Niesłowna mama, co robić?

Forum » Kawiarenka - pogaduszki o wszystkim

Witam, od jakiegoś czasu zajmuję się dorywczo dziecmi. Biorę taką samą stawkę za 1 dziecko co trójkę. Ale problem tkwi w dogadaniu się z mamą. Nigdy nie deklarowałam 100 % dyspozycji na każde zawołanie, a jednak. Mama potrafi napisać tego samego dnia, czy przyjdę. Gdzie mówiłam jej kilkukrotnie, że musze wiedzieć minimum dzień szybciej, bo zawsze cos sobie zaplanuje na dzień bez pracy. Spoźnia się notorycznie, ma gdzieś, że mogę mieć swoje plany. Pisze niejednokrotnie czy może być np. godzinę później. Potrafi napisać o 23 czy przyjdę, bo chciałaby gdzieś wyjść z mężem. Na początku pytała co z okazjami takimi jak andrzejki itd, odmówiłam, bo mam też swoje zycie. Mimo tego pisze danego dnia czy przyjdę, i jeszcze sprawia że mam wyrzuty sumienia, bo przeze mnie nie wyjdzie na randkę z mężem. Teraz znowu, rano umówiłyśmy się, że mam dziś wolne popołudnie i mogę przyjść, ale najpóźniej do 14 ma mi dać znać, jednak nic z tego. Czekałam do 14.30 na odpowiedź, nie dostałam SMS, wiec wyszłam planując sobie popołudnie z narzeczonym. Po czym o 15 dostaje wiadomość, że mam dzisiaj przyjść. Odmówiłam. Nie mam już siły, ja przychodzę zawsze regularnie, jestem uczciwa, oczywiście doliczam sobie każde spóźnione 15 minut. Nie jest mi źle, dzieci są super, mogę pić i jeść u nich bez ograniczeń (z czego korzystam w małym stopniu), ale cholera. Dlaczego ona nie rozumie że mam swoje życie? Potrafiłam się przez nią już spóźnić na spotkania, do lekarza itd    kompletnie mnie nie szanuje, mam wrażenie, że chce mnie mieć na zawołanie, a nigdy czegoś takiego nie deklarowałam. Chodziło o doraźną pomoc.. Nie wspominając o tym, że było mi bardzo przykro, jak wyszli na imprezę, a ja głupia o północy do nich jechałam. Mieli być na niej 3 godziny, pisze o 3.30 o której maja zamiar być, a oni że za półtorej godziny.. Komplenie nie myśląc o tym , że jestem w ciąży i też mam prawo się wyspać. To kazali mi spać w ich łóżku i ich pościeli, i zdziwieni że nie potrafie tak usnąć    Co byście zrobiły?
EDIT: i teraz daje mi do zrozumienia , że to moja wina, że dzisiaj nie stawi się na jakimś spotkaniu   

Anna P. edytowała ten post 19.12.2017 15:09
19.12.2017 15:07

Witaj, Anno. Moim zdaniem mama wykorzystuje sytuację, że spodziewasz się dziecka. Ciężarna niania raczej ma małe szanse na zatrudnienie, a skoro pracujesz w tym stanie, pewnie potrzebujesz pieniędzy i pracodawczyni zdaje sobie z tego sprawę. Dodatkowo to bardzo wygodnie płacić za troje dzieci stawkę za jedno. Obawiam się, że tu raczej nic na lepsze się nie zmieni, poczekaj do najbliższego rozliczenia i podziękuj.

19.12.2017 16:22

Dziekuje za odpowiedź, jednak mi tak naprawdę nie zależy na pieniadzach. Przezyje bez nich, dorabiam sobie ale tak czy siak mówiłam że będę dostępna jeszcze tylko 1-2 miesiące, gdyż to już 6 miesiąc ciąży. Juz kilka razy wspominałam jej, że nie chodzi mi o pieniądze tak bardzo jak zalezy mi na respektowaniu mojego czasu, kiedy to poraz kolejny się spóźniła, czy potrzebowała mnie na już i oferowała dodatkowe pieniądze.. My nawet umowy nie mamy. Mam trochę wyrzuty sumienia, że ją dzisiaj wystawiłam, ale no kurde.. czekałam o 50 minut dłuzej na SMS niż ustalałysmy.

Anna P. edytowała ten post 19.12.2017 16:31
19.12.2017 16:28

Ile razy już to przerabiałam... Jako niania pracuję od 7 lat przez ten czas pracowałam dla wielu rodzin, ale mogę powiedzieć, że dobrze czułam się może w 3 rodzinach na 15 dlaczego? Notoryczne spóźnianie (w nosie miałam dodatkową kasę bo nie chodzi zawsze o rzeczy materialne, ale mój czas, moje zycie) Z przykrością to napiszę, ale rodzicom nie chce się siedzieć z dziećmi moi pracodawcy potrafią siedzieć zamknięci w pokoju (niby pracują) nie chce im się nic robić co związane z ich własnymi dziećmi. Nie piszę tego bez podstawnie lata doświadczeń. Wyobraźcie sobie sytuację, że matka potrafi siedzieć w aucie pod blokiem nawet jeśli przyjedzie wcześniej tylko po to żeby do domu nie wchodzić. Przykładowo pracuję od 9 do 17:30 ona już od 17:20 siedzi w aucie, ale do góry wejdzie 17:45. Przez rodziców przestałam mieć ochotę chodzić do pracy. Bardzo często pracodawcy nie mają do nas szacunku, a porzez szacunek rozumię mój czas, bo przed podpisaniem umowy jest pięknie i kolorowo, dopiero później zaczynają się schody. Obiecałam sobie, że od nowego roku przestaję tak pracować. 

19.12.2017 18:56

witam. Radziła bym rozsanie z mamą i to jak najszybsze, gdyż stres na jaki Cię naraża szkodzi twojemu dziecku. Z opisu sytuacji, który zamieściłaś wnioskuję ,że to typ człowieka(chodzi o mamę dzieci) dla którego liczy się tylko on. Nie sposób zmienić osobowości człowieka, a z tego co napisałaś jak się czujesz to wygląda na zwykły ,,wampiryzm emocjonalny". Około 10 lat temu byłam w sytuacji podobnej i rozstanie się z tak traktującą mamą było dla mnie wielką ulgą. Potraktowałam tamtą sytuację jako naukę i obecnie dosyc dobrze wyczuwam ten typ człowieka. Takie mamy to raczej niewielki procent rodziców, może bardziej nagłośnione jest ich postępowanie, gdyż budzi słuszne rozżalenie. Obecnie od kilku lat współpracuję z mamą, która jest drektorem w pewnej korporacji i wiem że dla niej taka sytuacja jaką opisujesz była by nie do pomyślenia. Nawet jak zadarzy jej się w związku z pracą że nie może zdąrzyć, dzwoni uprzedza, że się spóźni., Widzę nieraz jej autentyczne zażenowanie z powodu, że cos ułożyło się nie tak jak to wcześniej umawiałyśmy. Jest też odpowiednia gratyfikacja finansowa co przyznaję,że nie jest kwestią bez znaczenia. Reasumując doradzam jak najszybsze rozstanie, zdrowie twoje i twojego dziecka jest najważniejsze. Laughing

19.12.2017 20:13

15 rodzin w ciągu 7 lat pracy? No niezły "przerób"   

Ja równiez pracuję 7 lat i jest to moja 3 rodzina. W każdej rodzinie rodzice starali się żebym to ja była zadowolona z pracy.

Spóźnienia sporadyczne się zdarzały, bo czasami ludzie nie mają na to wpływu /np.korki/ jednak za każdm razem był telefon, przeprosiny i odwózka do domu. Dla "moich rodziców" takie zachowanie było normalne. Wszystkie inne spawy były wyjaśniane na bieżąco i w zgodzie. I tak się zastanawiam, skąd wy bierzecie tych rodziców? Może intuicja was zawodzi przy wyborze rodziny? 

19.12.2017 20:34

Tak Basiu,a może i nawet więcej. Biorę tu również pod uwage pracę na 1/2 etatu oraz opieka w weekendy i wieczory    więc trochę się nazbierało.

20.12.2017 18:17

BARBARA S.

15 rodzin w ciągu 7 lat pracy? No niezły "przerób"   

Ja równiez pracuję 7 lat i jest to moja 3 rodzina. W każdej rodzinie rodzice starali się żebym to ja była zadowolona z pracy.

Spóźnienia sporadyczne się zdarzały, bo czasami ludzie nie mają na to wpływu /np.korki/ jednak za każdm razem był telefon, przeprosiny i odwózka do domu. Dla "moich rodziców" takie zachowanie było normalne. Wszystkie inne spawy były wyjaśniane na bieżąco i w zgodzie. I tak się zastanawiam, skąd wy bierzecie tych rodziców? Może intuicja was zawodzi przy wyborze rodziny? 

Dobrze napisane ... tak wyglądają dobre relacje. Jeśli się kogoś lubi i ceni , to się o niego dba    Wszystkie inne 'okropne przypadki '- tak nagminnie opisywane - to efekt zaburzonej komunikacji i braku dobrych intencji .Umiejętność kompromisu, to przydatna cecha nie tylko w pracy niani.
21.12.2017 11:40

Ja mam szczęście do rodziców, ale jak wiadomo szczęściu trzeba dopomóc. Jakby tak podsumować moja pracę na przestrzeni lat, to razem z rodzicami wychodziliśmy sobie naprzeciw i może to kogoś rozśmieszy, ale tak w zasadzie to sobie dogadzaliśmy nawzajem, każdy chciał dać od siebie wiecej.

21.12.2017 12:24

Ja raz tylko miałam taką głupią sytuację i do tej pory mam żal do siebie głównie że dałam się w nią wmanipulować. Rodzice mojego podopiecznego obiecali mi dofinansowanie kursu na prawo jazdy a potem zmienili zdanie i uznali że jestem im winna 4 stówki. Zamiast odciągnąć mi to z pensji chcieli żebym odrobiła to wieczorami. Zgodziłam się. Któregoś dnia mama malucha powiedziała coś w stylu : chciałabym byś w ramach kasy którą nam wisisz została z dziećmi jutro wieczorem. Było to tak sformułowane że ciężko mi było odmówić. I tym sposobem spędziłam 30 urodziny w pracy. Jestem o to zła na siebie bo w sumie mogłam się postawić i olać to że mają bilety do teatru, ale też mam żal do nich. Pracowałam u nich 4 lata. Opiekowałam się w sumie dwoma ich synkami. Do tej pory pamiętam daty urodzin chłopców i rodziców a oni nigdy  nie pamiętali o moich. a to taka prosta data 02.02  Chociaż niewielu jest rodziców- pracodawców którzy pamiętają o urodzinach niań.

26.12.2017 18:28

Barbara M.

Ja raz tylko miałam taką głupią sytuację i do tej pory mam żal do siebie głównie że dałam się w nią wmanipulować. Rodzice mojego podopiecznego obiecali mi dofinansowanie kursu na prawo jazdy a potem zmienili zdanie i uznali że jestem im winna 4 stówki. Zamiast odciągnąć mi to z pensji chcieli żebym odrobiła to wieczorami. Zgodziłam się. Któregoś dnia mama malucha powiedziała coś w stylu : chciałabym byś w ramach kasy którą nam wisisz została z dziećmi jutro wieczorem. Było to tak sformułowane że ciężko mi było odmówić. I tym sposobem spędziłam 30 urodziny w pracy. Jestem o to zła na siebie bo w sumie mogłam się postawić i olać to że mają bilety do teatru, ale też mam żal do nich. Pracowałam u nich 4 lata. Opiekowałam się w sumie dwoma ich synkami. Do tej pory pamiętam daty urodzin chłopców i rodziców a oni nigdy  nie pamiętali o moich. a to taka prosta data 02.02  Chociaż niewielu jest rodziców- pracodawców którzy pamiętają o urodzinach niań.

O! Basiu  jesteś moją bliżniaczką. Ja też  2.2.  Szczerze...  nie liczę na to aby rodzice pamiętali o moich urodzinach- chociaż fanie by było.... ale nauczyalm sie,że niania w wiekszości przypadków nie należy do "rodziny", mimo ,że dziecko kocha swoja nianię, czesto spędza ona z ich dzieckiem  więcej czasu niż rodzice. 
o datach urodzin rodziców  nie pamietam bo i po co.....  naprawdę nie ma po co sie tak angażować uczuciowo.  

27.12.2017 09:32
Jeśli nawet się tak zdarzy , że niania zostanie przygarnięta    do rodziny... to wypada znać w niej swoje miejsce, tak jak babcia i dziadek np. Mądrość i świadomość innych osób sprawujących opiekę, polega między innymi na tym, żeby nie tworzyć problemów emocjonalnych między rodzicami a dzieckiem i nie stwarzać sytuacji 'konkurencji' kto ważniejszy... bo i po co ? Zaangażowanie w opiece, polega głównie na odpowiedzialnej opiece... i fajnie by było, o tym pamiętać. Kinga K. edytowała ten post 29.12.2017 12:10
29.12.2017 11:46

Kinga K.Jeśli nawet się tak zdarzy , że niania zostanie przygarnięta    do rodziny... to wypada znać w niej swoje miejsce, tak jak babcia i dziadek np. Mądrość i świadomość innych osób sprawujących opiekę, polega między innymi na tym, żeby nie tworzyć problemów emocjonalnych między rodzicami a dzieckiem i nie stwarzać sytuacji 'konkurencji' kto ważniejszy... bo i po co ? Zaangażowanie w opiece, polega głównie na odpowiedzialnej opiece... i fajnie by było, o tym pamiętać.

Jeśli  osoba sprawująca opiekę nad nie swoim dzieckiem robi dziecku konkurencję ,to dla mnie od razu jest do "usunięcia".

Dziecko ma jedną mamę i jednego tatę,  niania to jest niania, albo ciocia nic więcej. Można malucha polubić pokochać prawie jak własne dziecko, ale jesli taka niania mówi do dziecka, że ona jest jego mamą i strasznie kocha to dziecko, a tamta pani nie to jest bardzo bardzo bardzo niepokojace zachowanie.

Czasami  dzieci nie chca sie rozstawać z nianią bo było fajnie... i to jest oczywiste wtedy niania , mądra niania musi dziecku wytłumaczyć,że z mamą tez jest fajnie, że są inne zabawy , ktrych niania nie zna. Tak  ja robię....

Ja rozmiem,ze rodzic po  całodziennej  pracy zazwyczaj słabo sie odnajduje w sytuacji , kiedy dziecko chce sie bawić, ale po to mamy dzieci. Dziwię się wszytskim tym rodzicom, ktorzy idą do pracy na 10-11 godzin i nie mają potem ochoty na dosłownie pól godziny zabawy z własnymi dziećmi. I są to zachowania codzienne. Cieszą się,ze dziecki nie spały w ciagu dnia - to szybko pójdą spać. Czasami też jest wręcz nakazane aby dziecka nie kłaść na odpoczynek , aby poszlo wcześniej spać.A dziecko  czy śpi czy nie i tak idzie o 22 czy 23 spać.... więc....  gdzie sens i logika takich zachowań?

29.12.2017 12:29
Myślę, że nie trzeba generalizować... Dziecko aktywne przez cały dzień - i bez drzemki, słabo odnajduje się w zabawie wieczorem - porównywalnie do rodziców po 11 godz. w pracy. Piszesz Marto o wyjątkach...   zdaje się - a te, nie potwierdzają reguły. Zwyczajowo jeśli jest pełna rodzina, to przeważnie któryś z rodziców pracuje krócej...A tak z ciekawości pytam - jak to zrobić i nie pozwolić dzieciakowi na drzemkę w sytuacji, kiedy tego odpoczynku potrzebuje i sygnalizuje taką potrzebę...?Bo marudne , płaczliwe .. itd.itd Dla mnie było nie wykonalne na pewnym etapie rozwoju moich dzieci.
04.01.2018 10:57

Z moich doświadczeń wynika, że ilość i rytm snu jest sprawą bardzo indywidualną. Z czworga moich dzieci każde spało zupełnie inaczej. Najstarsza córka w wieku 15 miesięcy zrezygnowała ze spania w dzień, nie była zmęczona w ciągu dnia, a w nocy spała 12 godzin. Kolejny syn potrzebował dziennej drzemki do 5 roku życia, jak już nie było leżakowania w przedszkolu w starszej grupie, to spał po powrocie do domu i nawet kładł się normalnie na noc, ale wieczorem strasznie marudził. Młodszy syn spał standardowo, do trzeciego roku życia. Najmłodsza córcia w okolicach drugich urodzin zaprzestała dziennych drzemek, za to spać chodziła około 18 i wstawała przed 5 rano - nie dało się tego zmienić. W kwestii wypowiedzi Kingi - rodzice często oczekują, niestety, że po powrocie z pracy dziecko pójdzie spać, bo są zmęczeni.Ja to wszystko rozumiem, ale jeśli zostawia się dziecko w żłobku o godz. 8, niania je odbiera i zajmuje się nim do 18, a dziecko najlepiej, żeby poszło o 19 spać i nie budziło się do rana, to kiedy być rodzicem?

04.01.2018 16:44

Maria C.

Z moich doświadczeń wynika, że ilość i rytm snu jest sprawą bardzo indywidualną. Z czworga moich dzieci każde spało zupełnie inaczej. Najstarsza córka w wieku 15 miesięcy zrezygnowała ze spania w dzień, nie była zmęczona w ciągu dnia, a w nocy spała 12 godzin. Kolejny syn potrzebował dziennej drzemki do 5 roku życia, jak już nie było leżakowania w przedszkolu w starszej grupie, to spał po powrocie do domu i nawet kładł się normalnie na noc, ale wieczorem strasznie marudził. Młodszy syn spał standardowo, do trzeciego roku życia. Najmłodsza córcia w okolicach drugich urodzin zaprzestała dziennych drzemek, za to spać chodziła około 18 i wstawała przed 5 rano - nie dało się tego zmienić. W kwestii wypowiedzi Kingi - rodzice często oczekują, niestety, że po powrocie z pracy dziecko pójdzie spać, bo są zmęczeni.Ja to wszystko rozumiem, ale jeśli zostawia się dziecko w żłobku o godz. 8, niania je odbiera i zajmuje się nim do 18, a dziecko najlepiej, żeby poszło o 19 spać i nie budziło się do rana, to kiedy być rodzicem?

Masz Mario 100% racji. Moja córka od samego początku świetnie spała. Jako noworodek , karmiony piersią zasypiałą 21-22 i spala do 6-7 czasami do 8. Nie szło jej budzić na jedzenie bo się darła i wtedy noc była nieprzespana. W 3 klasie podstawówki przychodziła do domu po szkole potrafiła 5-6 godzin spać- oczywiście nie codziennie. Po takiej drzemce wstawała, pobawila się, i o 21-22 szła znów spać. Badania miała i ma wszytskie w porzadku. Dziś jako porawie 18 letnia dziewczyna też chodzi spać ok 22. No taki typ.

Ja też sobie nie wyobrażam aby dziecko mające potrzebę snu nie położyć. Nie wyobrażam  sobie tez aby , takie dziecko po 30 - 45 minutach wybudzać. Wg. mnie dzieci same wiedzą ile snu im potrzeba. A to ,ze rodzic chce po pracy spokoju ...  no trudno, proponuje kupić sobie kaktusa on nie jest wymagajacy aż tak jak dziecko. Chociaż przyznam się,ze ja kaktusa zasuszyłam- ale to przez remont. Kaktus trafił na balkon i mu się odeszło. Cool

04.01.2018 20:58

Na Twoim miejscu nie współpracowałabym z taką mamą. Jesli jesteś w ciąży to dbaj o siebie i znajdź kogos bardziej słownego.

12.01.2018 12:10
« Powrót do listy tematów