Jak skutecznie podać dziecku lekarstwo?
Niezależnie od pory roku, przeziębienie, grypa lub inna infekcja bywają trudne do uniknięcia i niezwykle uciążliwe. Być może urocze zjawiska przyniesie mąż z pracy albo Wasze dziecię z przedszkola - z tego miejsca jest większe prawdopodobieństwo. I o ile poradzimy sobie z podaniem lekarstw temu pierwszemu, nieco starszemu osobnikowi płci męskiej, to z tym drugim - dzieckiem, możemy mieć problem.
Przytoczę pewną historię z życia wziętą. Pewien bardzo mądry, inteligentny, mały chłopiec miał w swoim życiu jeden, ale za to ogromny problem. Za każdym razem, kiedy był chory i mama dawała mu lekarstwa, wykręcał się i stanowczo twierdził, że on nie połknie żadnych tabletek - i tutaj cytuję - „ponieważ ma za małą dziurkę w buzi". Z mojej obserwacji wynika, że bardzo wiele dzieci nie lubi momentów, kiedy muszą dostać leki, połknąć tabletki. Ból głowy, męczący katar, kaszel, osłabienie - w ogóle choroba powoduje, że my- dorośli czujemy się do niczego, do tego jeszcze spora porcja leków do łykania i naprawdę ma się dość, więc nie ma co się dziwić maluchom.
Dziś chciałabym podpowiedzieć, jak poradzić sobie z sytuacją, kiedy maluchy wpadają w szał, bo „mają za małą dziurkę w buzi" i robią wszystko - naprawdę wszystko - byle tylko nie połknąć tabletek. Co robić, by nie zostać pokopanym, oplutym, a skutecznie podać dziecku leki?
Pierwsza moja propozycja, to opowiadanie i tłumaczenie, a także uruchomienie rodzicielskiej wyobraźni. Dzieci lubią wiedzieć, co się dzieje wokół nich, a zadaniem rodziców jest właśnie wyjaśnianie tego wszystkiego. Oczywiście trzylatek nie chce, by rodzic po łacinie podawał mu nazwę choroby czy lekarstwa, ale chce wiedzieć po co ma je brać. Musimy mu powiedzieć, np. że to jest syrop, i jak go się wypije, to przestanie się kaszleć i gardło przestanie boleć. Można wymyślić również jakąś historyjkę, bajkę np. o małej Oli, która chodziła bez czapki i szalika i bolało ją mocno gardło i musiała pić syrop, itd.
Nie musimy być sztywni, zestresowani i myśleć na zapas, do przodu, co będzie, jak dziecko nie połknie tabletki, bo jeżeli będziemy tak myśleć, to jest szansa, że wywołamy wilka z lasu i dziecko na pewno lekarstw nie weźmie. Uruchamiając wyobraźnię, bawiąc się troszeczkę przy tym, jesteśmy w stanie stworzyć miłą i fajną atmosferę, a nie nerwową i napiętą, a przy tym możemy ją sprytnie wykorzystać do osiągnięcia celu, a naszym celem jest podanie dziecku leków.
Dzieci oprócz tego, że lubią wiedzieć, co się dzieje, lubią również mieć kontrolę nad pewnymi rzeczami, sprawami. Lubią decydować, wybierać, dlatego też dajmy maluchowi wybór; „połkniesz tabletkę w salonie czy w kuchni?', „na niebieskiej czy zielonej łyżeczce mam ci nalać syropu?", „tabletkę ma dać ci mama czy tata?". Dajmy również możliwość przytrzymania np. przez malucha łyżeczki czy buteleczki.
Jeżeli jesteście po raz kolejny u lekarza a wiecie już, że dawanie dziecku lekarstw wiąże się ze stresem bo dziecko nie chce zażywać tabletek zapytajcie, czy tabletki można np. zastąpić syropem, czy jeżeli nie ma lekarstwa w postaci syropu, czy można np. tabletkę pokruszyć, przeciąć na połowę albo podać z jogurtem czy jakimś innym jedzeniem. Tutaj apeluję oto, by zapytać lekarza bądź farmaceutę. Nie podejmujcie decyzji sami: są leki, których z jedzeniem nie można mieszać, bo mogą osłabić działanie bądź nawet stracić je całkowicie. Mieszając już pokruszoną tabletkę np. z zupą czy jogurtem bądźcie też świadomi, że chory maluch może nie mieć apetytu, więc może nie zjeść tyle, co zwykle. Dlatego też, jeżeli już dodajemy tabletkę do pożywienia, niech to będzie jego niewielka ilość, by mieć pewność, że dziecko przyjęło zaleconą dawkę.
Z własnego doświadczenia wiem też, że czasem zimne smakuje lepiej. Jeżeli jakiś syrop jest nie do przełknięcia w „normalnej", tradycyjnej postaci, może po prostu warto schłodzić go trochę w lodówce, dzięki czemu nieprzyjemny smak stanie się bardziej do zaakceptowania. Tutaj również zachęcam do wcześniejszej konsultacji lekarskiej bądź farmaceutycznej.
Odradzam zmuszanie, krzyczenie, bieganie po mieszkaniu z nalanym na łyżeczkę syropem, bo i takie sceny nie są mi obce. Skończy to się płaczem, złością i rodzica, i dziecka, a nie oto tutaj chodzi.
mgr Dagmara Kalczyńska
- Dagmara Kalczyńska
- Ekspert Niania.pl
- Zobacz profil
- czytaj artykuły (5) »
Marta G.
Wiem, że to nie antybiotyk. Antybiotyki podaję w ostatecznej ostateczności. To był przykład. Czemu Pulneo ma wątpliwą skuteczność??
Bo to takie servierowskie czary mary hokus pokus jak wiele ich leków. Dobry marketing czyni cuda i lekarze przepisują. Innym takim przykładem jest Bioparox
Opiekunko, dzięki za radę, następnym razem spróbuję. Może nie będzie już trzeba
Marta G.
Wiele syropów jest gorzkich, wiele antybiotyków. Niektóre pachną ładnie ale w smaku są okropne. Ostatnio taki problem miałam z Pulneo. Paskudny![]()
Zgadza się Pulneo czy Eurespal nie jest smaczny. Ale to nie jest antybiotyk. Nie męczyłabym dziecka czymś co wątpliwą skuteczność
Marta G.
Wiele syropów jest gorzkich, wiele antybiotyków. Niektóre pachną ładnie ale w smaku są okropne. Ostatnio taki problem miałam z Pulneo. PaskudnyZawsze podaję syropy maleństwu taką specjalną strzykawką w bok policzka (tzn. miedzy policzek a dziąsło) a mała i tak wszystko wypluwa i się wyrywa. Jeśli nawet część połknie to i tak nie wiem dokładnie ile a ile zostało na ubranku i jest problem z odmierzeniem właściwej dawki. W soczku gorzki syrop sprawia, że soczek jest gorzki - też próbowaliśmy. Na siłę też spróbowałam ale się zachłysnęła i więcej nie będę próbować. Tak więc czekam wciąż na radę, która się u nas sprawdzi
Na razie jedyny skuteczny sposób na brak problemów z syropami to nie chorować
Pozdrawiam wszystkie mamy chorych dzieci.
Pani Marto , a może spróbować pepitką ? Troszkę inaczej uwalnia syrop niż strzykawka ... Może będzie bardziej skuteczna ? Trochę więcej zachodu z odmierzeniem konkretnej dawki , ale myślę, że warto spróbować.


Najnowsze komentarze
Podyskutuj na forum »