|
opiekowałam się dziewczynką na pół etatu(2-3 dni w tygodniu) przez półtora roku i zawsze wszystko było w porządku, świetnie układałała się współpraca, aż do pewnego tygodnia Rodzice mieli być o 18. O godzinie 20.00 zadzwonili, że coś tam się stało i że już jadą, przyjechali przed 22. Dziewczynka była chora, bez leków siedziałam z nią wtedy od rana, byłam wtedy wykończona. Nie usłyszałam nawet przepraszam. Dwa dni później mała była u mnie, mama miała być po nią o 14.30. Byłam umówiona na 16.30 więc jak minęła 16 to zadzwoniłam spytać czy coś się stało, że jej jeszcze nie ma to powiedziała, że już jedzie, była przed 17. I znów ani przepraszam nie usłyszałam . Za to mama małej na mnie naskoczyła za sytuację, która miała miejsce tydzień wcześniej.(zadzwoniłam w poniedziałek, że nie dam rady przyjść w środę, bo wypadła mi ważna rodzinna sprawa, Zdarzyła mi się raz taka sytuacja przez półtora roku, że akurat nie naprawdę coś ważnego mi wypadło. Wiedziałam, że jest babcia małej, więc miała ona z kim zostać). Za tą sytuację mama zrobiła mi można powiedzieć, że awanturę. Było mi przykro szczególnie, że jakoś kilka tygodni wcześniej było kilka takich sytuacji, że mama dziewczynki dzwoniła do mnie o 22.00 z zapytaniem czy mogę przyjść na następny dzień na 5.30 mimo, że nie był to dzień w, którym zajmowałam się małą. Zawsze szłam im na rękę i się zgadzałam. Czasami wieczorem w sobotę jak chcieli wyjść, czy w niedzielę do kina to liczyłam im taką stawkę jak w tygodniu. Najbardziej zabolało mnie to, że nie usłyszałam przepraszam za te spóźnienia, ale pomyślałam, ze rodzice może mieli jakieś trudne sprawy i o tym nie myśleli i przy wypłacie coś tam dadzą więcej w ramach podziękowania, ale niestety myliłam się. Za te dni kiedy rodzice się spóźnili dostałam normalną stawkę tzn. dostałam pieniądze za każdą przepracowaną godzinę, ale te nadliczbowe godziny zostały mi policzone normalnie , mimo, iż zawsze nawet za 15 minut ich spóźnienia dostawałam premię. Jak tylko zauważyłam że między mną, a rodzicami zaczęło się psuć zrezygnowałam z pracy u nich, nie chciałąm tego ciągnąć, bo obawiam się, ze byłby jeszcze gorzej, a ja nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Poza tym po jakomś czasie dowiedziałąm się, że dziewczynka chodzi do klubu malucha i że została tam zapisana jakiś czas wcześniej niż zaczęły się te dziwne spóżniania i pretensję. POdejrzewam, ze rodzice chcieli, żeby zrezygnowała sama niż mi powiedzieć, że posyłąją małą do klubu malucha, bo obiecywali pracę, aż dziewczyka pójdzie do przedszkola.Nawet jak się wszystko ustali na pierwszej rozmowie to i tak potem może być różnie...
niania :):) edytowała ten post 03.08.2011 22:53
|