciec wychowujący dziecko może skorzystać z urlopu ojcowskiego zarówno w okresie korzystania przez matkę dziecka z urlopu macierzyńskiego, jak i po wykorzystaniu przez matkę dziecka przysługującego jej urlopu, ważne, żeby skorzystał ze swojego uprawnienia do czasu ukończenia przez dziecko 12 miesiąca życia.

18.10.2011 23:03

Dominika Raczyńska

Jeśli coś takiego zostało uchwalone, to kolejny idiotyzm.
Dowolność w wybieraniu kto się zajmuje maluszkiem, a kto pracuje - super, bardzo dobrze.
Ale zmuszanie na siłę, bo inaczej przepadnie???
Nawet nie wiedziałam, że takie kretynizmy wymyślają. Budżetem by się zajęli....

Dominiko, czy nie trochę za ostro piszesz? Chodzi o to, żeby pracodawca zdawał sobie sprawę, że od mężczyzny też nie zawsze może wymagać pełnej dyspozycyjności. To może częściowo wyrównywać szanse na rynku pracy. Ja postulowałem ograniczenie obowiązkowej dla ojców części urlopu, ale nie jej likwidację (czy też niewprowadzanie). No i jednak uważam za niewłaściwą sytuację, w której ojciec nigdy nie przewinie dziecka, nigdy nie nakarmi... A tak jest w wielu rodzinach, to wielu matkom ciąży.

18.10.2011 23:37

he he he   a wiesz dlaczego nie przewinie, nie nakarmi, nie pobawi? Bo uważa się za 100% mężczyznę, ale moim zdaniem to  tylko taka  100 % cwana fajtłapa. Dla mnie 100 % mężczyzna musi umieć i chcieć przynajmniej w 90% tyle co  kobieta    Tongue out

no i przede wszystkim nie "umierać" z powodu leciutkiego katarku      

Maryla S. edytowała ten post 18.10.2011 23:51
18.10.2011 23:43

Jerzy B.

Dominika Raczyńska

Jeśli coś takiego zostało uchwalone, to kolejny idiotyzm.
Dowolność w wybieraniu kto się zajmuje maluszkiem, a kto pracuje - super, bardzo dobrze.
Ale zmuszanie na siłę, bo inaczej przepadnie???
Nawet nie wiedziałam, że takie kretynizmy wymyślają. Budżetem by się zajęli....

Dominiko, czy nie trochę za ostro piszesz? Chodzi o to, żeby pracodawca zdawał sobie sprawę, że od mężczyzny też nie zawsze może wymagać pełnej dyspozycyjności. To może częściowo wyrównywać szanse na rynku pracy. Ja postulowałem ograniczenie obowiązkowej dla ojców części urlopu, ale nie jej likwidację (czy też niewprowadzanie). No i jednak uważam za niewłaściwą sytuację, w której ojciec nigdy nie przewinie dziecka, nigdy nie nakarmi... A tak jest w wielu rodzinach, to wielu matkom ciąży.

Jerzy, wczytaj się w to co napisałam   
Dowolność - ok. Jestem za.
Jestem przeciwko NARZUCANIU mężczyznom obowiązku "tacierzyńskiego".
Od tego to jestem JA. To JA mam tak wychować sobie chłopa, żeby mi się od pieluch nie migał. Nie życzę sobie, żeby ktoś jego, czy mnie, do tego rozwiązania zmuszał. Natomiast cieszę się, że mamy WOLNY WYBÓR. Że nie jestem odgórnie skazana, możemy się dzielić obowiązkami. Ale nie musimy   

19.10.2011 01:02

Maryla S.

he he he   a wiesz dlaczego nie przewinie, nie nakarmi, nie pobawi? Bo uważa się za 100% mężczyznę, ale moim zdaniem to  tylko taka  100 % cwana fajtłapa. Dla mnie 100 % mężczyzna musi umieć i chcieć przynajmniej w 90% tyle co  kobieta    Tongue out

no i przede wszystkim nie "umierać" z powodu leciutkiego katarku      

Witam-Popieram w 100 %WinkDodam ,że musi umieć i chcieć w 90% ,tyle co kobieta sam z nieprzymuszonej woli SmileSmileNa siłe to osła uczą i pchają.Za zadTongue out

19.10.2011 10:33

Myślę ,że Pan Jerzy się wczytał i to bardzo dobrze ,Dominiko.Mój mąż mi pomaga,ale nie sposobem -JA wychowuję sama sobie chłopa ,ponieważ to żadne równouprawnienie,tylko zapędy feministyczne ,pozdrawiamSmile

19.10.2011 10:39

Dominika Raczyńska

Dla mnie parytety to idiotyzm. Moim zdaniem, w ten sposób, ustawia się kobiety w roli tych "co to jak im się ustawowo nie pomoże, to sobie nie poradzą". Na uczelniach w USA też wprowadzili dawno temu parytety, dla czarnoskórej młodzieży. Bo się żalili, że mało z nich się dostaje na studia.
Efekt - bardzo zdolny biały chłopak, przegrywa na starcie, z średnio radzącym sobie Murzynem.
Równouprawnienie nie polega na dawaniu "forów" jakiejkolwiek grupie społecznej, tylko na umożliwieniu równego dostępu do polityki/szkoły/pracy.
A jak dalej będą sobie radzić - to już zależy tylko od nich samych!!! Co to za pomysły, żeby ustawowo nakazywać!!!

Mąż - wojsko - opowiada mi czasami o tym temacie w kontekscie wojska. Bardzo docenia dziewczyny, które zakładają mundur, ale mimo wszystko, one mają gorszą wydajność, jedna na dziesięć nie próbuje wykorzystać tego że jest "słabszą płcią", przy egzaminach czy na poligonie.

Niestety, Pan Bóg nas stworzył odmiennymi. Mężczyźni są lepiej do pewnych spraw predysponowani, kobiety do innych. Po co to na siłę zmieniać, ustawowo???

Urlop tacierzyński - spoko. Są różne sytuacje, czasem takiego rozwiązania właśnie potrzeba.
 

Dominiko mam dokładnie,ale to dokładnie takie samo podejscie jak TY do tych spraw.powiem więcej nie mem nic przeciw by kobiety sprowadzic do roli PANI DOMU.Odkąd załozyły spodnie to im odbiło. kobiety zakładające rodziny maja na gówie dom,dzieci,męża,praca i wiele innych czynników na to sie składających.komu to przeszkadzało by kobiety nie pracowałySealedna słowo feministki krew mnie zalewa.

19.10.2011 12:52

Kasia M.

Myślę ,że Pan Jerzy się wczytał i to bardzo dobrze ,Dominiko.Mój mąż mi pomaga,ale nie sposobem -JA wychowuję sama sobie chłopa ,ponieważ to żadne równouprawnienie,tylko zapędy feministyczne ,pozdrawiamSmile

Kasiu, do feminizmu mi daleeeeeko, uwierz   
I nie chodzi tu o to czy muszę mojego pozaganiać trochę do opieki nad dzieckiem, czy sam z siebie się garnie. Chodzi o to że Państwo, urzędnicy, próbują mi się ładować w moje sprawy. To są wyłącznie moje i męża uzgodnienia. Kto i ile czasu poświęca dziecku, a kto na to wszystko zarabia   
Nie zgadzam się na tak daleko posuniętą ingerencję w moje życie, tak samo jak nie życzę sobie żeby ktoś mojemu dziecku (a są takie pomysły) opowiadał o dwóch tatusiach albo dwóch mamusiach.
To też jest moja rola, moja sprawa, kiedy, jak i czy w ogóle, jej o tym opowiem.
To jest nasze małżeństwo, nasze dziecko. 

19.10.2011 13:21
« Powrót do listy tematów