Jolanta W. W2002 roku z ogłoszenia w gazecie załapałam się do mini żłobko-przedszkola jako 3 w jednym (intendentka,dietetyk,kucharka)placówka prawatna ,dzieci wiek(2,3 m-ce najmłodsze 5,4 m-ce najstarsze)na śniadanie płatki kukurydziane mleko z wodą którą osobiście dolewała pani właścicielka na obiad korpus z kurczaka i trochę marchewki z kartoflami na podwieczorek po jednym herbatniku i woda z sokiem ledwo zabarwiona.Dla rodzicow był wypisany jadłospis z cielęciną,szynką itp.Wszystkie dzieci siedziały w jednej sali i się nudziły,to była męka. Pracowałam tylko miesiąc bo pani włascicielka nie chciała dać umowy o pracę tylko na czarno,a ponadto umówiłyśmy się na inną płacę i tak mi urwała 500zł ,bo powiedziała,że ma duże opłaty cznszowe,więc niech rodzice nie gloryfikują prywatnych placówek nad którymi nie ma specjalnie kontroli i bez szemrania płacą 1100-1600 zł wierząc w tą super opieke i jadłospisy,które w większości są fikcyjne (gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy to też nie chciało mi się wierzyć)Uważam,że lepsza jest niania na urlopie macierzyńskim,bo ma czułość i serce dla dwóch maluchów i jednocześnie jest ciut tańsza od profesjonalnej niani za 15 zł na godzinę i nikt nie wybrzydza,że nianie są za drogie.Każdemu według potrzeb. >ale teraz mamy 2010rok i prywatne placowki sa kontrolowane,
|